3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



UCZYNKI WZGLĘDEM CIAŁA

CZĘŚĆ I: DIAGNOZA

(CZĘŚĆ II: TERAPIA)



Ja, moje ciało. Męski problem

Na początku rozważań dotyczących stosunku do ciała, jaki w toku „wychowania na mężczyznę” jest instalowany w głowach stereotypowych „mężczyzn”, chciałbym wprowadzić i uzasadnić zupełnie nowy pod względem językowym sposób odnoszenia się umysłu do ciała. Zarówno w komunikowaniu się z innymi ludźmi jak i we własnych monologach wewnętrznych zwykliśmy bowiem mówić „moje ciało”, „twoje ciało” lub „mam ciało”, często odnosząc się do jego fragmentów: „mam ręce” itp. Większość takich fraz i zdań zawiera również przymiotniki określające właściwości tychże ciał lub ich części: „Tom ma długie włosy”, „mamy zgrabne nogi”, i taki sposób formułowania myśli dotyczących ciał uznajemy za oczywisty i adekwatny do rzeczywistości. Niestety, za tą dość dogodną gramatyczną formą stoi ukryte założenie, że istnieje podział na dwie rozdzielne kategorie: „JA” i „CIAŁO” lub jego określone części, zaś relacja łącząca „JA” z „CIAŁEM” to „posiadanie”, najczęściej wyrażane czasownikiem „MIEĆ” albo zaimkami dzierżawczymi „MÓJ”, „TWÓJ” itp.

Twierdzę, że niniejszy podział jest z gruntu fałszywy i bardzo niedobrze jest, jeśli konwencja gramatyczna przeistacza się w nawyk myślowy. Po pierwsze nie radzę nikomu nawet próbować istnienia bez ciała. Podobnie jak istnienie informacji bez nośnika, nasze JA bez ciała raczej nie istnieje. Są wprawdzie opowieści głoszone przez różne religie o zmartwychwstaniu i jakichś niematerialnych formach istnienia, i nawet podaje się ludziom do wierzenia przypadki osób, które tego miały dostąpić, lecz wszystkie one mają charakter anegdotalny: są umieszczone w niesprawdzalnej przestrzeni podań z czasów antycznych lub stanowią składnik wyobraźni ludzi wierzących, którzy bardzo chcą, aby przedmiot ich wierzeń był faktem. Niestety, wszystkie te przypadki nie są poparte żadnymi dowodami materialnymi i są niepowtarzalne. Jeśli zatem oprzemy się na obserwowalnych, powtarzalnych i sprawdzalnych faktach, istnienie bez ciała nie zachodzi, a w każdym razie ewentualność taką traktować należy z najwyższą nieufnością. Z kolei warto też uświadomić sobie, że również od strony czysto fizjologicznej umysł z naszą osobniczą tożsamością nie jest jakąś wyspą połączoną z ciałem bliżej nieokreśloną cienką linką albo wręcz mistyczną przepaścią pełną spekulatywnych mechanizmów wymyślonych przez cokolwiek nawiedzonych filozofów. Jest wprost przeciwnie: nie tylko każdy składnik informacji, z których składa się nasza świadomość i tożsamość ma swoją formę zapisaną w tkance naszych układów nerwowych i odpowiada mu określony przebieg ładunków elektrycznych przebiegających po neuronach. Także każdy stan patologiczny ciała wpływa na stan umysłu: zarówno przez zasilanie go niekorzystnymi substancjami chemicznymi, jak też wprowadzając czysto informatyczne zaburzenia jego pracy, jak chociażby ból. Niech każdy, kto wierzy w jakiś gruntowny rozdział ciała od umysłu, spróbuje zająć się intensywną pracą umysłową podczas jakiegoś ataku choroby, którego efektem jest doznanie bólu albo silna gorączka. Albo niech w takim stanie podejmie próbę zajęcia się czynnościami erotycznymi… Po prostu nie da się! A nie tylko doraźnie działający ból fizyczny dezorganizuje czynności psychiczne – jeśli oprócz bólu dochodzi świadomość, że zapadliśmy na ciężką lub nieuleczalną chorobę albo silne poczucie straty ważnej wartości, nasz stan umysłu doznaje zakłócenia w nie mniejszym stopniu. By zakończyć ten wątek wypada mi wspomnieć, że schorzenia mające swe źródło w naszej psychicznej tożsamości również wpływają na stan reszty organizmu: depresja osłabia układ odpornościowy, a ten popełnia błędy przekładające się na choroby. A z kolei zaburzenia przetwarzania informacji w postaci chorób psychicznych, np. schizofrenii, mogą nas popchnąć do niebezpiecznych działań opartych o błędną ocenę rzeczywistości wokół nas, a wskutek nich prawdopodobne jest uszkodzenie wielu innych narządów ciała. Można wszakże zgodzić się, że nie każdy organ ciała jednakowo ważny jest dla osobowego JA: przykładowo usunięcie zęba w nietraumatyczny sposób nie wpływa istotnie na całokształt osobowości, ale już utrata organu w rodzaju oka albo ucha w znaczący sposób wpływa na kształt doznań otrzymywanych przez mózg, powodując z jednej strony zubożenie doznań, z drugiej – stymulując go do kompensacji, a na dodatek utrata tego typu postrzegana jest jako dotkliwa strata, i cierpienie z tego tytułu wpływa nie tylko na samopoczucie, lecz także na styl życia i stosunek do rzeczywistości.

W każdym razie, gdybyśmy chcieli wyrażać się naprawdę adekwatnie o częściach ciała nas tworzących, powinniśmy raczej tworzyć frazy apozycyjne „JA-CIAŁO”, które momentami przyjmowałyby formy dziwne, jak: „JA-NOGI”, „JA-GŁOWA”, lecz dawałyby wyraz podstawowej prawdzie: my nie POSIADAMY swoich ciał, my NIMI JESTEŚMY, czyli bez ciał, nie ma nas. Warto mieć świadomość, że w razie drastycznego zaniedbania oraz uszkodzenia tychże, nasza egzystencja traci swoją jakość, w ostateczności zmuszając nas do podejmowania najwyższych wysiłków wyłącznie w celu podtrzymania istnienia, przy czym na cokolwiek ponad to brakuje nam czasu i energii. Wniosek nasuwa się jasny: ciało musi w naszym wartościowaniu stanąć na należnym mu, wysokim miejscu. Dlatego warto przyjrzeć się, jak kultura, w której żyjemy, usposabia jej mieszkańców do traktowania ciał-którymi-są i czy są istotne różnice pomiędzy poszczególnymi grupami spośród nich. Oczywiste jest, że porównywanie ludzi różnych społecznych klas prowadzi do stwierdzenia nierówności występujących jako funkcja wykształcenia i stanu zamożności; dlatego istone obserwacje poczynić można porównując członków tych samych klas i warstw, gdzie wszakże społeczeństwo i tak wprowada między ludźmi podział. Kryterium tego podziału jest płeć, czyli fizyczne cechy organizmu warunkujące jego sposób uczestnictwa w rozrodczości, a z której społeczeństwo wysnuwa bardzo daleko idące wnioski na temat właściwego lub niewłaściwego sposobu zachowania się, wyglądania, czyli stylu życia osób zaliczonych do każdej z tych grup. Jako że społeczeństwo kultury Zachodu rozróżnia tylko 2 płci i nazywa je ideologicznymi pojęciami „mężczyzny” i „kobiety”, warto przeanalizować, czy obie te grupy otrzymują ekwiwalentną edukację i zestaw środków do osiągania fizycznego dobrostanu, tym bardziej, że każda jednostka zostaje zakwalifikowana do jednej z tych grup poprzez niepodlegającą dyskusji decyzję otoczenia, a za nią idzie diametralnie odmienne wychowanie.


Następna


DO POZOSTAŁYCH STRON „CZĘŚCI I: DIAGNOZA”:


2

3

4

5

6

7

8

9

10

11