3Powrót (Teksty)

Zagadka JAPIERDOLENIA

Dosyć często, chodząc wśród ludzi, słyszę dość dziwną frazę, która brzmi: JAPIERDOLE. Rzecz najczęściej ma miejsce, gdy mijam osoby z kategorii „młodzi mężczyźni”, chociaż członkowie społecznej grupy „młode kobiety” zdarzają się też. Zaintrygowało mnie to – fraza ta jest zastanawiająca zarówno ze względu na niejednoznaczną konstrukcję gramatyczną, jak i na domniemane znaczenie.

Zacznijmy od analizy, z jaką częścią mowy w ogóle mamy do czynienia. Japierdole może z powodzeniem być rzeczownikiem w liczbie mnogiej: japierdol w liczbie pojedynczej, dwa lub więcej – japierdole. Przy tym założeniu pozostaje jeszcze wyjaśnić, czy jest to rodzaj męski, żeński, czy nijaki, albowiem język polski obsesyjnie nadaje wszystkim rzeczownikom abstrakcyjną płeć: w końcu mamy TĘ łyżkę (czyli ONA) i TEN widelec (ON), i jeśli wkładamy je do szuflady, powstaje problem moralny, czy można kłaść JĄ i JEGO w jednej przegródce tak zwyczajnie, bez ślubu, czy zrobić coś jeszcze gorszego: kłaść jedną JĄ z drugą, trzecią i następną JĄ, by nie wspomnieć o NIM z NIM! Toż to groza o pomstę (do katolickiego nieba) wołająca, istna propaganda zboczeń! Ale porzućmy tę cokolwiek wybujałą dygresję: zatem w liczbie pojedynczej mianownik rodzaju żeńskiego brzmieć będzie: japierdola, w rodzaju męskim: japierdol, a w rodzaju nijakim: japierdolę (jak: cielę). W liczbie mnogiej otrzymujemy zatem: w rodzaju żeńskim, czyli „niemęskoosobowym”: właśnie te zasłyszane japierdole (jak: sól : sole, cela : cele), w rodzaju nijakim: japierdolęta, czyli odpada. Również liczba mnoga rodzaju męskiego, czyli tzw. „męskoosobowy” brzmieć będzie: japierdole (jak w przypadku: cwel : cwele). Sposób użycia zaobserwowany na przykładzie młodych polskich mężczyzn wskazywałby na wyrażanie za pomocą tego magicznego słowa jakichś uczuć i zastosowanie go w charakterze wykrzyknienia, gdzie w potocznej mowie zwykło się używać mianownika, nie wołacza, bo wtedy brzmiałoby to – w liczbie pojedynczej: o, japierdolu!, w liczbie mnogiej wręcz: o, japierdolowie!, jeśli desygnatem rzeczownika są jakieś byty osobowe, lub właśnie o, japierdole!, jeśli apostrofa taka skierowana jest do rzeczy. Z socjologicznej obserwacji „młodych mężczyzn” używających tego wykrzyknienia wychodzi mi, że najprawdopodobniejsze w ich przypadku jest wypowiadanie się polszczyzną potoczną, podczas gdy inne jej rejestry pozostają dla nich raczej mało dostępne.

Jednak zanim przejdę do analizy semantycznej, pozostaje jeszcze jedna hipoteza odnośnie kategorii leksykalnej i formy gramatycznej: fraza japierdole może przecież być czasownikiem, który w przypadku stosowania pisowni standardowej, powinien brzmieć: japierdolę – byłby to czas teraźniejszy w 1 osobie liczby pojedynczej. Ale, jak już wskazywałem, młodzi mężczyźni i podobne im młode kobiety prawdopodobnie znają tylko potoczny i mówiony wariant polszczyzny, gdzie króluje fonetyka, a każdy polonista wie, że w realnej wymowie języka polskiego mówi się: japko zamiast jako, to i końcówka z nosową samogłoską w wygłosie redukowana jest do czystego „e”. Pozwolę sobie na dygresję: widuję graffiti w formie „JEBAĆ POLICJE”, które albo internacjonalistycznie nawołuje do jebania formacji policyjnych wielu krajów, albo (co bardziej prawdopodobne) odnosi się do tutejszej policji, z którą twórcy napisu mają problem, tedy POLICJE de facto znaczy policję. Tak więc wykrzyknienie japierdolę oznaczałoby, że w momencie wypowiedzenia podmiot deklaruje wykonywanie tej czynności. Czas zatem, bym spróbował domyślić się, co takie wypowiedzenie może znaczyć, gdy dość regularnie pada na mój widok.

Jako Antyfacet wyglądam nieco nietypowo dla ludzi, którzy w głowach mają przekonanie o powszechnie obowiązującym dwubiegunowym i heteronormatywnym systemie ludzkiej płciowości. Gdy poza kabaretem, filmową komedią czy teatralną sztuką pojawia się ktoś, kto wygląda pod pewnymi względami jak osoba równocześnie przynależna do obu wyłącznie uznawanych kast płciowych, może to prowadzić do zdziwienia, nawet do silnego zdziwienia albo zszokowania. Stąd stawiam hipotezę, że zarówno rzeczownikowe jak i czasownikowe japiedole oznacza wyraz zdziwienia. Jest wszakże jeszcze możliwość, że przy znaczeniu rzeczownikowym następuje identyfikacja mnie z jakimś innym podmiotem o nazwie japierdole, z tym że ja jestem bytem pojedynczym i dość unikatowym (być może nawet w skali Europy?), a japierdole jest przecież w liczbie mnogiej. Chyba że młodzi polscy mężczyźni wiedzą o większej liczbie ludzi do mnie podobnych* i po rozpoznaniu od razu widzą w swej wyobraźni cały ten przerażający zbiór. Jest to jednak trochę psychologicznie nienaturalne: jak się jest rasistą i widzi się osobę czarnoskórą, woła się raczej: czarnuch, a nie czarnuchy, no chyba że po alkoholu albo ustawce akurat widzi się podwójnie... Uważam to jednak za mało prawdopodobne i tę hipotezę odrzucam.

Spróbuję najpierw poszukać innej frazy rzeczownikowej, która mogłaby stać się modelem dla japierdole! Przychodzi mi na myśl: kurczę!, a to z kolei stanowi eufemizm dla kurwa!, o czym powszechnie wiadomo, że poza romańskim znaczeniem „zakręt” oznacza „żeńską osobę trudniącą się prostytucją”, choć możliwe jest też znaczenie męskie dotyczące osoby świadczącej usługi erotyczne zarobkowo, przy zachowaniu tej samej łacińsko brzmiącej formy. Skojarzenie to jest uprawomocnione faktem, że słowo kurwa nader często pojawia się z japierdole w wiązce, dając łączne brzmienie: kurwa japierdole! lub wręcz: kurwajapierdole! - zupełnie bez prozodycznej pauzy. Czyżby więc japierdol lub japierdola był/a kimś w rodzaju kurwy? Trochę to dziwne, bo z mojego wyglądu nie wynika wcale, ażebym świadczył usługi erotyczne za pieniądze – gdyby tak było, zapewne byłbym znacznie bardziej wystylizowany kolorowymi kosmetykami, a i moje ubrania byłyby z reguły spektakularne, wręcz wyzywające. No i intrygujące jest, że w chwilach emocjonalnego poruszenia przywołuje się nazwę wykonawcy jednego zawodu, cóż że posiadającego długą tradycję, ale dlaczego akurat tego? Czyż nie można by odwoływać się do innej profesji, przykładowo: kucharze!, kierowcy!, maszyniści! Zupełnie tego nie rozumiem, ale w końcu nie wszystko musi być racjonalnie wytłumaczalne, nieprawdaż? Teraz czas na ujęcie czasownikowe.

Zasłyszawszy gdzieś czasownik pierdolić, który znaczy: „wykonywać kopulację” i wyraża przy tym uczucia pogardy, domyślam się, że japierdolić znaczy coś podobnego, i powstało jako złożenie. Trzeba zauważyć, że trudno znaleźć w pełni adekwatny model takiego złożenia na gruncie języka polskiego, gdzie nie widzę morfologicznej kombinacji w postaci ZAIMEK [mianownik]+CZASOWNIK, ale są formy jak bajkopisarz, z których wtórnie można utworzyć: bajkopisać. Skoro można sobie wyobrazić bajkopisanie, to i japierdolenie, nieprawdaż? Jest wprawdzie różnica w rolach tematycznych spełnianych przez pierwszy człon: w bajkopisaćbajka jest dopełnieniem czasownika pisać, produktem pisania. Natomiast w przypadku japierdolić, mogłoby być tak samo, albo ja stanowi tam podmiot wykonujący całe to pierdolenie. Zauważmy wszakże, że przy założeniu, iż pierdolić oznacza kopulację pogardliwie, wersja dopełnieniowa byłaby trochę samokrytyczna, by nie rzec samoponiżająca, a ponadto powinna wtedy brzmieć mniepierdole lub siepierdole. Przyjmuję zatem, że chodzi w tej strukturze o ja podmiotowe, gdzie patiens, doznawca, czynności pierdolić jest niewymieniony/a/e, ale to ten byt ma doznawać poniżenia wskutek pierdolenia. Jednakowoż młodzi polscy mężczyźni wyrażający to wykrzyknienie często występują w grupach, właściwie bandach czy watahach, i wtedy logiczniej byłoby wypowiadać się w imieniu zbiorowości, czyli powinni używać formy: mypierdolimy, tym bardziej, że mogą mieć fantazje albo i dokonania w dziedzinie gwałtów zbiorowych. Dostrzegam oczywiście, że uzyskawszy dodatkową sylabę słowo to stało się nieporęczne – sugerowałbym więc odrobinę staropolszczyzny: mypierdolim. Z uwagi na akcent padający na pierwszy człon JApierdole, domniemywam, że chodzi o czasownik pierdolić z zaimkiem ja dodanym w celach emfatycznych. Domniemywam też, że wyeksponowanie JA w tej konstrukcji oznacza jego wywyższenie, czyli przekonanie, że osoba wykonująca pierdolenie jest kimś wyżej postawionym od osoby doznającej tego procesu, czyli że penetrujący, niezależnie od faktycznej pozycji, jest hierarchicznie ponad stroną penetrowaną. Jeśli jeszcze uświadomimy sobie, że w przypadku czynności kopulacyjnych prowadzących do rozrodczości strony zaangażowane w proces to samiec i samica, osoba męskoorganowa i żeńskoorganowa, staje się czytelne, że fraza japierdole wyraża szowinistyczny pogląd o wyższości „mężczyzn” nad „kobietami”. Niejasne pozostaje w tym wszystkim, jak młodzi polscy mężczyźni widzą w tym kontekście embriogenezę, której produktem sami są, status ich matek, a także ich partnerek – przyszłych lub obecnych małżonek, konkubin. Nieuchronnie nasuwa się pytanie, czy ich ojcowie też japierdolili ich matki, czy oni swoje dziewczyny i małżonki też japierdolą, i czy ich matki i żony są pierdolone. Wydawałoby się, że Polska, jako kraj oddany ewangelicznym ideałom Ojca Świętego, widzi w „akcie małżeńskim” (bo tak tylko da się w tym systemie pojęć i wartości nazwać zbliżenia erotyczne) dzieło wzniosłej współpracy rodziców-in-spe z samym Bogiem w celu przekazania życia dziecku poczętemu oczekującemu na szansę urodzenia się na tym najpiękniejszym ze światów, zatem jakoś nie potrafię pogodzić tej wizji wspaniałych Rodaków z możliwością, że kopulacja mogłaby stanowić wyraz pogardy wobec strony penetrowanej.

Pozostaje jeszcze wspomnieć o specyficznym kontekście, gdy frazę japierdole wykrzykują osoby żeńskoorganowe, potocznie zwane „kobietami”. Wciąż brzmią mi w uszach tryumfalne okrzyki niesłychanie malowniczej panny Manueli z I edycji Wielkiego Brata w Polsce, która w chwilach maksymalnego zachwytu i rozbawienia zwykła używać szykownie złagodzonej formy japierdziele! No jak ona i inne panie sobie TO wyobrażają? Czym?! Owszem, można sobie założyć dildo na pasku, ale zawsze będzie to marna, niezbyt funkcjonalna imitacja, TEGO organu, tak istotnego w ustalaniu stosunków dominacji i uległości, która bez odpowiednich połączeń nerwowych może dać tylko iluzję prawdziwej dominacji, jaką pierdolenie umożliwia. Im częściej więc słychać frazy tego typu z pięknych wyszminkowanych żeńskich usteczek, tym bardziej utwierdza się przesąd niejakiego Freuda: przypisywał on bowiem paniom podświadomą zazdrość o tenże organ. Innymi słowy, jest to przekonanie o tym, że żeńska strona erotyzmu jest jedynie niekompletną, marną imitacją męskich doznań i możliwości. Gratuluję dobrowolnej autodegradacji!

---------

*Pozdrówko dla Macieja!

Antyfacet RP



9.08.2011



Oto wersja dźwiękowa tego pliku w wykonaniu syntetycznego lektora, którego można zatrudnić przy odrobinie cierpliwości.

Oto link umożliwiający pobranie jednej z wersji prezentacji pałerpojntowej z niniejszym tekstem i audio, którą przedstawiłem we wrocławskiej kawiarni Literatka:

https://docs.google.com/viewer?a=v&pid=explorer&chrome=true&srcid=0ByUce6DoH_qgOGRiYmUzOTQtOWJhMS00MGY5LWIyYmYtODhiNGRlMTAyNDBk&hl=pl



Aby skutecznie uruchomić prezentację należy pobrać zip, rozpakować przez kliknięcie go, potem kliknąć w plik typu „pokaz w Powerpoincie”.