3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Antyfa 2: SUPERANTYFA 4



Podsumowanie

Niniejsze widowisko wprawdzie było oparte o gadżet dość wyszukanej konstrukcji, lecz pod względem materiałowym stosunkowo niewiele musiałem dodać do tego, co odzyskałem z zeszłorocznego (2007) Paramobilu. Pracochłonność nowej konstrukcji była momentami dość wysoka, lecz w odróżnieniu od stosunkowo dużego Paramobilu (porównywalnego z samochodem), Prychod mógł być wykonywany w pomieszczeniu pod dachem; stąd praca nad nim była znacznie przyjemniejsza. Co więcej, trzon tej konstrukcji przyda się do realizacji kolejnego widowiska wspomaganego gadżetem, którego zarys już posiadam. Trochę było mi żal dawnego Paramobilu podczas jego definitywnej rozbiórki, ale wtedy byłem dość głęboko przekonany, że „nie wchodzi się dwa razy do tego samego happeningu” (wkrótce potem w Gdańsku wykonałem 2 dawne widowiska, i zaprzeczyłem temu poglądowi). W gruncie rzeczy przydałby mi się hangar, w którym na wszelki wypadek mógłbym trzymać gadżety z dawnych widowisk. I odpowiedni budżet na materiały do produkcji bieżących...

Realizacja zainscenizowanego protestu na Rynku odbyła się bez zakłóceń – jedynym problemem była nieprzyjemna, raczej chłodna i wietrzna, pogoda i pora realizacji, którą wyznaczyłem na godz. 12 ze względu na pracę zawodową zleconą mi na piątek po południu i na godziny otwarcia urzędów – finałem widowiska miało być celebrowane złożenie dokumentu protestu w Urzędzie Miejskim, a ewentualne oddzielenie tego aktu od reszty widowiska byłoby w złym guście, jak złamanie jedności czasu, miejsca i akcji w antycznym dramacie. W konsekwencji tych okoliczności i założeń miałem niewiele żywej publiczności, a osoby żeńskie do udziału w moim poważno-żartobliwym proteście musiałem pozyskiwać aktywnie, podbiegając za nimi, gdy tylko pojawiały się w zasięgu wzroku. Oczywiście kilka podbiegnięć było daremnych: zagadnięte osoby albo były spłoszone całą sytuacją, albo faktycznie spieszyły się. Niemniej zasięg oddziaływania tego happeningu był wyjątkowy – stało się to dzięki znacznej obecności mediów.

Po pierwsze, na miejscu była ekipa wrocławskiej TVP – jakkolwiek trochę się zdziwiłem, że po moim happeningu ekipa nie podeszła celem nagrania „setki”, nie oznaczało to bynajmniej rezygnacji ze zrobienia materiału. Wprost przeciwnie: w wieczornych Faktach o g. 18 pojawił się reportaż nakręcony tego dnia, zawierający ponadto parę wypowiedzi innych przechodniów, których sam nawet tam nie spotkałem. I wcale na tym się nie skończyło! Następnego dnia, w sobotę 18.10, w trakcie uzupełniających zakupów późnym wieczorem w jednym z hipermarketów zostałem parę razy zagadnięty przez kilka osób żeńskich, z których każda odbyła ze mną krótką kurtuazyjną rozmowę. W ten sposób, okrężną drogą dowiedziałem się, że centralna TVP pokazała filmik nakręcony poprzedniego dnia we Wrocławiu, i to podobno dwa razy: raz w Teleexpressie, i raz w wieczornych Wiadomościach. W najbardziej optymistycznych założeniach nie spodziewałem się takiego przełożenia mojej skromnej akcji. Zatem nie mam nawet żalu, że mój happeningowy gadżet został przezwany Przychodem, a ja – Polskim Naczelnym Antyfacetem. W końcu red. Małgorzata Orzeł została oddelegowana do kręcenia kawałków ze mną po raz pierwszy. Oprócz telewizji był red. Adam Lach z Newsweeka, towarzyszący mi już od ok. tygodnia i nawet pomagający mi w różnych moich działaniach. Zdjęcia zrobione podczas happeningu znajdą swoje miejsce w internetowym podcascie. Na scenę mego happeningu trafił reporter Radia Traffic 97.8 i niezidentyfikowany fotograf, obaj prawdopodobnie zachęceni przez red. Adama. Nie wiem, czy w zatrudniających ich mediach opublikowano jakieś materiały, ale wszystkiego wiedzieć nie muszę...

Ciekawa jest również merytoryczna strona sprawy. Niedługo po happeningu doniesiono mi, że temat pojawił się w mediach, i faktycznie, nawet dzisiaj widać jego ślady w internecie:

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,78999,5847556,Bruk_jak_nowy__czyli_ryneczku_nakryj_sie.html

Spójrzmy na następujący cytat z powyższego artykułu: (...) Ale w miarę upływu lat kruszywo łączące kostkę zaczęło się wypłukiwać, porobiły się dziury, w które wpadały obcasy, gdzieniegdzie zapadła się nawierzchnia. Wrocławianie słali skargi, została zorganizowana nawet manifestacja użytkowników butów na szpilkach. Jest to ewidentne nawiązanie do mojej akcji sprzed paru dni! Artykuł datowany jest na 24.10.2008, a co więcej, bardzo uczciwa jest męskoosobowa forma „Wrocławian” i „użytkowników butów na szpilkach”! Gdyby red. Beata Maciejewska poddała się seksistowskim stereotypom, napisałaby o „Wrocławiankach” i „użytkowniczkach” takich butów. No i zgadza się: ja jestem użytkownikiem. Szkoda tylko, że czegoś zabrakło: otwartości? uczciwości? by przyznać, że tym użytkownikiem butów na szpilce i organizatorem protestu byłem ja, Antyfacet RP, a przed moim przyjściem na wrocławski Rynek w szpilkach, całe pokolenia pań przeszły przezeń potulnie, potykając się, zostawiając fleki między brukowymi kostkami, okazjonalnie łamiąc całe obcasy lub nawet skręcając kostki. Chyba nie ma w Agorze cenzorskiego zapisu na moją publiczną markę?!

Wracając do bruków w miejscach przeznaczonych dla pieszych, sprawa bynajmniej nie ogranicza się do Rynku i kilku obszarów o bruku uwarunkowanym historycznie. Jest wiele takich niby-chodników wokół obiektów niedawno wybudowanych, np. wokół Galerii Dominikańskiej, albo nowo przebudowanych – jak choćby plac Nankiera wokół Hali Targowej. Projektanci musieli założyć wyłącznie ruch pieszy na tych obszarach, ba, zadbali nawet o różne kamienne pachołki blokujące ewentualny wjazd krnąbrnych samochodów spragnionych parkingu. A co położyli? Grube brukowe kostki o szerokich fugach i ostrych kantach, z których może dobry byłby stromy podjazd na górskiej serpentynie, gdzie opony aut powinny zagryzać się o podłoże, lecz nie chodnik! Czyżby na komputerowych symulacjach i makietach tak ładnie prezentowały się różne odcienie szarości generowane przez kostkę o różnej grubości? A może, jak wielu obywateli skłonnych jest myśleć, po prostu pojawił się znajomy producent kostki brukowej, i wygrał przetarg? Bruki zamiast chodników nie są wyłącznie bolączką Wrocławian – podczas krótkiego pobytu w Warszawie nie tylko natknąłem się na identycznie bezsensowne „aplikacje” z ostrej kostki na chodnikach, ale i na opinie obywatelek tego miasta sformułowane w tym właśnie podejrzliwym duchu. Podobne rzeczy widać w Gdańsku i pewnie wielu innych miastach Polski. Więc nie dajmy się zwieść obietnicą wypełnienia fug na Rynku żywicami – są jeszcze liczne obszary, gdzie wypełnienie takie w niczym nie pomoże, a sytuację zmieniłaby jedynie totalna wymiana nawierzchni. No i warto by wyjaśnić, skąd takie wspaniałe pomysły się pojawiły...

Aha, jako przywódca protestu odnośnie bruków wciąż nie otrzymałem od Urzędu Miejskiego żadnej odpowiedzi, choć problem przeze mnie zasygnalizowany przez chwilę istniał i poważni urzędnicy wypowiadali się, składając nawet obietnice. A przecież, zostawiając protestacyjną mapkę wraz z odezwą do Prezydenta Miasta, ujawniłem także swoje dane adresowe.

3PROLOG

3AKCJA, CZYLI ZNÓW NA RYNKU

3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)