3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)


Antyfa 2: 13.11. 2006


Prolog


Niniejsza akcja na pozór nie miała wielkiego rozmachu: nie towarzyszyła mi ekipa wzmacniająca polityczno-obyczajową wymowę moich działań, nie była też prowadzona dokumentacja przebiegu akcji. Jednakże uważam tę akcję za ważną z kilku powodów. Po pierwsze, był to dla mnie ważny i potrzebny trening asertywności: nie można się przyzwyczaić do towarzystwa współpracowników i uzależnić od psychicznego komfortu związanego z ich obecnością. Po drugie, wypróbowałem szereg nowych elementów kontrkulturowego stroju i wyglądu: jest późna jesień i temperatura w tymże dniu wynosiła 8º C, zatem było „zimno” i niniejsza pora roku zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek nagość w ubiorze mężczyzn, nawet w ortodoksyjnym stylu sportowym (sportowe obuwie, skarpety i szorty). Ja tymczasem wyszedłem ubrany w płaszcz, a od dołu w kozaczki, rajstopy koloru cielistego i spódnicę, zatem moją transgresję było widać już z daleka, i nie można było nawet powierzchownie interpretować mojego widoku jako „faceta w szortach”. Ten rodzaj ogólnej kompozycji ubioru przysługuje, jak wiemy, wyłącznie Naszym Paniom, i to bez względu na porę roku – jedynym ograniczeniem jest ich indywidualna zdolność wytrzymywania niskich temperatur, przy czym im golej przy złej pogodzie, tym większy podziw (i jakiż efekt podniecający!) wśród samców/mężczyzn, dla których taka odsłona ciała poza domem jest niewyobrażalna. Wreszcie, istotną nowością było użycie w odsłonięty sposób kozaczków na obcasie szpilkowym o optymalnej dla mnie wysokości ok. 6 cm. Wcześniej pozwalałem sobie te buty nosić jedynie pod spodniową zasłoną, czyli niegodnie i bez możliwości wykorzystania ich efektu estetycznego i stylistycznego. Spójrzmy na zdjęcie zrobione po moim powrocie: mam na sobie ubarwienie czarne lub bardzo ciemne, spódnica sięga nieco za kolana, a kozaczki – niewiele ponad kostkę. Rajstopy, to bardzo solidny produkt z lycry 40 DEN, czyli rozsądna grubość jak na tę pogodę i porę roku – zauważmy, że wciąż widuje się osoby żeńskie w samych półbutach/czółenkach i z wizualnie (i prawdopodobnie także realnie) cieńszymi wyrobami pończoszniczymi: szczególnie w ten sposób ubierają się panie starsze i nienawykłe do noszenia spodni. Tak więc byłem ubrany całkiem rozsądnie: bez szarżowania z ekspozycją na chłód, i poprzez ciemne ubarwienie – bez stylistycznego ekscentryzmu, czyli tak, jak „przystoi”* dojrzałemu mężczyźnie.


Jak zwykle, wyprawie przyświecał zarówno cel obyczajowo-polityczny jak i cel pragmatyczny. W ramach propagowania idei wolności dla mężczyzn, oprócz widocznego buntu odzieżowego prezentowałem planszę z hasłem (patrz obok). Z kolei celem pragmatycznym były zakupy neutralnych artykułów spożywczych w hipermarkecie Tesco oraz poszukanie odpowiednich okuć meblowych a nawet meblowej płyty laminowanej w dwóch hipermarketach budowlanych: OBI i Leroy-Merlin (wszystko we Wrocławiu).


Akcja


Opuszczenie domu i przejazd do pierwszego miejsca zakupów przebiegły bez zakłóceń. Zaraz po wyjściu na dwór dało się odczuć poczucie chłodu na obszarze nóg, których status jest niejasny odnośnie tego, czy są ubrane, a udają gołe, czy na odwrót. Jednak w miarę ruchu, rozgrzewania się mięśni i intensyfikacji krążenia poczucie chłodu zanikało. Pewien problem stanowiło oczekiwanie na rozgrzanie wnętrza samochodu: niewątpliwie te momenty w największym stopniu wymagały przygotowania termicznego organizmu. Gdy po dotarciu na miejsce przebyłem pewną odległość na parkingu pieszo i wszedłem do budynku sklepu, doznałem wrażenia gorąca powietrza w tymże pomieszczeniu. W trakcie kilkukrotnych wyjść i ponownych wejść do budynku organizm zdawał się nie reagować na zmiany temperatur: czułem się zatem komfortowo zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz budynków.


Jeżeli idzie o reakcje ludzi, to jak zwykle, większość była pochłonięta zakupami i nie zauważała mojego odmiennego wyglądu. Nie rozglądałem się za siebie, gdyż w ten sposób demonstrowałbym poczucie braku komfortu w niniejszej sytuacji, jednak od czasu do czasu były zauważalne reakcje gałek ocznych osób idących w moim kierunku z naprzeciwka, czyli takich, które miały czas mnie dostrzec, gdy przemierzałem długie i szerokie aleje marketów, a szczególnie Tesco. W OBI znalazł się jakiś młodzian, który specjalnie wrócił szybkim krokiem na halę zakupów po moim wejściu i mógł dostrzec planszę z hasełkiem, po czym uciekł spłoszony odwróceniem przeze mnie głowy lub ze wstrętu. Podczas mojego pobytu w Tesco i w OBI stwierdziłem poruszenie wśród obsługi sklepu: w tym pierwszym jakaś grupka niższej rangi pracownic („panien sklepowych”) nawoływała się z chichotem, aby mnie zobaczyć i snuła się za mną w pewnej odległości, a niektórzy pracownicy OBI z trudem ukrywali konsternację, gdy przechodziłem obok, a szczególnie, gdy zadawałem im pytania o rozmieszczenie różnych artykułów. Śmieszne były panie kasjerki: te, które mnie obsługiwały, nie widziały, jak jestem ubrany od dołu, zaś te z sąsiednich stanowisk mocno pracowały swymi karczkami, żeby bez przerywania pracy móc sobie mnie pooglądać i jednocześnie dać dyskretnie do zrozumienia koleżance mnie obsługującej, która wszakże z reguły „nie skumała” o co chodzi przed moim odejściem. Z kolei gdy wchodziłem do Leroy-Merlin, mijałem się w drzwiach z pewnym starszym panem taszczącym jakąś dużą płytę, który na mój widok wydał średnio głośne wykrzyknienie w rodzaju: „O la la!” W tym ostatnim markecie pewna ekipa pracowników (samców/mężczyzn) prawdopodobnie będąc pod wrażeniem mojej aparycji specjalnie kilka razy przejechała wózkiem widłowym w moim sąsiedztwie, z flagą narodową trzymaną dość wysoko – domniemywam, że po święcie 11 listopada zdejmowali flagi wystawione przez ich firmę. W tym markecie dość szybko zakończyłem część propagandową przedsięwzięcia: znalazłem bowiem interesującą mnie płytę meblową, zleciłem przycięcie jej do właściwych rozmiarów, i po chwili miałem ręce zajęte jej kawałkami, więc hasełko zwinąłem i niosłem je dalej trzymane łącznie z kawałkami płyty. W trakcie akcji były dwa momenty potencjalnie krytyczne. Najpierw pojawiła się niepewność, czy blisko dwumetrowa podłużna płyta zmieści mi się w samochodzie. Gdyby to się nie udało, musiałbym wrócić z nią do Leroy-Merlin i zamówić transport do domu, czyli przedstawić się imiennie i na dodatek podać adres. Ewentualnie mogłem wrócić na stolarnię i zlecić przecięcie na mniejsze kawałki, lecz wtedy popsułbym zamierzone walory konstrukcyjne płyty. Na szczęście po chwili przemeblowywania wnętrza wszystko się zmieściło i pojechałem (powinienem chyba dostać medal za nieprzekraczanie 50 km/h!). Drugi moment krytyczny był, gdy podczas jazdy musiałem użyć „wszystkich rąk” przy jednoczesnym działaniu siły odśrodkowej, przez co oberwałem wiezioną płytą w karczek (a co – ja szalenie subtelny człowiek jestem!), i przez chwilę trajektoria ruchu auta była zakłócona: gdybym nie opanował sytuacji i sobie coś uszkodził, konsternacja byłaby nieuchronna (nie miałem na pokładzie „awaryjnej” odzieży, a panowie z pomocy drogowej do wyrafinowanych intelektualistów nie należą...). Jednak nic się nie stało, a powrót do domu z auta przebiegał w dwóch turach, podczas których elegancko przeniosłem wszystkie zakupione rzeczy. Z zadowoleniem też stwierdzam, że pomimo noszenia dużych i ciężkich przedmiotów o ostrych krawędziach, nie uszkodziłem sobie rajstop, a mój chód w butach na szpilkowym obcasie był pewny i stateczny, co świadczy o tym, że mężczyzna nie jest z urodzenia ciężkim i niedźwiedziowatym niezgrabułą, i sztuka chodzenia w takim sprzęcie nie ma żadnego związku z posiadaniem żeńskich organów płciowych albo mitycznej żeńskiej „płci mózgu”. Podczas drugiego przejścia z towarami spotkałem sąsiadów, z którymi wymieniliśmy grzeczności jak zwykle.


Podsumowanie


Zachowanie się „panien sklepowych” z Tesco uważam za wieśniackie i przyznaję im 3 grube skarpety – podobne zjawisko spotkałem latem we wrocławskim Carrefourze podczas jednego z moich pomniejszych i tutaj nieopisywanych wyjść spódnicowych (werdykt ten sam). Po jednej grubej skarpecie przyznaję kasjerkom ze stanowisk obok z Tesco i OBI, które desperacko próbowały uświadomić swoim koleżankom, jakież to dziwne zjawisko właśnie obsługują. Profesjonalniej zachowywali się tamtejsi ochroniarze-samczyki: gdy kilkakrotnie przechodziłem im pod nosem trzymając wzrok na wysokości ich oczu, starali się patrzeć, tak jakby nic szczególnego nie widzieli – tu przyznaję 5 złotych tipsów. Pracownicy stolarni w Leroy-Merlin zapewne byli trochę zbulwersowani, ale zachowywali się rzeczowo i rzetelnie; stwierdzam, że mogli być grzeczniejsi, czyli używać słów okraszających usługę typu „Proszę” przyznaję „na zachętę” 1 złotego tipsa – w toku dalszych zakupów zweryfikuję jeszcze swą ocenę. Wyprawę uważam za udaną, tym bardziej, iż nie stwierdzam żadnych negatywnych skutków zdrowotnych ekspozycji na temperaturę 8º C, co dowodzi, iż zdolność znoszenia takich (i niższych) temperatur przez osoby żeńskoorganowe/kobiety w odzieży ekshibicjonistycznej nie wymaga żadnych nadludzkich właściwości ciała i mogą ją posiąść także osoby męskoorganowe/mężczyźni (oczywiście po pewnym przygotowaniu hartującym).


Aha, i sąsiedzi z I piętra są OK – 5 złotych tipsów.


*Nie znoszę tego wyrażenia, o czym daję znać w Alfabecie Antyfaceta.