3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)


Antyfa 2: 11.10. 2006


Prolog


Niniejsza akcja była połączeniem aspektu pragmatycznego i polityczno-obyczajowego: z jednej strony dokonałem w sposób spektakularny zakupów potrzebnych rzeczy zabronionych, z drugiej zaś strony, prezentowałem hasło. W odróżnieniu od akcji typu Antyfa O, tym razem towarzyszyła mi doborowa ekipa w postaci Voci, która ubrana była w sposób ostentacyjnie męski, oraz osoby wsparcia technicznego – Mariusza, który towarzysząc nam dyskretnie spełniał funkcję fotografa oraz wywiadowcy-obserwatora na wypadek sytuacji kryzysowej. W sytuacji, gdy ja byłem ubrany w sposób buntowniczy wobec męskiej roli płciowej, wraz z Vocą prezentowaliśmy symetryczny obraz genderowej transgresji. Pragmatyczne cele akcji stanowiło dokonanie zakupów obuwniczych wraz z nieukrywanym przymierzaniem obyczajowo zakazanych butów i ich dokładnymi oględzinami oraz załatwienie pewnej sprawy formalnej w miejscu pracy, które niedawno zrezygnowało z dalszego zatrudniania mnie, zapewne z uwagi na moją „dziwność”. Jako że placówka ta zlokalizowana jest w Legnicy*, tam też przeprowadziliśmy główną część akcji. Część polityczno-obyczajową akcji stanowiła ekspozycja Art. 33 Konstytucji RP celem uświadomienia publiczności, iż transgresja, którą czynimy, stanowi realizację konstytucyjnego prawa. Początek akcji stanowiło moje przejście w kontrkulturowym stroju do samochodu, które z uwagi na przenoszenie cięźkiego pakunku nie mogło odbyć się szybko, następnie zebranie uczestników akcji, zatankowanie samochodu, i przejazd do miasta docelowego. Mariusz był przygotowany technicznie do wykonania zdjęć z akcji wbrew oporom służb porządkowych sklepów przez nas nawiedzanych, zaś ja jako, bądź co bądź, frontman, miałem wraz z partnerką przejść przez wybrane sklepy w kontrowersyjnym przybraniu, nosząc w widoczny sposób hasło, czyli wspomniany powyżej cytat z Konstytucji RP mówiący o równości mężczyzn i kobiet na awersie planszy, i adresem niniejszej strony internetowej – na jej rewersie. Wyjście z domu (o ile dobrze pamiętam) odbyło się bez kontaktów z osobami przygodnymi, i jedynie na stacji benzynowej wzbudziłem pewne zainteresowanie osób w wieku emerytalnym z sąsiedniego samochodu – „efekt odwróconej głowy” po raz pierwszy. Na miejscu byliśmy wczesnym popołudniem, ok. godz. 13 – 14.


Akcja


PRZYSTANEK 1: CARREFOUR W LEGNICY.



Voca i ja przed wyjściem na akcję.

Już w Carrefourze. Kupowanie butów chyłkiem prowadzi do dziadowskich skutków: bez dokładnego obejrzenia produktu dostrzega się niedokładności montażowe dopiero w domu, a bez przymierzania człowiek nie wie, czy but pasowny i wygodny jest, czy nie. A w razie reklamacji lub chęci zwrotu trzeba negocjować z personelem sklepu, nierzadko ujawniając swe personalia i stercząc w Punkcie Obsługi Klienta wobec tłumu innych interesantów. Także chodząc po sklepie jako ortodoksyjny samiec/mężczyzna doznajemy zahamowań przed skrupulatnym poszukiwaniem odpowiedniego modelu i rozmiaru, który najczęściej ukryty jest w chaotycznym miksie wytworzonym przez poprzednich klientów. Dlatego nie ma to jak jawnie kontrkulturowa akcja – dopiero wtedy można po ludzku wszystkiemu się przyjrzeć, poszukać, co trzeba i sprawdzić. Być jak klient i człowiek I kategorii.



Od początku wzbudzamy zainteresowanie...


...i emocje.


A więc przymierzam po raz pierwszy.


Skrupulatnie sprawdzam każdy egzemplarz buta, i jest to sprawa jak najbardziej polityczna! Mam do tego prawo!

I rzeczywiście: stwierdziłem niedokładność montażową mogącą mieć wpływ na poczucie stabilności w trakcie eksploatacji. W końcu, z nieocenioną pomocą Voci, znaleźliśmy egzemplarze wykonane równo i po przymierzeniu zapadła decyzja nabycia ich. Będzie w czym chodzić w zimie!



Następnie pokręciliśmy się tu i ówdzie – raz wzbudzając zainteresowanie...

...a innym razem nie będąc widzianymi przez sumiennych pracowników całkowicie pochłoniętych swoją pracą.





O, na tych dwóch zdjęciach dobrze widać „efekt odwróconej głowy”. Widać jednakże, że zostaliśmy dostrzeżeni nie tylko przez współklientów, lecz także przez personel, i za chwilę zaczną się kłopoty (patrz kółko i strzałka na zdjęciu po lewej). Ochroniarze za chwilę wymuszą na naszym fotografie skasowanie zawartości pamięci aparatu pod groźbą wezwania Policji, której jednakże, gdy my nie wyrazimy na to sprzeciwu, nie zechcą spełnić. Zażądają okazania dokumentów od całej naszej ekipy, czego nie wyegzekwują, gdy zapytam, cóż takiego przeskrobaliśmy? Nie wiedzą jednakże, że obrazy przez nas zarejestrowane trafiają do rejestratora złożonego w sklepowym depozycie i wcale nie są w aparacie. Nie znają się najwidoczniej na profesji szpiegowskiej... :-)


PRZYSTANEK 2: DEICHMANN W LEGNICY.






Póki co: business as usual, czyli jeszcze nie zostaliśmy dostrzeżeni przez panią stojącą „na kasie” i większość współklientów.







Tutaj podeszliśmy do obszaru grejslandów, gdzie zainteresowały mnie totalnie wariackie kozaki po promocyjnej cenie. Nasza dyskrecja skończyła się jednak drastycznie, gdy, jak kręgle, poleciała lawina sąsiednich butów ustawionych na wystających pudełkach jak na balkonikach bez poręczy. Wprawdzie popisałem się refleksem łapiąc jeden przelatujący okaz, ale nie zmieniło to w istotny sposób sytuacji. Pani „na kasie” zwróciła na nas uwagę. I pewien mały klient też – ale bystre są te dzieci!



Po chwili jednak zwyciężył profesjonalizm – widząc kłopotliwą sytuację pani przyszła i nie tylko poukładała upadłe buty, gdzie trzeba, lecz także znalazła inną parę, gdy po przymierzeniu stwierdziłem niedokładność montażową w pierwszym zestawie.


Tu także zdarzały się interakcje z innymi klientami: ta pani przemykająca w głębi kadru widząc buty, jakie przymierzałem zainteresowała się nimi (zdjęcie po prawej).


Nie było bulwersacji, obrzydzenia czy wrogości – połączyło nas uznanie dla walorów tych samych butów. Całe szczęście, że potrzebowała innego rozmiaru...



Podsumowanie


Akcję uznaję za udaną: ostentacyjnie kupiliśmy zabronione produkty i zapewne poprzez przemyślany wygląd uczestników oraz ekspozycję hasła daliśmy do myślenia niejednemu przypadkowemu klientowi i pracownikowi sklepu. Jest to forma edukacyjnej „pracy u podstaw” wobec naszego społeczeństwa. Cieszy mnie też, że byliśmy widziani przez dzieci, co stanowi dla nich wzbogacający dysonans poznawczy wobec dotąd widzianej w telewizji i swoim otoczeniu jedynie stereotypowej realizacji ról płciowych.


Co do chaotycznej i zorientowanej na zastraszenie nas reakcji ochroniarzy Carrefoura stwierdzam, że była to nadreakcja w obronie zakazu fotografowania na terenie sklepu. Skądinąd wiem, że nie wolno mi używać wizerunków osób postronnych w sposób umożliwiający ich identyfikację w mojej publikacji (stąd twarze na zdjęciach są rozmyte), ale myślę, że ochrona prywatności innych klientów nie była głównym motywem działań tych panów – nawet nie próbowali uzasadniać swego postępowania czymkolwiek innym poza ogólnym zakazem fotografowania. Wcześniej jednakże nieraz fotografowałem produkty w hipermarketach, również w Carrefourze, (aby w domu je pokazać lub porównać ceny celem późniejszego podjęcia decyzji zakupowej) i robiłem to również z użyciem flesza nie spotkawszy się z restrykcyjnymi reakcjami obsługi sklepu, co sklepowi per saldo opłaciło się, gdyż w końcu kupowałem u nich produkt będący przedmiotem analiz. Przerywając nasz pochód przez sklep ochroniarze zniechęcili nas do kontynuacji zakupów, a skądninąd niejedno mogliśmy jeszcze zechcieć kupić, także z dziedziny artykułów „neutralnych”. Przyznaję Carrefourowi punkt ujemny – GRUBĄ SKARPETĘ. Podczas przesilenia z ochroniarzami doszło wszakże do jednego momentu pozytywnego: otóż, gdy zażądali od nas dokumentów tożsamości, dociekałem, na jakiej podstawie miałoby się to dokonać, i zapytałem: „Czy nie wolno wyglądać? W taki sposób?” I ochroniarz udawał, że nie rozumie istoty pytania, ergo starał się zachować polityczną poprawność polegającą na niedostrzeganiu kontrowersyjnej odmienności. Z tego tytułu przyznaję punkt dodatni: ZŁOTEGO TIPSA.


Odnośnie Deichmanna wrażenia mam lepsze: pomimo początkowego szoku, ekspedientka podjęła wobec nas rutynowe czynności, czyli poustawiała rozrzucone buty, pomogła znależć alternatywną parę i nie przeszkadzała przymierzać klientowi o płci „niewłaściwej” do roli płciowej reprezentowanej przez przymierzane buty. To ważne, gdyż parę lat wcześniej próbowałem przymierzyć buty niemal uniseksualne pod względem wyglądu, lecz metrykalnie „damskie” w hali targowej niewielkiego miasta osadzonego w raczej plebejskiej kulturze Górnego Śląska, i sprzedawczyni naskoczyła na mnie z formułką: „Ależ co pan! To są damskie!” Tutaj nie było z tym problemu, i nie było też (poza pierwotnym zdumieniem) żadnych reakcji niestosownych typu uśmieszek, chrząkanie, mlaskanie i dawanie do koleżanek innych znaków wyrażających dystans lub obrzydzenie wobec takiego klienta. Dlatego przyznaję legnickiemu Deichmannowi 5 ZŁOTYCH TIPSÓW, jednak warunkowo: widząc w sklepie całą ekipę (czyli Vocę też ubraną „na odwrót” oraz Mariusza z aparatem), a także noszoną przeze mnie planszę z hasłem, obsługa wiedziała, iż ma do czynienia z zaaranżowaną sytuacją i że może spodziewać się jakiegoś medialnego rozwinięcia jako ciąg dalszy zdarzenia. W pełni obiektywny obraz poprawności zachowania się personelu sklepowego będzie do zaobserwowania, gdy do sklepu przyjdzie jakiś pan (ubrany kontrkulturowo lub ortodoksyjnie) i po prostu zacznie szperać w zabronionych rewirach z otwartą intencją nabycia czegoś dla SIEBIE. Tak czy inaczej, w ramach impresji po pobycie w Deichmannie przyszła mi do głowy parafraza szalenie obecnie popularnej reklamy (patrz obok). Pomimo braku zakazu fotografowania na wejściu do Deichmanna, tamtejsze panie także miały obiekcje odnośnie robienia zdjęć z towarami niebędącymi naszą własnością, jednak nie były natarczywe i nie domagały się kasowania pamięci, po prostu wtedy Mariusz przestał, a zakupy właściwie były już na ukończeniu.


Na koniec dziękuję za nieoceniony udział w akcji Voce i Mariuszowi, dzięki którym cała rzecz nabrała wyrazistej wymowy jako demonstracja polityczno-obyczajowa a ponadto powstał ciekawy materiał do publikacji. Dodam także, że dzięki ich udziałowi szedłem maksymalnie wyluzowany, i zabawa była świetna.


    O, Antyfacet! Co pan tutaj robi?

    Przyszedłem reklamować wasz sklep!

    A powie pan, że obsługujemy nawet zboków?

    A obsługujecie?

    Obsługujemy!

    Obsługują!!!

    A powie pan, że nie gniewamy się za rozsypanie butów?

    A nie gniewacie się?

    No nie...

    Nie gniewają się!!!

    I, że pomagamy zbokom znaleźć buty?

    A pomagacie?

    Pomagamy!

    I buty zbokom pomagają znaleźć! Deichmann Legnica – jak mówią, tak robią. Sprawdź!

UWAGA TECHNICZNA: w niektórych komputerach i ich przeglądarkach teksty zawinięte wokół zdjęć mogą nie wyświetlać się od razu w całości. Zwykle można temu zaradzić przez zwinięcie pasków zawężających widok na stronę internetową (np. „Ulubione”).

------------------

*Jest to Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Legnicy – szkoła pomaturalna kształcąca nauczycieli uczących języków obcych w nowoczesny sposób i krzewiąca w swych absolwentach postawy tolerancji i otwartości na odmienność.