3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Antyfa 2: SUPERANTYFA 5



Podsumowanie

Pewną przesadą jest kwalifikować ten happening jako Superantyfę, ale skoro przyjąłem już taką konwencję, niech więc tak będzie i tym razem. Z nauczycielskiego przyzwyczajenia mógłbym wystawić sobie jakąś cenzurkę i byłoby to ok. 3-3+. W wykonaniu było zdecydowanie za dużo improwizacji wymuszonej w ostatnim momencie przez brak jakiegoś elementu widowiska, awarię urządzeń albo inną techniczną niemożność. Również elementy widowiska nie były najlepiej przećwiczone, bo na próbie byli nie wszyscy Uczestnicy, i nie wszystkie czynności dało się przećwiczyć z uwagi na brak niektórych narzędzi. Pisząc scenariusz, widziałem w wyobraźni znacznie większą grupę uczestników, którzy na rowerach pozbawionych pedałów w ramach „terapii” smętnie poruszaliby się w kółko w pobliżu stanowiska happeningowego, a ewentualne użycie prawdziwego samochodu i głośnych maszyn zapewne znacznie wzbogaciłoby show wizualnie. Wymagałoby to zgody kogoś z typowym samochodem (który nie byłby potem skutecznie ścigany przez nienawistników), no i zgody odpowiednich władz miejskich. Przy większej liczbie uczestników również ich okrzyki byłyby bardziej spektakularne i automatycznie gromadziłyby więcej przygodnych obserwatorów. Optymalnie byłoby mieć od 5 osób w górę, gdzie co najmniej 2 byłyby z rowerami, 2 byłyby asystentami-mechanikami, podczas gdy realnie miałem 4, potem spontanicznie przyłączył się Szymon, czyli było 5, i pojawiła się Agata w zastępstwie Asi, czyli wszystkich było pięcioro, ale w sposób dla mnie nieco zaskakujący. Mam wrażenie, że zgromadzenie kilku ludzi w jednym miejscu jest obecnie coraz trudniejsze – może, gdybym mógł jakoś płacić, miałbym większą kadrę? Tym większe dzięki dla tych, którzy wyłącznie dla idei przyszli towarzyszyć mi w to październikowe popołudnie!!!

Pod względem medialnym występ ten nie miał żadnego efektu: być może spowszedniałem już zupełnie, zarówno jako postać jak i autor happeningów, co w pewnym sensie oznaczałoby zdobycz antyfacetyzmu na terenie Wrocławia. W każdym razie nie znalazłem w swym otoczeniu nikogo z mediów, a jedynie akcję dokumentowały Ania Smarzyńska, Ola Zawłocka i Jola Łapinkiewicz, dzięki którym w ogóle wiem, jak to z grubsza wyglądało (i brzmiało). Zatem publiczny efekt tego widowiska możliwy jest jedynie poprzez przechodniów, którzy przypadkiem w tym momencie na wrocławskim Rynku byli i przystanęli lub przynajmniej odnotowali w swej świadomości kilka charakterystycznych składników happeningu. Kilka osób zdecydowanie obserwowało happening do końca i uczestniczyło w nim, ba, nawet znalazła się pewna dziewczyna z rowerem, która też chciała się poddać „leczeniu z pedałowania”, lecz zdarzyło się to tuż przed puentą, więc nie mogłem pozwolić sobie na naruszenie zaplanowanego porządku – tym bardziej, że odkręcanie pedałów z jej roweru nie było w najmniejszym stopniu rozpoznane ni przećwiczone. W efekcie musiałem uciec się do improwizacji i odesłać ją do „mojego gabinetu” w terminie późniejszym, po umówieniu się.

Największe pozytywne znaczenie tego ulicznego skeczu wynika dla mnie na płaszczyźnie psychologicznej. Przełamałem tym samym ok. półtoraletni zastój w robieniu zaaranżowanych widowisk w przestrzeni otwartej, więc przetarłem sobie szlak ku dalszym produkcjom, nie wykluczając powtórzenia tego scenariusza w innym miejscu lub czasie i z lepszym przygotowaniem. Trochę więcej znowu wiem o sobie, a mianowicie, że odgrywanie ról niepokrywających się ze mną samym bardzo mi się podoba i chyba po latach odgrywania roli nauczyciela potrafię to robić. Powiedziałbym, że nawet nieźle „popłynąłem”, wczuwszy się w postać słodkiego, acz jadowitego terapeuty leczącego z „pedałowania”. Rola ta wszakże polegała w znacznym stopniu na słowie, które powinno być dobrze słyszalne i rejestrowane, w przypadku nagrywania całego przedsięwzięcia. Jakkolwiek wydaje mi się, że dość starannie mówiłem do mikrofonu mojego megafonu, rzecz znacznie lepiej by wyszła, gdybym miał mikroport, a w pobliżu stał wzmacniacz z głośnikami, i nie mniej solidnie utrwalano by wypowiedzi partnerujących mi osób. Zatem jeśli show ten nie miałby być realizowany na ulicy, najlepszym miejscem dla niego byłoby studio, i wtedy cały humor słowny i sytuacyjny scenariusza zostałby czytelnie przekazany. Za najlepszy fragment happeningu uważam zabawę w „skakanego”, gdy nawiązałem namacalny kontakt z Publicznością, która doznała rozbawienia z absurdalnego wykrzykiwania obelżywego hasła „Jest pedałem!” po moich coraz bardziej surrealistycznych wezwaniach odczytywanych z absolutną powagą. Jest też motyw do przemyślenia na przyszłość: ciągle jestem niezbyt przygotowany na zupełnie nieoczekiwane zachowania się przypadkowych przechodniów wobec happeningu, który akurat wystawiam. Nie każdy taki przypadek musi być chętnym do współudziału Szymonem czy starszą panią. Tym muszę się zająć już na etapie pisania przyszłych scenariuszy. Amen.

3PROLOG

3AKCJA, CZYLI ZNÓW NA RYNKU

3Powrót (Antyfa Wstęp)

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)