3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Antyfa 2: SUPERANTYFA 3



Podsumowanie

Tym razem widowisko nie polegało na pracochłonnym i kosztownym gadżecie, lecz na ludziach. Czułem pewną nerwowość, gdyż dość długo się nie pojawiali, a dla efektywnego przekazu potrzebowałem kilku odważnych aktorów męskich, i oprócz nich, szeregu aktorek, dzięki którym dopiero stało się możliwe zakomunikowanie WIdzowi, że ludzie wszelkiej płci mogą koedukacyjnie, bez wstrętu i radośnie korzystać z tych samych produktów kultury i przemysłu, a mianowicie z fantazyjnych butów (i nie tylko). Na szczęście w końcu ludzie chętni do współpracy się znaleźli i korowód tworzący Pociąg do dobrych butów był nawet okazały – nie był wprawdzie długi na 6 metrów, ale za to nie wzbudzał wrażenia pustki panującej w „wagonach” pociągu. Efekt ten zawdzięczamy redukcji rozmiarów pociągu, na którą zdecydowaliśmy się podczas próby. Dodatkowo zostaliśmy wspomożeni kostiumowo przez wypożyczone dla nas przez red. Kingę czapki kolejarskie, co dodało widowisku surrealistycznej scenerii. Również realizacja stosunkowo prostego scenariusza powiodła się – największe ryzyko stanowił sprzęt grający. Obawiając się skłonności do niekontrolowanej zmiany nastawień w jednej z moich empetrójek, na happening przyniosłem tylko jedno urządzenie i zapasową baterię. Przygotowanie gadżetów samo w sobie nie było skomplikowane i jedynie utrata czasu jednego wieczoru i części nocy w środę doprowadziła do napięcia czasowego, które trwało aż do publicznego wykonania happeningu. Zapewne wskutek pośpiechu przy nagrywaniu ostatnich składników ilustracji dźwiękowej zaniedbałem trochę końcówkę widowiska, która mogła być bardziej wyrazista. Po pierwsze, zapomniałem, że celem poprawnego utrzymania plansz z obrazem pociągu, wprowadziłem był dodatkowe wiązanie sznurka na wysokości bioder/pośladków, i to wykluczyło wcześniej zaplanowaną ekspozycję planszy z wykonawcami happeningu. Była ona wklejona do góry nogami po wewnętrznej stronie jednej z tych płyt i miała zostać pokazana Publiczności przez podniesienie płyty w rękach osób tworzących Ramowe Podpory Pociągu. W sytuacji, gdy sznurek był związany na wysokości bioder/pośladków, uniesienie płyt bocznych stało się niemożliwe, więc musieliśmy się mozolnie wyplątać z płyt bocznych i, by przedstawić się Widzom, ułożyć je na bruku. Również, gdy porównam końcówkę tego widowiska z I happeningiem, dochodzę do wniosku, że można było wyraziściej zaznaczyć koniec za pomocą głośno brzmiącego akordu końcowego albo również słownej formułki pożegnalnej i przedstawiającej wykonawców w sposób instytucjonalny (bo nie miałem pewności, kto dokładnie wystąpi). Na to niestety zabrakło mi czasu i spokoju. Z drugiej jednak strony oglądający nas przypadkowi przechodnie nie mieli żadnych oczekiwań pod naszym adresem, skoro cały show przydarzył im się niespodzianie, a rejestrująca rzecz ekipa telewizyjna i tak nie zamierzała wyemitować całościowego zapisu zdarzenia trwającego z kilkanaście minut. Oczywiście miałem przy tym kolejne ćwiczenie w odgrywaniu przewodniej roli w widowisku na żywo przed Publicznością.

Za szczególnie udany muszę uznać aspekt medialny. Przy okazji poprzedniego happeningu, który odbywał się w ramach całego festiwalu i nad kontaktami z mediami czuwał specjalny rzecznik prasowy, z mediów przyszły tylko te niszowe, które sam zorganizowałem był. Tym razem, choć happening był wydarzeniem izolowanym, prominentne media były obecne podczas jego przedstawienia. De facto stało się tak wyłącznie dzięki kontaktom uruchomionym przeze mnie, a nawiązanym albo rok temu, albo stosunkowo niedawno podczas tej wiosny pełnej przełomów wolnościowych na moim froncie. Oprócz tego, bardzo pomocny okazał się incydent związany z eksmisją na bruk Macieja. Jakkolwiek cykl moich technicznych przygotowań do skeczu został zakłócony, dzięki skierowaniu uwagi mediów na krzywdę Macieja, zainteresowały się one również samym happeningiem. Tak więc tym razem dostrzegła moje poczynania Gazeta Wyborcza, zamieszczając następnego dnia wzmiankę z fotografią, a TVP Wrocław wspomniała o happeningu pokazując fragment przygotowań doń, zaś na koniec ukazał się masywny reportaż o antyfacetowaniu nakręcony przez red. Kingę Wołoszyn-Świerk, i pewne jego fragmenty trafiły również do programu Pytanie na śniadanie. Równolegle wzmianki o wszystkim pojawiły się w internetowych witrynach związanych z w/w mediami, gdzie wzbudziły pewne zainteresowanie i wywołały lawinę komentarzy. Był też niemiecki dziennikarz Holger Zimmer pracujący dla kilku berlińskich rozgłośni, który nagrał sobie obszerne wypowiedzi po angielsku o happeningu, antyfacetyzmie i incydencie z Maciejem; nic jednak nie wiem o ewentualnej emisji tego materiału w Niemczech. Naopowiadaliśmy też sporo rzeczy przed kamerą Mirki, co można zobaczyć na filmiku wystawionym na YT – poniżej zamieszczam klatkę z wywiadu po przedstawieniu. Przepytuje nas Asia-Ciastek. Na całym tym rozgłosie skorzystałem zarówno jako twórca happeningów jak i jako jednostka prowadząca buntowniczy tryb życia. Parę innych osób z naszego kręgu też miało okazję powiedzieć coś mądrego do mediów: Freja, Michał i Grzegorz trafili do reportażu Kingi. Na koniec, okazuje się, nie do pominięcia jest też bezpośredni wpływ widowiska ulicznego na przypadkowych przechodniów: w międzyczasie zdarzały mi się rozmowy z przypadkowymi ludźmi, którzy wyznawali, iż widzieli któryś z moich happeningów na żywo i zapadło im to w pamięć bądź skłoniło do zastanowienia. Zwykle trafiałem na takie osoby podczas kręcenia w publicznych miejscach zdjęć do różnych reportaży, ale również w zgoła codziennych sytuacjach, jak np. kolejka do kasy w markecie. Dlatego jestem utwierdzony w przekonaniu, że tędy droga – robienie widowisk tego typu ma sens, nawet jeśli początkowo wydaje się on iluzoryczny. Taaak, już zabieram się do pracy nad następnym...

3PROLOG

3AKCJA, CZYLI ZNÓW NA RYNKU

3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)