3Powrót (Antyfa0)



3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

ANTYFA 0


LATA 1998-2001

 

W miarę przemyśleń zacząłem z jednej strony dostrzegać przerażającą rozległość i głębię wpływu uprzedzeń seksistowskich na życie męskiej kasty płciowej, a z drugiej zaczął narastać mój gniew z powodu faktu, że ludzie to tak beznadziejnie bezmyślne i programowalne maszyny, a z tego powodu ja oraz około połowy ludzkości zmuszeni jesteśmy do życia w prymitywie kosmetyki, wzornictwa odzieżowego oraz degradujących wzorców zachowania odbieranych w niemal wszystkich produktach kultury (film, literatura, przedstawienia rozrywkowe, scena muzyczna, reklama itp.) – nie tylko zainfekowanych lecz wręcz przesyconych uprzedzeniami i mitami na temat płci męskiej. Wraz z moją złością zaczęła narastać we mnie determinacja, aby po pierwsze, osobiście nie poddawać się wszechogarniającej głupocie i uwolnić się od konieczności realizacji własnym ciałem i całą swoją osobą wzorców, których absolutnie nie akceptuję, wraz z doznawaniem niskiej jakości życia z powodu noszenia paskudnej „męskiej” odzieży, i po wtóre, by podjąć działania w celu zmiany układu chorych obyczajów i przesądów na temat mężczyzn. Sprawa jednak nie mogła ruszyć z miejsca, gdyż mój poziom asertywności był przeraźliwie niski, a ja odważałem się jedynie na noszenie szortów, koszulek bawełnianych i nienoszenie skarpet, gdy na dworze było ponad 20º C, z wyjątkiem sytuacji formalnych, czyli moich pobytów w pracy. Wdrażałem wprawdzie do użytku zabronione obuwie i wyroby pończosznicze, lecz będąc sparaliżowanym wstydem, do butów na choćby nieznacznie wyższym obcasie lub o „niestosownych” dla mężczyzn wycięciach nosiłem specjalnie długie spodnie, aby te zabronione cechy obuwia ukryć. Oprócz poczucia stłamszenia, naruszenia osobistej godności w tej całej maskaradzie nastawionej na to, abym wyglądał tak, jak bezmyślni ludzie wokół uważają dla mnie za stosowne, przy jednoczesnej próbie przemycenia moich własnych elementów stylu, pojawiła się świadomość idiotyczności ze względów pragmatycznych: oto miałem nawet taki czy inny rodzaj butów o pewnych otwarciach dostarczających przewiewu i ekspozycji na słońce, lecz, musiałem je ukrywać pod tekstyliami spodni, które właśnie ten przewiew i prześwit optyczny wykluczały lub poważnie ograniczały! Co więcej, jednym z ważnych elementów uprzywilejowania kobiet w zakresie ubioru jest prawo do noszenia ekshibicjonistycznej odzieży na całej powierzchni nóg, a nawet innych części ciała, co szczególnie przyjemne jest przez większość roku za dnia, gdy mamy do czynienia z ekspozycją na słońce oraz umiarkowanie chłodzące powiewy wiatru, i co jest dla mnie z zasady niedostępne tak długo, jak długo w takich warunkach pogodowych będę nosił długie spodnie i nakazane przez obyczaj koszulki z rękawem. Zachodziła sprzeczność: albo ciekawsze wzory butów ukryte pod pieprzonymi spodniolami (sic!), albo prostackie obuwie (klapki lub sandały o wyglądzie nieodróżniającym się od „męskich”, czyli zawsze na płaskim obcasie oraz z szerokimi, zakrywającymi paskami lub płatami skóry/tworzywa) – i wtedy tylko odrobina ekspozycji nóg w górę! W okresie tak zdefiniowanego zastoju bywały trochę lepsze momenty, gdy przez tworzenie okładzin z czarnego silikonu udawało mi się optycznie odrobinę ukryć zabronioną wysokość obcasa tych czy innych sandałków a potem wyrobić w sobie odwagę do ubierania ich bez długich spodni. Zdołałem także przyzwyczaić otoczenie do braku owłosienia nóg, jednak wciąż brakowało mi odwagi, aby w którymkolwiek miejscu pracy wystąpić chociażby w nie całkiem długich spodniach. Tak więc znosiłem oblepiający i gryzący dotyk mokrych od potu tkanin spodniowych w każdej pogodzie: w upałach i przy umiarkowanych temperaturach otoczenia, przy których jednak w ogrzewanych wnętrzach też robiło się piekielnie, podczas gdy osoby żeńskie w tych samych warunkach i sytuacjach społecznych latały sobie półgoło lub co najwyżej przezroczystymi siateczkami obciągnięte.

t Poprzednia Następna