3Powrót (Antyfa0)



3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

ANTYFA 0


LATA 2002-2004

 

W roku 2002, a konkretnie 4.06, pozwoliłem sobie na pierwszy, pilotażowy atak. Polegało to na tym, że wybrałem się do mojego głównego miejsca pracy („A”) w kontrkulturowym stroju: były to rajstopy koloru cielistego 40 DEN z lycry, spódniczka mini ze sztruksu koloru zielonego, sandałki na klinie o sportowym charakterze, i marynarka (typowa dla uniwersyteckich asystentów/doktorantów). Przygotowanie psychiczne do tej akcji obejmowało rozważania nad oburzającymi (oględnie mówiąc) aspektami ograniczeń męskich, wiedziałem też na jakie zajęcia idę i z jakimi studentami, więc przygotowałem krótką mowę wyjaśniającą moje postępowanie i wyruszyłem w drogę bacznie, choć dyskretnie obserwując, co się dzieje wokół mnie. W pracy niektórzy nie zauważyli mojego specyficznego ubrania, inni jednak zauważyli i, a jakże, donieśli do skądinąd sympatycznych i, jak się wydaje, otwartoumysłowych Pań Kierowniczek, zaś one pod koniec mojej pracy w tym dniu, wezwały mnie do siebie. Tam – ja wyjaśniłem motywy mojego postępowania, zaś Panie Kierowniczki „wytłumaczyły” mi, że ze względu na „koleżeńską solidarność” (jakbyśmy to dziś ujęli, gdy bogatsi jesteśmy o doświadczenia z PISem, LPRem i budową „Polski Solidarnej”) nie powinienem takich akcji prowadzić w Firmie, gdyż to może zaszkodzić nam wszystkim przy obecnym stanie edukacji społeczeństwa („wiemy, jakie jest polskie społeczeństwo”). Ja wyjaśniłem, że bez wywierania presji żadne zmiany w tym społeczeństwie same nie nastąpią. W owym dniu byłem już jednak psychicznie zmęczony (to była PIERWSZA akcja nieposłuszeństwa wobec nakazu spodniowego przeprowadzona jawnie, za dnia!), więc nie przedłużałem tej jałowej polemiki mając jeszcze do przebycia w sferze publicznej drogę z budynku na parking, a potem z miejsca parkowania pod blokiem do mieszkania. Zapowiedziałem tylko, że się nie wycofam z walki i zawsze będę miał coś zabronionego w moim wyglądzie, nawet jeśli nie tak „radykalnie”. Był to zresztą dzień szczególny: nasza drużyna piłkarska przegrywała swój pierwszy mecz na mistrzostwach świata, więc ulice były raczej wyludnione, gdy wychodziłem na drugą serię zajęć w porze popołudniowej, natomiast wieczorem pewnie szykowaliśmy się do obejrzenia następnych meczów rozgrywek grupowych. Kilka dni później w czerwcu 2002 odbyłem także wyjście na zakupy w białych rybaczkach i czerwonych sandałkach o cienkich paskach na ok. 5 cm obcasie do hipermarketu. Jednak nie było to wielkim wyczynem, albowiem realizowałem akcję podczas transmisji z jakiegoś meczu cieszącego się znacznym zainteresowaniem. Stosowałem też wtedy taktykę pokonywania odcinka dom-samochód w obuwiu niekontrowersyjnym, natomiast wyjście publiczne w obuwiu/przybraniu kontrkulturowym zaczynałem dopiero w miejscu docelowym wraz z opuszczeniem samochodu po uprzednim przebraniu się w nim. Poza tym, moim najwyższym i rutynowo praktykowanym osiągnięciem owego czasu było noszenie czarnych półotwartych butów o łagodnie łukowatym nosku na trochę wyższym obcasie z podeszwą z jednolitej pianki (czyli niestukową), jednak stale przy zasłonie z dość długich czarnych spodni z wietrzącymi wstawkami z szyfonu na wysokości kolan (mojej konstrukcji). Do tychże butów nosiłem skarpetki ze stretchu ok. 15–20 DEN, jednak z reguły czarne, imitujące kolor buta lub ortodoksyjną, zakrywającą skarpetę – wciąż brakowało mi odwagi noszenia skarpetek koloru cielistego, co byłoby mocnym kontrkulturowym sygnałem jawnego odstępstwa od etosu męskiego, w którym ani faktycznie, ani pozornie bosa stopa nie jest mile widziana w sytuacjach formalnych i przy temperaturach jesieni lub wczesnej wiosny. Okazjonalnie pozwalałem sobie ubrać latem spodnie z usuniętymi partiami nogawek z przodu (nazywam je: ringi). Wiosną roku 2003 wdrożyłem do użytku w miejscach pracy czarną koronkową bluzeczkę, ale w dalszym ciągu z zastosowaniem wierzchniego odzienia na tułów w postaci kamizelki, co w znacznym stopniu psuło efekt przewiewności i przezroczystości koronki. Wciąż brakowało przełomu, a jednocześnie „bystrzy” podwórkowi obserwatorzy z mojego blokowiska zaczynali już swoje śmietnikowe aluzje pod moim adresem. Wcześniej tylko milutkie paniusie z firmy projektującej odzież mieszczącej się wówczas w mieszkaniu obok pozwalały sobie znacząco chichotać za plecami – a to dopiero śmieszki z nich były! Ale się doigrałem!

t Poprzednia Następna