3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Antyfa 2: SUPERANTYFA 4



Akcja, czyli znów NA RYNKU

Po pokonaniu drogi, z nieznacznym opóźnieniem pojawiliśmy się na Rynku, ze szczególnym uwzględnieniem bruku stanowiącego jego nawierzchnię. W odróżnieniu od poprzednich happeningów, realizowanych w rejonie pręgierza, tym razem udałem się ku południowo-zachodniemu narożnikowi: chodziło o bliskość wejścia do Sukiennic, czyli uliczki z siedzibą Urzędu Miasta i Prezydenta Wrocławia. Zbliżając się do końca ściany zabudowań w centrum Rynku uruchomiłem empetrójkę, która zaczęła grać dżingla happeningowego w zapętleniu. Była to melodyjka „When the Saints...” – raz grana na keyboardzie, raz odśpiewywana ze zmodyfikowanym tekstem. Gdy ja zataczałem szeroki krąg, moi Współpracownicy oddzielili się i rozstawili w pobliżu wejścia do Sukiennic tablicę. Dało się zauważyć, że w rejonie happeningu jest ekipa TVP Wrocław, więc za chwilę wszyscy byliśmy już pod tablicą, a ja wyciągnąłem zwój z protestacyjną mapką Wrocławia, i po chwili, odnalazłszy klamerki w przepastnych lecz solidnych kieszeniach Michała Pszczoły, zawiesiliśmy mapkę, zmagając się cokolwiek z zimnym wiatrem najwidoczniej dążącym do podarcia jej. Gdy mapka zawisła, wyłączyłem empetrójkę, i rozpocząłem mój happeningowy monolog. Przy paskudnej pogodzie w tym dniu nie było licznego audytorium, niemniej jednak wszystko było nagrywane przez telewizję. Stało się też jasne, że nie będę mógł odegrać swej roli w sposób statyczny – skoro spontanicznie obok mnie zgromadziło się bardzo niewiele osób, musiałem sam zacząć poszukiwać uczestników, a właściwie uczestniczek, mojego zainscenizowanego protestu. Na początku wprawdzie pojawił się pewien starszy pan i wniósł wątek szkodliwości bruku dla koni ciągnących dorożki po wrocławskim rynku, lecz nie o to przecież mi chodziło... Zatem zabrałem się za robotę, czyli bieganie za przypadkowymi osobami żeńskimi przemierzającymi Rynek. Co ciekawe, szereg osób chętnych do podejścia do protestacyjnej mapki się wyłonił, poza kilkoma śpieszącymi się lub niechętnymi do uczestnictwa w filmowanym widowisku. Tak więc w ciągu może kilkunastu minut mapka zaczęła zapełniać się zakreśleniami podpisywanymi imionami osób je tworzących, a ekipa TV zaczęła niecierpliwić się, bym przeszedł do dalszej części widowiska, a przecież był jeszcze gadżet Prychod do przedstawienia. Zatem zabrałem się za pokaz działania urządzenia z prywatnym chodnikiem w formie wykładziny PCV na bębnie rozwijanym w czasie marszu użytkownika i zwijanym za pomocą ręcznego koła pasowego, gdy użytkownik stoi na pomoście urządzenia. Prychod zadziałał poprawnie, tj. nie odnotowałem patologicznego zwijania sie wykładziny obok bębna ani poślizgu na przekładni pasowej. Mój monolog promocyjny został odegrany bez potknięć, a jedyny mankament, jaki ujawnił się (lecz tylko ja go zauważyłem) to przedziurawienie szpilkowym obcasem wykładniny stanowiącej mój prywatny chodnik – ewidentnie, by faktycznie zapewnić sobie zwijalny chodnik bezpieczny dla szpilek na wrocławskim bruku, należałoby użyć jakiegoś kompozytowego i wielowarstwowego materiału, prawdopodobnie stosowanego przy produkcji kamizelek kulo- i nożoodpornych, które mają elastyczność tkaniny, lecz nie sposób ich przebić. Problem bruków jest zatem niełatwy do rozwiązania na własną rękę obywatela w szpilkach, czyli bez uwrażliwienia władz ani rusz! Gdy wszystko już zostało powiedziane o Prychodzie, i pewne późno przybyłe osoby wraz z awaryjnie przez nas podstawionymi wpisały swe uwagi w mapkę, wypadało zwinąć ją, umieścić w eleganckim tekturowym cylindrze, i zanieść do biura Prezydenta Miasta, w czym również akuratnie towarzyszyła mi kamera TV wraz z innymi wysłannikami mediów z aparatami i mikrofonami. Sekretariat Prezydenta Miasta mieści się na I piętrze, a po wejściu doń uświadomiłem sobie, że miejsce odegrania happeningowego protestu nie mogło być lepsze – oto okna z prezydenckiego gabinetu najprawdopodobniej wychodziły właśnie na scenę naszej akcji!

A tak wyglądało to od strony wizualnej:


Przed zawiśnięciem mapki ma miejsce propaganda homoseksualizmu w postaci plakatu naszego festiwalu.


Rozpinanie mapki protestacyjnej na tablicy przy dość porywistym wietrze.


Jak zwykle coś musiało nie od razu pójść dobrze: znalezienie ostatniej klamerki w kieszeni Michała trochę trwało. Ale kieszeń była ze wszech miar solidna – czwarta klamerka nie zginęła.


Na dobry początek sam zaznaczam pod okiem kamery pewne miejsca nie do przejścia w szpilkach.


I wreszcie porządnie biorę się do roboty ogłaszając przedmiot protestu.


Cokolwiek niezgodnie ze scenariuszem pojawia się starszy pan z pieskiem w sprawie koni, które też na pewno niezbyt lubią chodzić po bruku i na dodatek ciągnąć bryczki. Pan postulował zakaz dla pojazdów zaprzęgowych na Rynku. Z drugiej strony brak zarobku to brak owsa, nieprawdaż?


Ale chwilę później już naganiam właściwe Uczestniczki: brunetki...


...i blondynki. A operator goni za potrzebnymi obrazami.




Panie zaznaczają na mapce miejsca trudne do przejścia.

Jednak czas na drugi etap: prezentację rozwiązania na dziś, czyli Prychodu – produkcja telewizyjna ma swoje prawa: czasu nigdy za wiele.


Najpierw wprowadzenie teoretyczne.


Za chwilę beztroski etap działania Prychodu: rozwijanie wykładziny pod użytkownikiem w ruchu.






Po dojściu do kresu 4-metrowego odcinka użytkownik urządzenia wstępuje na pomost i zaczyna zwijanie wykładziny. Jest to też moment na korekty kursu wędrówki wspomaganej prywatnym chodnikiem.




Na szczęście nie ma kompromitacji i zgodnie z założeniem konstrukcyjnym chodnik zwija się poprawnie.


O, teraz bardzo dobrze widać, jak się zwija!


Dodatkowe zastosowanie Prychodu – jako mobilny wskaźnik siły wiatru (trzeba tylko wykalibrować w skali Beauforta).

Zaraz zdejmiemy mapkę, ale nawet osoby niechodzące na obcasach mają swoje żale odnośnie nawierzchni dla pieszych we Wrocławiu.


Nieuchronnie zbliża się finał:


zwinięta mapka trafia do eleganckiego cylindra...


...i po chwili zostaje złożona w sekretariacie Prezydenta Miasta, dra Rafała Dutkiewicza.

Jeszcze rzut oka na moich Szanownych Współpracowników w funkcji Inżynierów Stanowiska Happeningowego: Marta TG (rozdawanie ulotek) i Michał Pszczoła (porządkowy), którym za ich pomocny udział serdecznie dziękuję!

Podziękowania składam również Katarzynie Pawlik, której zdjęcia posłużyły za podstawę niniejszej narracji, a także wszystkim osobom, które wspomogły happening swą cenną obecnością, czyli ET (znanej także jako Prószka) i AS.





3PROLOG

PODSUMOWANIE4

3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)