Chociaż niniejsza fota sama wyraża swój przekaz wystarczająco wymownie, znając ludzi (np. pamiętając, jak ongiś kłamliwie przekręcili słowa premiera T. Mazowieckiego o tzw. „grubej kresce”) uznałem, że na wszelki wypadek należy ją opatrzyć krótkim komentarzem. Jest on szczególnie potrzebny osobom zniewolonym stereotypami w swym postrzeganiu płci. Widząc takie zdjęcie na pewno poczują oni jakąś dogłębną sprzeczność: oto samczyk (czyli: „mężczyzna”) ubrany jest lekko i zwiewnie jak „kobieta”, a zajmuje się tak „dziewczęcą” robotą, jak budowa szafki jeżdżącej pod sufitem w wózku osadzonym w szynach (skądinąd dumny jestem z wykonania tak ekstremalnego projektu). Konstruowanie maszyn i ich fizyczne wykonywanie to przecież „domena mężczyzn”, a nie „uczuciowych i pozbawionych wyobraźni przestrzennej” „kobiet”! Człowiek ograniczony stereotypami płciowymi potrzebuje też jednoznacznego określenia, czy osoba, którą widzi należy do tej kasty płciowej, czy do tej drugiej, zaś przesłankami służącymi dokonywaniu takich ustaleń są oczywiście wygląd i zachowanie się osoby badanej. No i co teraz zrobicie, szanowni stereotypiarze? Bo ja nie potrzebuję do niczego identyfikacji z żadną kastą płciową, a ewentualne udowadnianie, że nie jestem wielbłądem też nie wchodzi w grę – od początku uznaję to za uwłaczające mojej godności, tym bardziej, że bycie zaliczanym do kasty „mężczyzn” wg obecnych kryteriów to żaden honor. Jednak co jakiś czas wpisują mi do Księgi Gości jakieś ni to zarzuty, ni to wyrazy pożałowania, że niby strasznie zniewieściały jestem. To parając się stolarką i projetowaniem zwariowanych mebli też jestem zniewieściały? A gdyby tak jakaś „dzielna niewiasta” o żeńskich organach płciowych też zrobiła bez niczyjej pomocy takie urządzenie meblowe – czy sprzeniewierzyłaby się swojej „kobiecości” i zmężniałaby? Czy stała by się od razu nieapetycznym wyrzutkiem niegodnym zainteresowania erotycznego? Zwłaszcza, jeśli ubrałaby się do roboty w jakiś warsztatowy drelich? Bo jeżeli moje plażowe ubranie w czasie pracy fizycznej w gorącym pomieszczeniu podważa męską przynależność płciową, to powinno to działać także w drugą stronę i „uszkadzać kobiecość kobiet”! A wyobraźcie sobie horror w postaci „niewiasty” potrafiącej kompetentnie podyskutować o walorach samochodów, i to bynajmniej nie w kategorii kolorów, lecz parametrów silników: ich mocy, rozkładu momentu obrotowego w funkcji obrotów, stosunku mocy do masy, i doboru przełożeń w skrzyni biegów, a także o właściwościach zawieszenia i układu kierowniczego danego typu i jego odpowiedniości do danego auta? Bo ja znam takie panie. Czy może mam przekazać im, że posiadłszy taką wiedzę nie są już paniami? Zapraszam zatem do myślenia, i to nie w kategoriach pozornych, lecz w oparciu o przesłanki realne. Sugeruję na wstępie porzucić wiarę, że istnieją rzeczy raz na zawsze „męskie” i „damskie” – etykietki są zwodnicze, jak wszystkie pozory!

POWRÓT PRZEZ POLECENIE „WSTECZ” W PAŃSTWA PRZEGLĄDARCE!