Jak widzicie, podjąłem kolejną męską decyzję: postanowiłem użyć własnego wizerunku* do kompozycji, w której kreuję kilka postaci ubranych w odzież tabuistycznie przypisaną „kobietom”. Jest tak bezpieczniej, niż gdybym użył wizerunków innych osób publicznych płci męskiej – mogliby się przecież poczuć urażeni. Po pierwsze na pewno przecież wierzą w kobiecość, a po drugie, zapewne mają do niej ambiwalentny stosunek: podziwiają ją pozwalając, by ich podniecała, a jednocześnie się jej brzydzą w razie stwierdzenia jej elementów w sobie. Mechanizm zasadniczo podobny do homofobii: strachu przed znalezieniem Pederasty w sobie.

Ale wróćmy do głównego wątku. Co chciałem przez tę kompozycję osiągnąć? Jedni będą oczywiście mieli okazję się pośmiać albo poubolewać, jaki to „nieszczęśliwy zbok” z tego Antyfaceta. Mądrzejsi jednak zauważą kilka motywów do przemyślenia.



Otóż dzięki użyciu realnego wizerunku samca zupełnie przeciętnej urody stworzyłem z powodzeniem niemało (11) postaci o dość znacznym rozrzucie stylistycznym. Nie będę szczegółowo objaśniał, co w tym obrazie stanowi zdjęcie a co fotomontaż (niech się roją spekulacje…), lecz wyraźnie widać, iż ta kreacja osób o bardzo różnych klimatach dokonała się głównie dzięki różnorodności stylów odzieżowych w ramach nawet tanich i niezbyt wyrafinowanych ubiorów adresowanych przez obecną kulturę Zachodu do płci żeńskiej. Gdybym chciał tworzyć typy w oparciu o odzież „męską”, to mielibyśmy jednego garniturowca (styl formalny) i dwóch sportowców-dresiarzy (styl nieformalny na pogodę chłodną i ciepłą), ewentualnie dodatkowy model pół-sportowca w sandałach i z koszulą kołnierzykową zamiast zamkniętych butów z oskarpetowaniem nóg, czyli aż 4 modele. I oczywiście, spodnie, spodnie i tylko spodnie, a w ramach maksymalnego „luzu” – bez szmacianych skarpet!

 

Inne istotne spostrzeżenie możliwe do poczynienia w oparciu o ten obraz to zaskakująco dobry efekt wizualny pomimo bardzo ograniczonej obróbki kosmetycznej modela: w praktyce jedynie poddał się usunięciu owłosienia ciała, co nawet nie jest koniecznością dla wielu współcześnie rodzonych organizmów męskich, albowiem spada albo natężenie owłosienia ciała, albo odsetek mocno owłosionych organizmów samców (lub obie te sytuacje zachodzą równocześnie). W każdym razie, w połączeniu z wysmuklającym obuwiem i wyrobami pończoszniczymi nadającymi ciału surrealistyczny połysk i nienaturalne kolory, doszło do „magicznej” transformacji „męskich nóg”, czyli wyłącznie pragmatycznego narządu ruchu – w „damskie nóżki”, czyli ważny składnik estetyki organizmu, a w praktyce, fetysz erotyczny (i czego Matka Natura nieświadoma wymogów kulturowej kobiecości bynajmniej wszystkim naszym paniom nie gwarantuje!). Samo usunięcie owłosienia natomiast momentalnie kulturyzuje ciało: zamiast być „surowym” odtąd staje się ono wyrafinowanym i „obrobionym”, a tym samym zdatnym do pokazywania także w sytuacjach oficjalnych, a to z kolei umożliwia tworzenie odkrywających strojów także w tym rejestrze, a nie jedynie w sportowo-nieformalnym! Nieskromnie dodam, iż pomimo nieposiadania bynajmniej „idealnych” nóg i bez poprawiania ich kształtów metodami komputerowymi, osiągnąłem całkiem niezły efekt i wątpię, by ktokolwiek potrafił odróżnić nogi wycięte z tego obrazu od nóg wyciętych ze zdjęcia faktycznej osoby żeńskiej przeciętnej urody. Po prostu większość z nas, samców-mężczyzn, może bez większego trudu dorównać boginiom! A co się stanie, jeżeli dla NAS także robione będą stroje tak fantazyjne jak te dla pań, tylko że lepiej dostosowane do naszych anatomicznych kształtów (miast okazów adoptowanych czasami bez stosownej adaptacji)? Albo gdy skutecznie i z naszą inwencją twórczą zabierzemy się do makijażu – lecz tym razem dla siebie, nie dla pań? Moim zdaniem okaże się, że z powodzeniem możemy podjąć konkurencję na obszarze urody/estetyki, co będzie jedynie dobudowaniem brakujących klocków w symetrii stosunków między płciami w sytuacji, gdy osoby żeńskie JUŻ z powodzeniem wkroczyły w praktycznie każdy obszar życia ongiś niepodzielnie przez samców-mężczyzn zajmowany i z nimi stereotypowo kojarzony. Ponadto z niniejszego obrazu wyczytać można, że na łysej głowie fryzury żadnej nie da się zrobić, lecz wyhodowawszy trochę włosów momentalnie uzyskujemy szerokie spektrum ich stylizowania, aczkolwiek tego wątku specjalnie nie rozwijałem.

 

I ostatnia uwaga o charakterze spekulacji psychologicznej: czy mężczyzna lubiący CIAŁO-KTÓRYM-JEST, świadomy jego urody i przyjemności, jaką przezeń i wyrafinowaną odzież może otrzymywać, zechce być zadziornym i aroganckim prowokatorem lub uczestnikiem bójek, burd, wojen lub przestępczych napaści?

Aha, i jeszcze jedno:

Kto ma tyle wdzięku co ja?

No, kto ma?

:-))))))

----------------------------

* Patrzcie, jaki jestem bezwstydny! Teraz już niemal wszyscy z mojego otoczenia będą wiedzieli, jaki jestem zbok itd.! Tak więc mogą mnie nie zatrudnić ponownie w placówce „B”. Mogą w placówkach „A” i „B” nie przyznać mi nagrody za szczególne prace wykonane dla Firmy w napiętych ramach czasowych. A sąsiedzi?! A starzy przyjaciele?! A zwykli przechodnie, którzy mogą mnie rozpoznać, zwłaszcza przy samochodzie – sami wiecie, co się dzieje z samochodem zboka! A studenci – cóź oni powiedzą o TAKIM wykładowcy? Zaiste, teraz to jestem już skończony, nieprawdaż?