3Powrót (teksty)



Rada dla Kaczyńskich

Nie lada problem mają nasi milutcy władcy IV już Rzeczypospolitej: kąsa ich Europa za nietolerancję wobec (bądźcie pozdrowieni!) Pederastów, których dewiacji tam już prawie nie zauważają, a z drugiej strony rodzinę i zdrowe wychowanie młodzieży strzec trzeba. Taka sytuacja oznacza sprzeczność: trzeba pozwalać dewiantom już nie tylko żyć, ale manifestować swą odmienność na demonstracjach i nie ukrywać jej w życiu codziennym. No a jak tu im pozwolić, jak to się mówi, „afiszować się” ze swoją innością, skoro może to zobaczyć nieprzygotowana jeszcze na lekcji katechezy młodzież, i może ona zarazić się bakcylem homoseksualizmu. Spojrzy sobie taki brzdąc na Pedałów idących pod rękę albo w parku czule się całujących i pomyśli, że to tak fajnie jest i że on też w przyszłości raczej wyjdzie za mąż niż się ożeni. Podobnie małe dziewczynki mogą ujrzeć Lesby w podobnym układzie choreograficznym i też nieszczęście gotowe! A tej menażerii z bożym darem płciowości na bakier jest przecież więcej: jeszcze pół biedy z porządnymi Transwestytami – dopóki w swym przebraniu nie mówią męskim głosem, to niech tam – ale niech no takie biedne dziecko trafi na Antyfaceta, który pod swoją męską powierzchownością na miasto wychodzi, a ubrany jest zgoła nie jak przystało na mężczyznę! Taki to może niejednej Polskiej Rodzinie popsuć wysiłki wychowawcze: w domu rodzice mówią a tata to nawet swoim przykładem pokazuje, że mężczyzna to tylko w spodniach, skarpetach i płaskoobcasowych butach chodzić może, a tu biedne dziecię wyjdzie na ulicę, i bach! Wpada na Antyfaceta, a u niego wszystko na odwrót! W domu JEDEN model męskości, a za progiem domu jakieś indywidua niepasujące do koncepcji w tymże domu nauczanej. I jak to władza rodzicielska zostaje podkopana, a jej autorytet w życiu młodzieży tak potrzebny! Zaiste, tacy dziwni osobnicy straszne stanowią zagrożenie dla rodziny – i to naszej, Polskiej Rodziny! A z kolei, jak się tym wszystkim dewiantom zabroni wstępu na publiczne obszary, to Europa znów zacznie się drzeć, że tu jakoby mniejszości prześladują, choć uczciwie powiedziawszy, dopóki nikt się ze swą innością nie obnosi, nic przykrego go tu u nas nie spotyka…

 

Otóż mam dla naszych ustawodawców propozycję w postaci projektu urządzenia o nazwie „Paramobil” (nie mylić z papamobil) i zarysu ustawy określającej jego używanie. Paramobil to hybryda słów parawan i mobilny, czyli, jak na pewno już się domyśliliście, istotą urządzenia jest zdolność do zasłaniania przy jednoczesnej zdolności do poruszania się. Będzie to zatem odpowiednio usztywniony przez swą wewnętrzną konstrukcję i osadzony na kółkach rozkładany parawan, dzięki czemu rzecz będzie mogła być przetaczaną przez osobę idącą wewnątrz parawanu wraz z jej ruchem. Kółka paramobilu byłyby dwojakiego rodzaju: tylne byłyby o stałym ustawieniu, natomiast przednie (1 lub 2) było/yby samonastawne. Aby zaś z zewnątrz nie było wglądu na osobę lub grupę osób swym wyglądem zagrażającą publicznemu ładowi moralnemu, na wysokości oczu parawanowca/paramobilowca (osoby prowadzącej go) byłaby przezroczysta strefa o charakterze lustra weneckiego, którego optyczna przenikalność byłaby oczywiście ze środka na zewnątrz (aby paramobil bezkolizyjnie prowadzić) zatem przechodnie na zewnątrz paramobilu nie widzieliby, kto jest w środku, a co najważniejsze, jak wygląda. Paramobile mogłyby być bez dachu, z dachem rozkładanym lub stałym – zależnie od potrzeb użytkowników. Np. Antyfacet, chcąc korzystać z przewiewu i lekkości odzieży dla niego nieprzeznaczonej, wolałby urządzenie bez dachu czyli „kabriolet”, Pedałowie albo Lesby mogliby chcieć coś ze stałym dachem, tak żeby mogli nawet robić sobie przystanki na czynności erotyczne podjęte pod nastrojem chwili (jak heteroseksualni kochankowie w samochodzie na tylnej kanapie). Byłyby zatem w produkcji modele wąskokadłubowe (jednoosobowe) i szerokokadłubowce (dla większej liczby), w tym także modele long – dla związków lesbijskich lub pedalskich, które w wyniku pewnych perturbacji życiowych posiadają dzieci: zarówno dla tych dzieci jak i dla porządnych przechodniów lepiej jest, by taki widok pozostawał w ukryciu, nieprawdaż?

 

Urządzenie byłoby robione z nowoczesnych, lekkich a wytrzymałych materiałów (włókna szklane, kevlar), zatem przechodzenie po schodach w miejscach publicznych (np. przejścia podziemne) nie stanowiłoby problemu, także sterowanie mogłoby być ułatwione przez zastosowanie odpowiedniej uprzęży dla osoby sterującej, lub dwóch osób w przypadku wersji szerokokadłubowej, dzięki czemu paramobilowcy mieliby wolne ręce, tak jak w przypadku spaceru bez paramobilu – to ważne, albowiem Europa pewnie czepiałaby się każdej formy niewygody użytkowników paramobili. Zadaszony paramobil stanowiłby także ochronę podczas manifestacji przed jajkami rzucanymi przez wszechpolackich obrońców normalności a skoro tożsamość i rodzaj zboczenia użytkownika paramobilu pozostaną zasadniczo nieznane dla otaczającej publiczności, mniej też będzie pod jego adresem wyzwisk. Dla starych i schorowanych zboków paramobil mógłby być nawet samobieżny z napędem elektrycznym (a w przyszłości nawet z ogniwem paliwowym), a wersje o wzmocnionej konstrukcji mogłyby być używane jako chodzik. Wraz z rozwojem konstrukcji tych pojazdów pojawiłyby się także modele składane – z pionowo łamaną tylną ścianką – dzięki temu mieściłyby się na dachowym bagażniku auta. Paramobil – zależnie od wersji i pakietu wyposażenia – byłby oczywiście wyposażony w różne schowki i zaczepy na bagaż, a nawet w wentylator, odtwarzacz MP3, jednak obowiązkowo musiałby mieć światła pozycyjne, kierunkowskazy, i przede wszystkim sygnały ostrzegawcze: pulsujący świetlny oraz nieprzeraźliwy akustyczny, których funkcją byłoby ostrzeganie o wychodzeniu osób ze środka paramobilu, dzięki czemu przypadkowi przechodnie wystawieni na ryzyko widoku takiego czy innego dewianta mieliby dość czasu i sposobności by się przed tym widokiem ukryć, chociażby zamykając oczy lub odwracając głowę. Wyjście dewianta o niewłaściwym wyglądzie z paramobilu byłoby dopuszczalne albo do własnej posesji, albo do miejsca użyteczności publicznej, w którym wcześniej uzgodniono fakt i termin jego przybycia, albo w celu uzyskania pomocy medycznej w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, albo do własnego środka transportu typu samochód, jednak w takim przypadku na dewiancie ciążyłby obowiązek posiadania przyciemnianych szyb lub szyb z folią typu lustro weneckie także i w tym pojeździe. Wszelkie inne przypadki ujawnienia się osoby z wewnątrz paramobilu byłyby nielegalne, zaś ewentualna napaść ze strony zdrowych przechodniów byłaby uznawana za społeczną obronę konieczną, zaś samoobrona dewianta przed taką napaścią uchodziłaby za stawianie czynnego oporu władzy porządkowej. W przypadku braku napaści ze strony zdrowej większości, paramobilowiec wykryty przy naruszeniu prawa paramobilowego podlegałby karze grzywny lub aresztu, lub obu tych kar łącznie w razie uporczywego nieprzestrzegania obowiązków nałożonych nań przez ustawę. Jednocześnie IV Rp okazałaby swą łaskawość wobec dewiantów przestrzegających w/w rygorów poprzez wprowadzenie surowej sankcji karnej (np. aż miesiąc aresztu w zawieszeniu!) za naruszenie „miru paramobilowego”, czyli wszelką napaść na osobę prawidłowo przebywającą wewnątrz paramobilu lub wychodzącą zeń przy zastosowaniu wszystkich wymaganych prawem sygnałów i w sytuacji przez prawo przewidzianej.

 

Oczywistym jest, że poruszanie się w paramobilu byłoby anonimowe wobec większości przechodniów, jednak nie powinno być możliwości ukrywania tożsamości przed przedstawicielami władzy, zatem paramobile byłyby rejestrowane jako rodzaj wózka inwalidzkiego, a policja i straż miejska miałyby dostęp do bazy danych z ich użytkownikami. Z paramobili mogliby korzystać także inwalidzi o znacznym zeszpeceniu wyglądu, niezamężne kobiety w ciąży oraz z nieślubnymi dziećmi (zwłaszcza w małych miasteczkach i na wsi), transwestyci niepewni swojej zdolności do przekonującego udawania kobiet, tudzież odbijający swym wyglądem przedstawiciele niepożądanych mniejszości wyznaniowych (żydzi itp.). Podstawą prawną regulującą prawa i obowiązki związane z używaniem paramobili byłaby „Ustawa o prawach i obowiązkach osób społecznie niepełnowartościowych”, która byłaby popularnie nazywana ustawą-kryj-się.

 

Paramobile znajdujące się w sprzedaży powinny mieć dwa rodzaje atestów: homologację z Instytutu Transportu Samochodowego (stwierdzającą bezpieczne prowadzenie tego na chodniku, właściwą masę, światła pozycyjne i sygnalizujące zamierzony kierunek ruchu) oraz atest nowego a również tą ustawą usankcjonowanego Urzędu Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem i Nieobyczajnością (na okoliczność skuteczności ukrywania osób o niepożądanych aparycji bądź zachowaniu się i prawidłowości nadawanych przez pojazd sygnałów ostrzegawczych). Jestem pewny, że Bracia coraz bardziej niepodzielnie rządzący obecnie Polską skorzystają na przyjęciu mojej koncepcji technicznej i ustawowej wzbudzając w Europie i reszcie świata podziw odnośnie salomonowego wręcz rozwiązania tego nabrzmiałego problemu, z którym najwidoczniej demokracje zachodnie sobie nie radzą (vide te odrażające parady „miłości” z obrzydliwymi przebierańcami w Berlinie czy nagłaśniane przez media żałosne widowiska w rodzaju zamążpójścia Eltona Johna…). Warto zauważyć, że w krajach niżej rozwiniętych podobny efekt osiąga się poprzez odzienie typu burka, lecz o ileż bardziej komfortowe będzie używanie naszpikowanego nowoczesną technologią materiałoznawczą (i nie tylko!) paramobilu, zwłaszcza wobec faktu, że, po pierwsze nie trzeba go na sobie nosić, a po drugie, może on pomieścić także osobę towarzyszącą plus bagaż, co w jednej burce byłoby nie do pomyślenia! Niech przez tę ustawę nasi Wielcy-Niscy Bracia pokażą reszcie świata, że w Polsce nawet przez samego Boga znienawidzone i de facto na żadną ochronę prawną nie zasługujące wyrzutki społeczeństwa cieszą się mimo wszystko troskliwą ochroną ze strony władz tego kraju a równocześnie (co niech będzie lekcją dla zepsutej Europy!) nie musi to wcale oznaczać rezygnacji z ochrony tradycyjnych heteroseksualnych i seksistowskich wartości, na których jest zbudowana nie tylko cała nasza cywilizacja lecz rodzina, ach Rodzina. I to nie byle jaka, bo przecież POLSKA – czego rodzina żadnej innej narodowości nie może o sobie powiedzieć! Amen.