3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)


Antyfa 2: 12.01. 2007

Prolog

Z praktykowaniem antyfacetyzmu praktycznego jest jak z grą na instrumencie: stale trzeba ćwiczyć – każda dłuższa przerwa prowadzi bowiem do osłabienia umiejętności albo jej przesunięcia z życia realnego do sfery wyobrażeń. Przerwa świąteczna spędzana w dzielnicy kraju o bardzo plebejsko-robotniczym charakterze jest wręcz katastrofalna: tam wszyscy muszą być „normalni”, czyli tacy jak „wszyscy”. Wobec ludzi porządnych chcemy uniknąć wstydu, a ze względu na żuli i prostaków – chamstwa i agresji. Miasta uniwersyteckie są o niebo lepsze. Stąd też wyjście w kontrkulturowym ubraniu w dniu 12.01.2007 wymagało z mojej strony pewnego wysiłku. Pierwotnie chciałem go sobie zminimalizować przez włączenie do akcji Grupy Wsparcia*, ta jednak mimo chęci uczestnictwa w ostatniej chwili rozchorowała się. Poszedłem zatem sam, i chyba wartość ćwiczenia jest dzięki temu większa. Przede wszystkim chciałem przez niniejszą akcję odbudować swe morale i myślę, że mi się to udało. Po wtóre, korzystając z iście wiosennej pogody tej zimy, postanowiłem wypróbować nową kompozycję ubiorczą (patrz zdjęcie). Ongiś kupiłem był długi płaszczyk za jedyne 39 PLN z zapięciem, jak to się mówi, damskim. Płaszczyk ten jest dłuższy od na co dzień noszonego „męskiego” odpowiednika, więc postanowiłem nie ubierać typowo zimowych kozaków, lecz półbuty, czyli czółenka. Optymalnie byłoby ubrać sprzęt na obcasie szpilkowatym, ale ze względu na perspektywę noszenia ciężkiego kosza z zakupami po śliskich posadzkach marketu, ubrałem czółenka na łagodnym i lekko klocowatym obcasie, który na dodatek nie daje zbyt donośnego stuku, czyli nadaje się na akcję mającą odbudować moją asertywność podczas działania w pojedynkę. Pod płaszczykiem miałem często już noszoną stateczną spódnicę ze streczu z dowieszonymi kieszeniami oraz rajstopy 40 DEN z mikrofibra (Mian. mikrofiber <wym.: majkrofajber>?) z wyciętym klinem, dzięki czemu stały się anatomicznie odpowiednie do noszenia przez samców/mężczyzn. Temperatura wynosiła ok. 8-9°C i ciekawym eksperymentem było użycie czółenek, czyli odsłonięcie niższych partii nóg na owiew chłodnego powietrza w odróżnieniu od owiewu na kolana i uda, w przypadku kozaków i krótszego płaszcza.

Pragmatycznym celem akcji było dokonanie zakupów spożywczych przed weekendem. Celem politycznym była prezentacja hasła (patrz ilustracja) i poprzez to skłonienie przygodnych obserwatorów do refleksji, że to, co widzą, nie jest takie proste, jak się wydaje.





Akcja

Zaczęło się ostro: już na klatce schodowej pojawił się sąsiad z 4 piętra, którego upodobaniem jest dłuższy przestój na najbliższym półpiętrze połączony z wyglądaniem przez okno na podwórko i prawdopodonie rozmyślaniem (stwierdziłem to przez wizjer). Myślałem, że go przeczekam, ale wkrótce poznałem naiwność tego zamiaru. Byłem już ubrany do wyjścia i wkróce bym się ugotował, gdyby nie męska decyzja: IDĘ! Zatem wyszedłem z mieszkania, wymieniliśmy grzeczności i za chwilę byłem już na zewnątrz. Z sąsiadem było OK, co więcej, oznajmił mi, że poprzedniego dnia roznoszono nowe książki telefoniczne i przechował jedną dla mnie. Na końcu tejże relacji wrócimy do tego wątku. Tak więc przebyłem dystans do samochodu i bez żadnych komplikacji pojechałem do wrocławskiego Auchan, gdzie przeszedłszy przez wiele działów kupiłem zamierzone produkty. Muszę pochwalić klientów i obsługę sklepu w tym dniu: nie odnotowałem żadnych incydentów słownych ani zgromadzeń pracowników śledzących mnie. Do pewnego stopnia niewątpliwie jest to zasługą cichego obuwia oraz ograniczonej strefy widocznego naruszenia tabu: każdy, kto nie patrzał w ziemię, raczej nie dostrzegał niczego specjalnego, no może apaszkę na moim karczku (Sic! Przypominam, że niespotykanie subtelny człowiek jestem!). Z większej odległości jednak wszystko było dobrze widoczne i zawsze mogła się znaleźć jakaś wataha małolatów i innego macza, która mogłaby zechcieć się pośmiać ze zboka, więc odnotowuję, że miałem szczęście**. Tylko jeden starszy klient niewątpliwie mnie zauważył: idąc przede mną sklepową aleją kilkakrotnie się obracał do tyłu, a że ja miałem kawałek do przejścia za nim zanim znalazłem przecznicę z towarami mnie interesującymi, więc tego kontaktu wzrokowego trochę było. Ciekawie było też przy kasie: za mną stanęła jakaś dziewczyna i miała okazję gruntownie przeczytać hasełko wiszące na mnie wraz z namiarami na tę stronę: jeżeli zdecydowała się tu wejść i poczytać sobie, to niniejszym ją pozdrawiam! Za nią stanęło ok. dwóch poczciwie wyglądających samców/mężczyzn w dojrzałym wieku, którzy niewątpliwie byli cokolwiek zdziwieni, lecz nie okazywali tego werbalnie – chyba nawet ich zatkało. Na parkingu nie było sensacji, wróciłem do domu i udałem się prosto do sąsiada, który przechował był dla mnie książkę telefoniczną. Przy okazji poprosiłem go o zrobienie mi moim aparatem zdjęcia, co sąsiad bez oporów wykonał i za co mu dziękuję przyznając oczywiście 5 złotych tipsów. Aha, i niemal zapomniałem, że to samo wyróżnienie należy się ogółowi ludzi, na których w tym dniu trafiłem.


Podsumowanie

Pod względem termicznym, podczas ruchu organizm szybko przystosował się do relatywnego odsłonięcia dolnych partii nóg; krótkotrwały dyskomfort miał miejsce w bezruchu zanim ogrzewanie samochodu nagrzało wnętrze podczas gdy po zajęciu pozycji siedzącej spódnica i płaszcz poszły w górę. Dlatego jak najwcześniej po zagrzaniu silnika uruchomiłem intensywny nawiew i potem już było OK. Wydaje mi się, że nawet stojąc przez jakiś czas na dworze miałem poczucie większej ciepłoty niż po wejściu do zimnego samochodu – zapewne wynika to z faktu, iż nawet szereg mięśni pracuje, gdy stoimy, zatem krążenie i zdolność utrzymania właściwej temperatury są lepsze. Dodatkowym utrudnieniem tego dnia był porywisty, choć niezbyt zimny wiatr – podczas chodzenia po parkingu rozwiewał mi płaszcz do góry, wskutek czego obszar ubrany ekshibicjonistycznie i wyeksponowany na przewiew był momentami większy niż zamierzony. Stwierdzam jednak, że dzięki codziennej pracy nad hartowaniem organizmu jest to do wytrzymania bez zauważalnego uszczerbku dlań, choć przy temperaturach niższych bardziej uzasadnione jest noszenie butów zakrywających większy obszar, czyli kozaków. Początkującym buntownikom-transgresorom ubiorczym zalecałbym noszenie kozaków również w takich warunkach pogodowych jak opisane powyżej.


Oceniam dzisiejszą akcję jako udaną: niewątpliwie odtworzyłem wcześniej pozyskane zasoby asertywności, szczególnie dzięki podjętej na początku akcji decyzji nieunikania konfrontacji z sąsiadem: gdybym za wszelką cenę chciał uniknąć spotkania go, straciłbym wiele czasu przegrzewając się w mieszkaniu w odzieniu wyjściowym, a przed samym sobą ośmieszyłbym się okazując niedostatek woli i zależność od drugorzędnych okoliczności zewnętrzych (no i później dowiedziałbym się, że czeka na mnie książka telefoniczna! :-) ). Niewątpliwie prezentacja hasła i namiarów na moją stronę może mieć wpływ na propagację zawartych w niej idei, a najbliższe otoczenie miało okazję zobaczyć w moim wykonaniu nową kompozycję odzieżową. No i ja zobaczyłem, jak się ją nosi i będę z niej korzystał.

-----------------

*Pozdrowienia dla Voci!

*Szczęściu trzeba pomagać: dopóki Polska nie jest krajem życzliwym dla odmienności i kreatywności jej obywateli wiele daje dobry timing akcji, czyli właściwe osadzenie jej w czasie. Przykładowo odradzam soboty i niedziele, kiedy prawie cała populacja ma wolne od szkoły i pracy, więc buszuje po marketach albo zgrupowana w watahy snuje się bez celu wokół całodobowych sklepów z alkoholem i po blokowiskach. Z kolei w skali dnia trzeba wybierać się na akcje też w porze, kiedy większość jest w szkole albo w pracy, czyli przed południem i wczesnym popołudniem. Skuteczność tej reguły jest osłabiona w czasie wakacji szkolnych – wtedy lepsze są dni o gorszej pogodzie, jednak wartość doznań płynących z lepszej i lżejszej odzieży jest obniżona lub jej noszenie wykluczone.