3Powrót (Teksty)

SEN O UTRACIE POTĘGI

Edyta Baker

Wstęp-komentarz Antyfaceta


Żartownisie, zwykli zboczeńcy, a może kompletni pomyleńcy, którym się wydaje, że są kimś innym? To odwieczne pytania stawiane wobec tych mężczyzn, którzy albo nie do końca godzą się na swoją męskość, albo z jakichś powodów czasem przybierają swoje kobiece alter ego. Kim tak naprawdę są – nie sposób odpowiedzieć w jednym zdaniu, bo problem ten ma w zasadzie tyle oblicz, ilu jest mężczyzn, których on dotyczy. Nie sposób też znaleźć jedną kategorię, naukowy termin na określenie ich wszystkich i wtłoczenie do jednej szufladki. Niezwykle ciekawy materiał do przemyśleń i rozważań na temat zjawisk określanych terminami transwestytyzmu, transseksualizmu, crossdressingu można znaleźć w pracach Nancy Friday, słynnej amerykańskiej badaczki zachowań seksualnych pokolenia z okresu lat 70. i początku 80.


Niewtajemniczonym wyjaśnić trzeba, że Nancy Friday położyła niemałe zasługi na polu tzw. rewolucji seksualnej lat 70. Wielu późniejszych badaczy jej właśnie przypisuje odkrycie świata kobiecych fantazji erotycznych (w uproszczeniu: wcześniej nie przywiązywano do nich wagi, uważano, że to jedynie mężczyźni mogą fantazjować i mają fantazje). Jej książka „Mój Tajemny Ogród” zrobiła furorę na amerykańskim rynku i przetłumaczono ją chyba na wszystkie możliwe języki. W dużej mierze nadała ona oblicze rewolucji seksualnej lat 70. i spowodowała, że kobiety na całym świecie coraz częściej i głośniej zaczęły się upominać o swoją część radości z seksu.


Badaczka w swoich dalszych poszukiwaniach poświęciła także sporo miejsca mężczyznom. Plon jej pracy w tej dziedzinie stanowi pozycja „Zakochani Mężczyźni”, która w Ameryce została wydana w 1980 r., a polskiego wydania doczekała się 13 lat później. Autorka zebrała w niej możliwie najszerszy przegląd męskich fantazji erotycznych i opisy ich realizacji. Siłą rzeczy musiały się wśród nich znaleźć także fantazje dotyczące transwestytyzmu i zmiany płci. Wnioski, jakie Nancy Friday wyciąga z zebranego przez siebie materiału, nie w każdym przypadku przetrwały próbę czasu. Jednak wiele z nich to cenne uwagi, które poważnie powinny być brane pod uwagę przez współczesnych badaczy zajmujących się tą problematyką.


Kobiety podświadomie uważają, że zostały pozbawione penisa – twierdzą freudyści. Stąd debata o kobiecej zazdrości o penisa, która toczy się już od stulecia. Według klasycznej psychoanalizy, penis oprócz swego fallicznego znaczenia, ma również inne – symbolizuje władzę i potęgę. To dlatego kobiety, które przez wieki rozwoju cywilizacji stały na marginesie ludzkiej hierarchii, wykształciły w swojej podświadomości zazdrość o penisa: one po prostu też chcą władzy, też chcą mieć coś do powiedzenia.


Można więc przyjąć, że pragniemy mieć cechy przeciwnej płci po to, by pełnić określoną rolę społeczną. Zrozumiałe jest to w przypadku kobiet, ale co, jeśli jest odwrotnie: jeśli mówimy o męskiej zazdrości o piersi i waginę. Według Nancy Friday, psycholodzy i psychoanalitycy raczej nie spotykają się z wyartykułowaniem takich oczekiwań i fantazji ze strony mężczyzn. Ona sama udowodniła zaś, że jest inaczej. Mężczyźni również fantazjują o tym, by mieć piersi lub waginę, albo i jedno, i drugie. Posługując się kilkunastoma przykładami męskich fantazji dowiodła, że zjawisko zazdrości o żeńskie atrybuty płci wcale nie jest wśród mężczyzn rzadkie i pozbawione sensu. „Marzenie o posiadaniu penisa to dla kobiety sen o potędze. Marzenie mężczyzny o posiadaniu pochwy to sen o utracie tej potęgi” – pisze Nancy Friday.

Być może interpretacja tych odkryć jest jednym z kluczy do zrozumienia zjawisk określanych mianem transwestytyzmu lub crossdressingu. Według Friday, kobiece atrybuty nie zawsze były uważane za coś uwłaczającego. Klasyczna psychoanaliza traktuje skrajny męski szowinizm, wyrażający się m.in. pogardą dla kobiet, jako dowód nie ich panowania nad słabszą płcią, ale wprost przeciwnie: lęku i obrony przed nią. Tłumaczy to tym, że w pewnym okresie życia każdego mężczyzny (niemowlęctwo) kobieta jest najpotężniejszą istotą, niemal bogiem. Być może więc zazdrość o piersi i waginę to z jednej strony przyznanie się do tego, że jako mężczyźni wcale nie jesteśmy panami gatunku ludzkiego. Można by się jednak w tym rozumowaniu posunąć nieco dalej. Jeśli w świecie moich fantazji (obojętne, czy zostaną one zrealizowane, czy nie – dla znakomitej większości mężczyzn pozostaną one tylko fantazjami) chcę, by moje ciało miało atrybuty kobiecości, to wyrażam swój podziw dla doskonale pięknego tworu natury, jakim jest kobieta. Podziwiam jej zdolność dawania życia i żałuję, że sam tej zdolności nie mam.

Spróbujmy odnieść to teraz do tych mężczyzn, którzy lubią wyrażać swoją kobiecość poprzez przebieranie się w damskie stroje, a nawet publiczne funkcjonowanie jako kobieta. Jeśli nie stoi za tym rzeczywisty konflikt płci psychicznej i fizycznej (transseksualizm), to mamy do czynienia ze zjawiskiem, które zwykle bywa traktowane pobłażliwym uśmieszkiem lub nazywane zboczeniem. Jeżeli jednak przyłożymy do tego inną miarkę, zapożyczoną od Nancy Friday, to okaże się, że być może crossdresserzy przeistaczają się w kobiety dlatego, że ich podświadomość w ten sposób projektuje to, co nazwaliśmy zjawiskiem zazdrości o piersi i waginę. Potwierdzeniem tej tezy może być również ich zachowanie. Nie znajdujemy w nim bowiem lekceważenia albo pogardy dla kobiet. Wprost przeciwnie, przejmują oni wiele kobiecych zachowań, które z uwielbieniem pielęgnują, by bardziej upodobnić się do niedoścignionego ideału. Właśnie! Niedoścignionego ideału. Może to więc transwestyci lepiej i głębiej rozumieją rzeczywistą rolę, jaką odgrywa kobieta w trwaniu gatunku ludzkiego. Jeśli tak, to wówczas należałoby postawić ich na biegunie męskiej populacji w opozycji do skrajnych szowinistów, którzy swoje wyobrażenia o życiu i rzeczywistych w nim rolach poszczególnych płci kształtują na podstawie głęboko zakorzenionych fałszywych przesłanek.

Nadawanie transwestytyzmowi cech niegroźnej dewiacji seksualnej jest zbyt powierzchowne. W rzeczywistości zjawisko sięga swoimi korzeniami do jak najbardziej pierwotnych odruchów i podświadomych zachowań. Wydaje się przy tym, że męska zazdrość o piersi i waginę jest tu nie bez znaczenia. Choć oczywiście nie każdy mężczyzna, który kiedykolwiek na ten temat fantazjował, musi być transwestytą i odwrotnie: być może niejeden transwestyta nigdy z pokładów swej podświadomości tego typu pragnień i fantazji nie wydobył.

Wróćmy jeszcze na chwilę do „snu o utracie potęgi”. Transwestytyzm nie jest wynalazkiem XX wieku. W różnych formach i przejawach trwa niemal tak długo, jak cywilizacja. Nigdy jednak nie był tak powszechny i tak widoczny, jak obecnie. Musi więc istnieć jakiś powód, dla którego coraz więcej mężczyzn pragnie realizować się jako kobieta, przynajmniej w określonych sytuacjach. Moim zdaniem, cywilizacja doprowadziła nas do tego, że dość już mamy bycia tymi, którzy żywią, bronią, chronią, polują, wojują itd. Współczesne polowanie i wojna mężczyzny to przecież użeranie się z tysiącami wrogich zjawisk: pracą i pracodawcą, budżetem rodzinnym i koniecznością ciągłego jego łatania, rywalizacją na polu zawodowym i towarzyskim, ciągłą gonitwa skutkującą chronicznym wyczerpaniem itp. Gdyby zastosować te porównania do myśliwego-wojownika homo sapiens sprzed 100 tysięcy lat, okazałoby się, że pomimo dalece bardziej rozwiniętej cywilizacji i pozornie komfortowego życia, jest ono dla nas dużo cięższe i trudniejsze niż było dla naszego dalekiego przodka przed 100 tysiącami lat.

Dopiero wiek XX przyniósł zmiany w rolach obu płci, a co za tym idzie, pchnął mężczyzn do rezygnacji z ich wojowniczo-myśliwskich zajęć. Społeczność żyjąca w myśl uświęconej tradycji, nie nadążającej za rozwojem cywilizacji, nie chce jednak zaakceptować tych zmian, zmuszając samców do życia tak, jak przed wiekami. Powszechniejący transwestytyzm może więc być wyrazem owego „snu o utracie potęgi”. Może być manifestem mężczyzny, który w ten sposób woła: popatrzcie, ja też jestem tylko człowiekiem, mam swoje uczucia, lęki, obawy, nie jestem ze stali, nie wymagajcie ode mnie, bym robił rzeczy ponad moje siły.

Czy zatem chwilowa ucieczka w kobiecość to manifest słabości i delikatności? Dla jednych może to tak wyglądać. Warto może jednak doszukiwać się w nim czego innego: zrozumienia roli własnej płciowości i pewności siebie. Spróbujmy spojrzeć na to tak: nie muszę udowadniać swojej męskości, jestem jej pewien do tego stopnia, że stać mnie na to, by czasami być kobietą – piękną, doskonałą istotą.

Edyta Baker

Cytaty z książki Nancy Friday „Zakochani Mężczyźni”, wydawnictwo Rebis, Poznań 1993.