3Powrót (Antyfa0)



3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

ANTYFA 0


ROK 2005: NO TO JAZDA, CZYLI „ALLELUJA I DO PRZODU”!

 

Większym przełomem stał się moment opublikowania mojej strony internetowej, czyli aktualny stan rzeczy. Zaczęło się to pod koniec sierpnia 2005. Umieściłem ją początkowo na bezpłatnym serwerze w Interii, potem wykupiłem (cokolwiek to oznacza) domenę (nie mylić z dominą), a następnie dokupiłem (inne trudne słowo:) pakiet hostingowy, ponieważ bez tego jakoś nic się nie dawało zrobić. Po szarpaninie z opornością internetowej materii i frustrującym dla mnie początkowym okresie niedostrzegania strony przez szerszą publiczność i jej nieobecności w popularnych przeglądarkach, zacząłem obserwować (po liczniku gości) pewien wzrost zainteresowania czytelniczego. Także czasami pojawiające się reakcje czytelników są dla mnie budujące. Wszystkim ze wszech miar DZIĘKUJĘ! Na początku funkcjonowania mojej strony czytelnikami byli jedynie studenci placówki edukacyjnej „B”, (na tamtejszym forum zamieściłem zaproszenie na moją stronę), lecz poprzez przypadkowe osobowe kontakty a także dzięki pobieraniu edukacji przez te same osoby w różnych placówkach, krąg czytelników moich publikacji poszerzył się o studentów z miejsca pracy „A”, i prawdopodobnie znaleźli się w nim także moi koledzy i koleżanki z tej pracy. Dzięki wejściu charakterystycznych fraz z moich publikacji do przeglądarek, stwierdzam z satysfakcją obecność wśród moich Czytelników także osób i środowisk geograficznie oddalonych od siedzib moich miejsc pracy, co cieszy mnie niezmiernie. Również i ja osobiście skorzystałem z faktu, że posiadłem chociaż skromny, ale regularnie odwiedzany „środek masowego przekazu” – dodało mi to wiele asertywności w działaniach pozadomowych, skoro siedząc w domu i opracowując swoje materiały mogę każdej chwili uczynić z nich publikację. Tak więc również, gdyby obecnie doszło do jakichś zaognień w moich miejscach pracy na tle mojej dziwności, niewątpliwie wykorzystałbym takie wypadki i towarzyszące im dokumenty jako tworzywo mojego happeningu pt. Antyfa. Przy okazji pozwolę sobie zauważyć, iż w moim miejscu pracy „B” sytuacja robi się śmieszna: oto mogę zostać usunięty z grona tamtejszych pracowników i to bez specjalnego wysiłku ze strony Dowództwa, albowiem do chwili obecnej (ha! Przez bite 10 lat!) jestem tam zatrudniany na… umowach terminowych, więc wystarczy NIE przedłużyć mi umowy o pracę, a w cichy i „elegancki” sposób stamtąd wy-la-tu-ję! Niezaprzeczalnie w wyniku takiej akcji w budynku tej placówki momentalnie zrobi się szalenie „normalnie”, gdy tylko przestanie się tam pojawiać taki dziwak jak ja. I byłoby to również zgodne z duchem Ministra Romana – w końcu szkoła to nie miejsce propagandy … No właśnie: czego? Homoseksualizmu? Przecież Bozia poskąpiła mi daru pedalstwa… Ja jedynie jestem mniejszością ubraniowo-kosmetyczną, i choć niskonaukowa seksuologia próbuje łączyć tę sprawę z płcią i brakiem identyfikacji z nią, ja dość dobrze identyfikuję się z płcią samczą – no, może do działania prostaty w późniejszym wieku miałbym pewne zastrzeżenia, ale obecnie nie jest źle – organy są OK... Z kolei wg Karty Nauczyciela, nie wypada wywalać nauczyciela z tytułu m. in. orientacji seksualnej, lecz ja przecież nie kocham się z ubraniami, czyli żadną specjalną orientacją seksualną nie mogę się poszczycić… No, ale może mam odrażający wygląd uniemożliwiający mi wykonywanie pracy z młodzieżą? Jednak tam, gdzie pracuję, publiczność jest dorosła, więc „właściwe” wzorce ról płciowych dawno już wyniosła z domu, a skądinąd na ulicy i w innych miejscach użyteczności publicznej nikt nie dostaje ochrony przed widowiskiem zmuszającym do myślenia: skoro najwidoczniej wolno bez ograniczeń prezentować napawający lękiem wizerunek agresywnego i nienawistnego osiłka o przedwcześnie łysym łbie i grubym karku, to jakimże prawem miałoby być zabronione eksponowanie modelu lalusia albo i człowieka totalnie zniewieściałego?! Zaiste, gdyby zaszła potrzeba sformułowania uzasadnienia usunięcia mnie z tej pracy, niełatwo byłoby je napisać. Ale, jak już powiedziałem wcześniej, w tej placówce edukacyjnej nawet nie zachodzi potrzeba uzasadniania nieprzedłużania ze mną umów o pracę: można to zrobić ot tak sobie, po cichu, na milcząco (taki styl tam się praktykuje), i na dodatek z całą pewnością z aprobatą Wodza Giertycha i w ogóle IV RP (ale by się cieszył, gdyby się dowiedział – na pewno przyznałby dodatkowe punkty placówce „B” w jej ministerialnym audycie!). Jednak ja z całą pewnością wykorzystam w takim przypadku fakt posiadania tej tu skromnej prywatnej gazetki i zamieszczę raport z każdej, chociażby wyłącznie słownej, sytuacji i wymiany zdań, w której przełożeni w tym czy innym miejscu pracy zrealizują wobec mnie program polityczny IV Rzeczypospolitej, czyli solidarność mniejszości z większością. Tak więc, Drogi Czytelniku, nie omieszkam powiedzieć Ci, czy straciłem tę czy inną posadę, a jak przyjdzie co do czego, poznasz także niewątpliwie nazwę placówki, w której szczególna polska forma tolerancji zaowocowała dla mnie kłopotami, gdyż wykonałem tam swoją robotę bez najmniejszych zgrzytów i jedyny powód wykopania mnie stamtąd może być okulistyczny: że mianowicie kłuję w oczy. Na pewno, mając wtedy duuużo wolnego czasu (i zaiste niewiele pieniędzy mniej), spiszę dokładnie swe wspomnienia z owego już zamkniętego rozdziału życia.

 

Przejdźmy jednak po tej dygresji do praktycznych osiągnięć ubiorczych, które stały się moim udziałem w okresie działania mojej strony w Internecie. Wspomniałem, że wzrosła moja asertywność, i jest to fakt: teraz pozwalam sobie chodzenie do obu miejsc pracy w mniej lub bardziej krótkich spodniach, a w razie dnia chłodniejszego – z użyciem pończoch lub rajstop od 15 do 40 DEN, przy czym jedynym ograniczeniem dla tego stroju jest moja „termiczna dzielność”, czyli zdolność znoszenia niskich temperatur. Jednak w pochmurne lub chłodniejsze dni NIE przywdziewam długich spodnioli, lecz dalej noszę szorty bądź rybaczki, zaś wyroby pończosznicze spełniają swą funkcję grzewczą i NIGDY nie są noszone jako fetysz lub element przyjemności erotycznej. Co do moich ograniczeń termicznych, to trzeba pamiętać, iż pokaźną część mojego wcześniejszego życia spędziłem jako typowy męski dupek (sic!), którego organizm szkolony jest do znoszenia przegrzewania a nie do ekspozycji ciała nawet w obliczu pewnego chłodu, stąd też w niektóre dni chłodniejsze (ok. 16-17˚ C), zmuszony byłem do powrotu do długich spodni i koszulek/bluzek z rękawami, choć gros samic w takich warunkach dalej praktykuje ekshibicjonizm (i tę swoistą grę ciałem). Jednakowoż nawet w takich momentach byłem zdolny do przywdziania butów na średnim obcasie o kształcie szpilki i szpiczastym kształcie, przy czym artykułem pończoszniczym były cienkie (oczywiście przezroczyste) skarpetki koloru cielistego. To ważne, albowiem w pakiecie lęków instalowanych w głowie mężczyzny mamy na pierwszym miejscu lęk przed poczuciem bycia nieubranym, i nawet będąc ubranym nie wolno nam swym wyglądem sprawiać wrażenia odwrotnego (co w ramach uprzywilejowania samic jest normą). Obecnie popełniam tę transgresję niemal rutynowo i jestem z tego dumny. Który z Was, mości Panowie, to potrafi?

t Poprzednia Następna