3Powrót (Antyfa0)



3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

ANTYFA 0

 

PROLOG: LATA 90

 

Za początek moich świadomych działań należy uznać moment, w którym skojarzyłem pojęcie seksizmu z ograniczeniami ubiorczymi mężczyzn, co nastąpiło ok. 2000 roku. Przed zrozumieniem, że ograniczenia związane z męską rolą płciową są składnikiem ideologii i praktyki seksizmu, byłem skłonny uważać się za dewianta lub niewydarzonego mężczyznę albo wręcz transseksualistę – byłem na tyle głupi (zresztą jak otaczający mnie ludzie, z ubolewaniem powiem, że także ci bliscy mi), że nie dopuszczałem do siebie myśli, iż zdrowy mężczyzna może np. nie lubić „właściwych” dla mężczyzn ubiorów i wzorców zachowań. Podejmowałem sporadyczne próby zaznajomienia się z doznaniami otrzymywanymi przez kobiety od ich odzieży, lecz robiłem to w stanie najwyższego zawstydzenia, „z podwiniętym ogonem”, po zmroku, okazjonalnie pod pełną, lecz niedoskonałą (wręcz nieudolną!) charakteryzacją, czyli tak, jak to czynią osoby pozwalające określać siebie jako transwestytów: panowie przebierający się za panie. Raz odbyłem taką wyprawę tramwajami zapomniawszy biletu miesięcznego! Gdybym w tamtym czasie został złapany przez kanarów, to chyba spaliłbym się ze wstydu (o którym dzisiaj wiem, że był chory i bezpodstawny) – tak mało asertywności i zrozumienia swojej sytuacji wówczas miałem! A gdyby jeszcze ktoś zaczął mnie szantażować… W moim ówczesnym stanie świadomości wydawało mi się bowiem, że moja ciekawość zabronionych doznań oraz wniosek, że jakość życia dostępna samicom naszego gatunku jest nieporównywalnie lepsza od tego, co jako samiec-mężczyzna muszę znosić, są czymś nieuprawnionym, niezdrowym, ergo patologicznym. Równocześnie wierzyłem jeszcze wówczas w kobiecość kobiet: wydawało mi się, że ich psychika pełna jest subtelności sugerowanej przez ich wydelikacony i wysublimowany wygląd. Jednym słowem: miałem w głowie śmietnik odpowiadający obiegowym przesądom na ten temat. Poznawszy w międzyczasie kilka osób żeńskich, co do których wydawało mi się, że mamy wiele wspólnego, stwierdziłem, że moje oczekiwania odnośnie ich kobiecości, którą wtedy postrzegałem m. in. jako wysoki poziom etyczny nie pozwalający na wulgarność, krzywdzenie i oszukiwanie kogokolwiek, a nacechowaną empatią, opiekuńczością, chęcią nawiązania głębokiej więzi uczuciowej i intelektualnej oraz budowania na nich doświadczeń erotycznych, są zupełnie chybione. Przekonałem się także o zwodniczości powierzchownych zachowań osób żeńskich, które nadając chętnie odbierane przez samców sygnały pozornego zainteresowania erotycznego (ach te malownicze uśmiechy na malowanych buźkach!), w istocie kłamią, dążąc do manipulowania tymi samcami (czyli nami) w celu ich wykorzystania – doraźnego wycyganienia czegoś w rodzaju stopnia wyższego niż należny, uniknięcia mandatu, albo skłonienia samców do wykonania dla niej jakiejś brudnej i nielekkiej roboty (np. wymiany koła w samochodzie – bo ona ma takie delikatne białe dłonie i na dodatek tipsy!). Mit kobiety runął – zauważyłem, że faktycznymi romantykami są raczej mężczyźni ulegający kobiecej powierzchowności (za którą spodziewają się znaleźć wszystkie te szlachetne rysy osobowości, które wymieniłem wcześniej a kobiecy wygląd sugeruje), a jest tak dlatego, że nasze matki instalują w nas tęsknotę za takimi cechami charakteru, lecz kultura i instalowany przez ojców męski etos blokują dla nas możliwość manifestowania takich cech osobowości w naszym postępowaniu. Co więcej, w pełni paralelne są spostrzeżenia odnośnie wyglądu: wkrótce stwierdziłem, że mężczyźni są celowo utrzymywani w prymitywie wzorniczym i kosmetycznym, gdyż frustracja na tle własnej brzydoty i toporności bardziej nas motywuje do kontaktu z ciałami samic – dopracowanymi i wręcz dopieszczonymi pod względem estetycznym do surrealistycznej perfekcji. Wreszcie, zauważyłem też, że im większy nasz głód erotyczny przy katolickim zakazie i potępieniu masturbacji, tym bardziej desperacka nasza gotowość do pozyskiwania względów samic za wszelką cenę (nawet ślubu kościelnego, do którego niejeden ateista i agnostyk jest zgwałcony w naszym kraju!)! W taki to diabelski sposób nasz popęd do przeciwnej płci jest nadmiernie stymulowany i rozgrywany, a my bierzemy udział w niegodnej człowieka myślącego grze pozorów jak lipne pionki, proste automaty reagujące w przewidywalny sposób na niewyszukane sygnały. Miłość natomiast w całej tej mechanice najwidoczniej nie ma większego zastosowania.

Następna