3Powrót (Antyfa0)



3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

ANTYFA 0


ROK 2006: KOŁO TOCZY SIĘ DALEJ



JESIEŃ

Potem miałem dłuższą przerwę i parę akcji niższej rangi, aż do 7 i 8.09. W pierwszym z tych dni odbyłem rutynowe wyjście w tej samej spódnicy do hipermarketu na krótkie zakupy spożywcze i tamże natrafiłem na niezłego debilka. Był to taki typowy krępy i krótko ostrzyżony packer, najwyraźniej nagrodzony przez życie posiadaniem smukłej i od niego wyższej blondyny: na niebotycznych klinach sandałków z cieniuteńkich paseczków, w spódniczce typu przepaska biodrowa i z pokaźną porcją golizny także u góry oraz z malowankami wszędzie, gdzie się da. W pewnym momencie oddalił się on od blondyny i podszedł w moim kierunku z formułką: „Ale mi się pani podoba!”, chociaż wcale nie byłem zrobiony „na panią”, bo gdybym był, to pewnie nic by nie zauważył. Odparłem: „Dziękuję za ciekawą uwagę” a tenże chyba się zamyślił i po chwili dodał: „Zaraz panią zgwałcę.” I tu mnie zatkało – nie spodziewałem się zupełnie, że to Pan Pedarasta. I w ogóle jak to: przy ludziach? W hipermarkecie? Bo nie mówił, że chce się umówić w tajemnicy przed blondyną. Byłem też pod wrażeniem jego manier – ciekawe, czy podrywając tę blondynę też zagadał do niej w taki sposób i to zadziałało tak wspaniale, że teraz chodzi ona na wyprężonych (jak to mówią myśliwi) badylach obmalowana tak, by swego mena dowartościować na całego. Że też ja nie mam takiego podejścia do kobiet... A w następnym dniu pogoda była dość kiepska i zmienna: przekładaniec okresów słonecznych z pochmurnymi i przelotnymi deszczami plus silny porywisty wiatr. W takiej pogodzie każdy zdrowy mężczyzna stwierdza, że nie ma upału, czyli jest ZIMNO i koniecznie trzeba się opakować w długie spodnie z odpowiednio sztywnej i grubej tkaniny plus zamknięte buty i skarpety oraz kurtkę. Nawet szorty do pakietu adidasy i skarpety raczej nie wchodzą w grę. Nasze panie natomiast i przy takiej pogodzie ubierają się, jak chcą i jak indywidualne zahartowanie ciała im pozwala, tak więc widzi się masę golizny od dołu, co najwyżej cienkie poliamidowe siateczki różnych kolorów, buciczki o każdym stopniu otwartości, jak również opakowanie tekstylne na wzór ortodoksyjnych mężczyzn. Tak więc, jako samiec mając cokolwiek niespodniowego od dołu, byłem absolutnie „podpadnięty”.

A tak właśnie się ubrałem: wziąłem wcześniej wspominane sandałki z figlarnym napisem „NO LIMIT FOR MEN” na obcasie ok. 5 cm, a skoro na dworze był chłodek i deszcz, to nie mogłem iść boso – miałem zatem pończochy ze stretchu koloru cielistego ale dość wyraźnie opalonego. Także spódnicę miałem stateczną, czyli dłuższą: czarny dżinsowy stretch, do której przez pasek zostały dołączone kieszenie na drobiazgi, albowiem spódnica jako taka kieszeni nie posiada. Istotnie, podczas podmuchów wiatru było chłodno, więc na bluzkę z krótkimi rękawkami narzuciłem długie szare wdzianko z miękkiej tkaniny (wspomniane już wcześniej). Popełniłem zatem wszelkie wykroczenia, jakie samiec/mężczyzna może sobie wyobrazić: u góry byłem stosunkowo zakryty ubraniem, a u dołu miałem formę otwartą non-bifurkat, zakazaną przezroczystość o kolorze zbyt podejrzanym jak na naturalną opaleniznę, i co więcej, otwarte buty, gdzie przez tę przezroczystość świeciły (trochę niestarannie) podmalowane paznokcie. Jednym słowem – bezwstydna ekspozycja ciała! Wychodząc spotkałem na swej drodze dziewczynkę wracającą ze szkoły, która ominęła mnie z zachowaniem większej odległości, niż gdybym był np. łysym spodniowym sportowcem z papieroskiem. Ale nic to! Pojechałem w celach użytkowych do dwóch hipermarketów na obrzeżach miasta. W jednym dokonałem krótkich zakupów spożywczych i muszę stwierdzić, że ludzie zachowali się raczej w porządku: byli raczej pochłonięci zakupami własnymi, chłopak promocyjkarz wręczył mi ulotkę z szerszym uśmiechem, a na parkingu jakiś chłopaczek o dłuższych włosach spojrzał z lekkim uśmieszkiem, ot co. Oczywiście musiałem być widzianym przez wielu, ale nie zachowywali się po chamsku, i może nawet mój widok dał im coś do myślenia, zwłaszcza jeżeli przeczytali inskrypcje z obcasów. Potem byłem w hipermarkecie budowlano-ogrodowym. Tam ruch klientów jest mniejszy więc przestrzenie w alejkach bardziej puste, a ja z kolei już nie przelatywałem między regałami jak błyskawica: musiałem odnaleźć odpowiednie śrubki, nakrętki i podkładki, zważyć je, a potem poszukać jeszcze innych produktów metalowych. I wykonałem to, nawet w pewnym momencie pytając pracowników o rozmieszczenie pewnych produktów – udzielili odpowiedzi rzeczowo i z uśmiechem, choć jeden z nich był typu łysego – swoją drogą to dla niego też dobra nauka: niech się takie chłopaki ćwiczą w grzeczności (choćby i wymuszonej) wobec odmieńców, ponadto niech im się uruchomią jakieś procesy myślowe na temat różnych form realizacji męskości. Pytałem bowiem o zgoła „niekobiece” artykuły. Trudny moment był przy kasie: kolejki długie, mozolne sumowanie dużych gabarytowo produktów, szerokie i z daleka widoczne aleje do kas. Czułbym się jednak idiotą odkładając podejście do kasy, aż się zrobi pusto (co skądinąd mogło się nie ziścić), więc stanąłem z odpowiednim, wyćwiczonym wyrazem twarzy i patrzeniem ewentualnym bliźnim w oczy. I było w porządku, nawet w absolutnym spokoju przez dłuższą chwilę wydłubywałem dla kasjerki pojedyncze grosze, natomiast kasjerka na pewno była pod wrażeniem: zapomniała rutynowo zapytać mnie o kod pocztowy, choć taką miała procedurę. Klient za mną był chyba zbulwersowany, ale tylko spojrzeniem dawał temu wyraz, a może tylko mi się tak zdawało. Powrót bez sensacji, natomiast ciąg dalszy tego dnia polegał na przeniesieniu anteny satelitarnej z muru na nowy zaczep na balkonie, i wykonywałem tę pracę także w odpowiednim przybraniu. Oczywiście nie była to spódnica wyjściowa, lecz jakiś tani i ciemny polarek, te same pończochy i wygodne klapki na tej samej podeszwie, co w tym dniu noszone sandałki (ach, ta unifikacja produkcji!). Praca polegała na piłowaniu i wierceniach w metalu i montażu elementów na balkonie, gdzie oczywiście jest się dość dobrze widocznym zarówno z dołu jak i z sąsiednich balkonów. Okresowo przyglądała mi się jakaś starsza pani z innej klatki, i dobrze – wykonałem na jej oczach zaiste „dziewczęcą” robotę: stworzenie nowego nietypowego mocowania anteny satelitarnej i dostrojenie jej do sygnału w nowym miejscu. Tak więc dzień ten księguję jako udany. Szykuję się też z paroma nowo poznanymi przyjaciółmi do podobnych akcji, ale o charakterze happeningu o konkretnym scenariuszu nie sprowadzającym się wyłącznie do aspektów użytkowych. I gdy dojdą one do skutku, nie omieszkam zamieścić relacji, jednak w kategorii „Antyfa z numerem kolejnym”. Pozdrawiam B. I. oraz M.! Aha, i wcale nie było zimno!



Niezłe wyjście spódnicowe związane z zakupami odbyłem 24.11 – była to kontynuacja indywidualnej akcji zakupowo-politycznej z 13.11 lecz z uwagi na przewidywane obciążenie dużymi gabarytami zakupionych płyt meblowych zrezygnowałem z prezentacji jakichkolwiek plansz z hasłami. Wyszedłem zatem jako zwykły przechodzień w kontrkulturowym stroju, który jednakże stanowi nową jakość w moim „repertuarze”. Po pierwsze, ponownie użyłem elementów ekshibicjonistycznej odzieży pomimo pory roku nieprzewidzianej do prezentacji jakiejkolwiek nagości przez osoby męskoorganowe, a po drugie zastosowałem nowatorskie obuwie: spreparowane kozaki o cholewie dochodzącej do kolan na podwyższonym obcasie o kształcie klocowatym i wykonane na bazie jednowtryskowej niestukającej gumowej podeszwy. Buty te przez szereg lat nie należały do moich ulubionych z powodu efektu „stukania” palcami o ich dno o kształcie łagodnie łukowatym, co prowadziło do uszkadzania wyrobów pończoszniczych z powodu wzmożonego tarcia (z tego też względu polecam raczej obuwie kształtu szpiczastego). Postanowiłem zatem te buty zmodyfikować poprzez wycięcie otworu na palcach, przez co stały się one nieco paradoksalną krzyżówką półotwartych jesiennych butów i butów zimowych – jak dobrze wiemy, różne paradne ażurowe i półotwarte kozaki są dopuszczalne, lecz jedynie dla Naszych Pań, aby przy każdej pogodzie i porze roku mogły nas swoimi nóżkami erotycznie drażnić. Innym wcześniej niepraktykowanym przeze mnie motywem było użycie czarnych pończoch (ok. 15 – 20 DEN) – dotychczas jawnie nosiłem jedynie wyroby pończosznicze koloru cielistego, które z reguły mogą udawać prostą nagość. Odnośnie ubioru wyżej, przyjąłem dwie opcje: albo noszone przez większość lata sztruksowe spodnie o długości do kolan, albo spódnica o zbliżonej długości z dżinsowego streczu z kieszeniami zawieszonymi na pasku (znana z akcji w dniu 11.10. 2006 i widoczna na zdjęciach z niej). Ostatecznie wybór padł na spódnicę, lecz zestaw z w/w spodniami też zasługuje na wprowadzenie do użytku i zapewne wkrótce to się stanie. Strój uzupełniała szara kurtka z polaru. Zaplanowana marszruta przewidywała podejście do bankomatu we wrocławskim hipermarkecie Auchan, zakupy spożywcze w tymże hipermarkecie oraz wizytę w Leroy-Merlin, gdzie miałem kupić parę niemałych wiórowych płyt meblowych. Pogoda w tym dniu była bardzo ładna: przy bezchmurnym niebie było stosunkowo ciepło – ok. 13º, stąd decyzja użycia stosunkowo cienkich pończoch (przy niższych temperaturach będą rajstopy ok. 40 DEN). Wrażenia z noszenia niniejszego zestawu odzieżowego są bardzo pozytywne, chociaż nie można ich uznać za szczególne wyzwanie termiczne. Jedynie początkowo zaskakujące jest wrażenie chłodnego nawiewu przez otwarcia butów i przewiewne pończochy na palce u nóg, lecz przy takiej pogodzie nie stanowi to problemu – organizm szybko się przyzwyczaja, a dodatkową premią jest praktyczne uniknięcie pocenia się tej części stóp, co zwykle ma miejsce podczas noszenia całkowicie zamkniętego obuwia. Warto zatem podważać zamykające nas schematy myślowe i blokady umysłu – myślę sobie, że niniejsze „otwarte kozaki” będą się dobrze nosić także w chłodniejsze dni jesienne lub cieplejsze dni zimowe pod warunkiem braku opadów deszczu lub śniegu. Trzeba pamiętać, że wysoka cholewka kompensuje bilans termiczny ze sporą nadwyżką. Co do wycinka „ubranej nagości” na wysokości kolan i rozcięcia spódnicy, one także nie stanowiły termicznego wyzwania przy temperaturze panującej tego dnia. Momentami było gorąco, zwłaszcza gdy wykonywałem wysiłek fizyczny związany z przenoszeniem ciężkiego ładunku. Jeżeli idzie o ludzi, to tylko jeden raz odnotowałem głośną reakcję słowną na mój wygląd: pochodziła ona od niższego rangą pracownika hipermarketu Auchan: był to typowy przedemerytalny „pchacz” wózków, który najpierw widział mnie na parkingu, a potem w sklepie, przy czym przy tej drugiej okazji miał przy sobie współpracownika i usilnie zwracał jego uwagę, żeby tamten na mnie popatrzył dodając komentarz: „Ale szprycha!” W przypadku pozostałych osób zarówno po stronie personelu, jak i pozostałych klientów, nie stwierdziłem żadnych szczególnych reakcji (poza ewentualnie zwróceniem wzroku, czego specjalnie nie monitorowałem). Podczas przedłużającego się postoju przed kasą klientka przede mną, która stojąc do mnie bokiem podczas kasowania musiała widzieć moją kreację ubiorczą, zapytała się mnie w sposób jak najbardziej naturalny o godzinę. Ja tej informacji udzieliłem i to było wszystko. Z kolei pracownik stolarni w Leroy-Merlin, który przycinał dla mnie płyty (ten sam, co w dniu 13.11), tym razem zachował się uprzejmiej niż poprzednio. Zapewne już mnie rozpoznaje i oswoił się z moją aparycją. Podsumowując, wzorem akcji podejmowanych tej jesieni przyznaję 5 złotych tipsów pracownikom obu hipermarketów za nieokazywanie niezdrowego zdziwienia moją postacią (przemilczam postawę „pchacza” wózków jako osoby zupełnie nieprzygotowanej zarówno do interpretacji nietypowych postaw, jak i do odnoszenia się do klientów, co nie wchodzi zapewne w zakres jego obowiązków). Podczas wnoszenia zakupionych płyt do mieszkania spotkałem starszą sąsiadkę z wyższego piętra, która mogła oczywiście drogą plotki lub wyglądając przez okno poznać moje ekscesy ubiorcze – w każdym razie wymieniliśmy grzeczności bez żadnych reakcji świadczących o zdziwieniu lub zbulwersowaniu, zatem także 5 złotych tipsów. Dodam także, że przystąpiłem do akcji w dobrej kondycji psychicznej, co niewątpliwie przełożyło się na mój wyluzowany wygląd i mogło też mieć wpływ na społeczną recepcję mojej eskapady. Być może staje się to już rutyną?

ZIMA

W dniu 6.12. w godzinach południowych dokonałem kolejnego wyjścia spódnicowego: użyłem po raz pierwszy butów kupionych w czasie akcji w Legnicy w hipermarkecie, tej samej spódnicy i tych samych letnich pończoch ze streczu ok. 20 DEN. Buty te należą do niezbyt wyszukanej wielkoseryjnej produkcji i są dosyć ciepłe: noszenie ich pod spodniami może mieć sens co najwyżej przy mroźnej zimowej pogodzie, natomiast przy takiej „zimowej wiośnie”, jaką tego roku się cieszymy, można je ubrać tylko do spódnicy. Jednak trzeba je wdrożyć do użytku i rozchodzić, tym bardziej, że jak zwykle nie są one identyczne pod względem spójnego trzymania się nogi. Od góry zaś miałem ubrany płaszczyk. Wziąłem też ze sobą planszę z hasełkiem, ale na miejscu zakupów postanowiłem nie nosić jej ze sobą i stąd ten akt nieposłuszeństwa ubiorczego kwalifikuje się jako Antyfa 0. Niniejsze wyjście miało raczej wyłącznie charakter pragmatyczny: miałem do kupienia kolejne płyty meblowe do robionych przeze mnie mebli (w Leroy-Merlin) oraz ściśle określone detale (w Auchan). Jako że śpieszyłem się i nie zamierzałem kupować niczego prowokacyjnego ostatecznie zrezygnowałem z ekspozycji hasła. Pogoda, jak wiemy, była niemal wiosenna, stąd podwiew przez lekkie pończochy był bardzo przyjemnym doznaniem, szczególnie w połączeniu z bielizną typu open bottom. Pracownicy stolarni w Leroy-Merlin zapewne uznają mnie już za stałego klienta bez względu na styl mojego ubioru i wykazują całkiem sympatyczne symptomy oswojenia się ze mną (oprócz stosowanych już bez zahamowań zwrotów grzecznościowych oferowali mi opakowanie pakietu płyt oraz zdarzały się spontaniczne wypowiedzi ponad pragmatyczne minimum) – przyznaję zatem 5 złotych tipsów. Z kolei ze strony klientów nie stwierdziłem żadnych szczególnych reakcji poza odwróceniem na dłuższą chwilę głowy, gdy stałem przy stolarni czekając na przycięcie materiału dla mnie. Jedynym mało dyskretnym obserwatorem okazał się pracownik skopujący trawnik w pobliżu mojego bloku: musiał widzieć mnie zarówno podczas opuszczania domu, jak i podczas powrotu, i wtedy stanął jak wryty, przerwał robotę i odprowadził mnie wzrokiem aż do mojego wejścia. Nie miałem przy sobie planszy z hasełkiem gotowym do ekspozycji, zresztą odległość była za duża do skutecznego odczytu hasła, a ja zacząłem się zastanawiać, czy by nie wprowadzić nowego składnika dydaktycznego na takie sytuacje: aby moja manifestacja buntu miała zawsze swój pożytek dydaktyczny, może to ja powinienem zagadywać takich nieagresywnych obserwatorów, którzy ewidentnie nie wiedzą, co myśleć o tym, co widzą? Z drugiej jednak strony niektóre z moich kontrkulturowych wyjść stają się coraz bardziej pragmatyczne i rutynowe (choć po prawdzie nigdy nie wiadomo, na co człowiek trafi za najbliższym rogiem...), stąd potrzeba oszczędzania czasu.

Na ukoronowanie roku przełamałem kolejne tabu: 15.12 przyszedłem na imprezę opłatkową w miejscu pracy (ongiś nazywanym) A w stroju kontrkulturowym. Wyszedłem z założenia, że w taaakim dniu, gdy wszyscy sobie (dobrze) życzymy, spotykamy się na luzie po kolejnym roku wspólnej pracy i nie wypada odrzucać obcych (dla których zostawia się mityczne wolne miejsce przy stole) – nie grożą mi żadne reakcje ostracyzmu itp. I nie zawiodłem się: było w porządku. Może niektórzy odrobinkę się zdziwili, ogólnie jednak zainteresowanie, z jakim się spotkałem, dało efekt pozytywny: kilka rozmów pozwoliło mi wyjaśnić pokrótce moje motywy, a niezawodny mechanizm plotki sprawi, że nawet ci, którzy ze mną bezpośrednio nie rozmawiali, prędzej czy później usłyszą to, co trzeba, a może nawet trafią na tutejszą stronę. Jest wprawdzie ciekawy szczegół: czy zostanę w Firmie awansowany w przewidywalnym czasie, gdy o to wystąpię? Niedawno wyczytałem o przypadku niejakiej Jessici Bussert, która wcześniej będąc Josh'em, wraz ze zmianą płci, połączoną ze sprostowaniem metrykalnym, doznała w swej pracy degradacji (http://www.bussert.com/jessica/index.html). Pomyślcie! Człowiek nie próbuje nawet drażnić otoczenie nosząc zabronione rzeczy, tylko taktownie krok po kroku ulega transformacji, by powrócić w nowej wersji, i szef brytyjskiej odnogi firmy Hitachi ją przenosi na niższe stanowisko! Ja skądinąd na przeróbkę się nie wybieram, zatem moja obecność może dla niektórych mieć wymowę drażniącą. Jak więc będzie? Ano, zobaczymy. Na razie przyznaję wszystkim uczestnikom biesiady po 5 złotych tipsów z uwagi na pozytywne przyjęcie sprawy, brak reakcji świadczących o bulwersacji, a w niektórych przypadkach za zdolność do prowadzenia ze mną rozmów zupełnie bez nawiązywania do mojego „prowokacyjnego” wyglądu. Na koniec pozdrawiam i składam świąteczne życzenia wszystkim uczestnikom naszego opłatkowego spotkania. Załączam fotę zrobioną mi i dwóm koleżankom przez jedną z przełożonych!




t Poprzednia Następna