3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

Ciała i ONE

Po tych paru zdaniach wstępu czas spojrzeć, jak standardowo wychowany „mężczyzna” odnosi się do ciała-którym-jest. Pozornie problem nie istnieje – w końcu mężczyźni/samce nie zanikli w procesie ewolucji, więc można by rzec, że skoro istnieją, jakoś też sobie radzą z cielesnym aspektem samych siebie. Niewątpliwie w jakimś podstawowym sensie męskie ciała funkcjonują i otrzymują obsługę potrzebną do utrzymania się przy życiu: oddychają, jedzą, piją, częściej lub rzadziej myją się. Jednakże, aby ocenić, czy opieka ta jest dobra, bardzo dobra, czy minimalistyczna, trzeba znaleźć układ odniesienia, czyli dokonać porównania. Gdyby samce/mężczyźni byli jedynymi istotami naszego gatunku zamieszkującymi tę planetę, nie byłoby z kim ich porównywać. Jednakże obok nas samców żyją jeszcze osoby innego rodzaju – osoby żeńskie, potocznie zwane „kobietami”. Jeśli założymy, że przez przynależność do tego samego gatunku cieszymy się takimi samymi prawami, wynik porównania stosunku do ciała i praktyki wobec niego powinien być identyczny u osób żeńskich i męskich, tym bardziej że przed chwilą dowiodłem, że ciało to w istocie MY i jego dobrostan jest sprawą o kapitalnym znaczeniu. Jeśli zaś obsesyjnie wierzymy, że między płciami muszą zachodzić różnice, powinniśmy być w stanie wskazać istnienie w pełni ekwiwalentnych, choć odmiennych, praktyk wynikających z troski o ciało męskie jak i żeńskie.

Jak w takim razie przedstawia się instrumentarium dostępne dla przeciętnej osoby żeńskiej do pielęgnacji ciała, którym ONA jest? Już na pierwszy rzut oka widać, że w życiu „kobiety” ciało odgrywa istotną rolę: służy temu chociażby cały arsenał środków higienicznych i kosmetycznych, dzięki którym standardowo wychowana „kobieta” potrafi utrzymywać maksymalną higienę i estetykę ciała przez cały dzień pracy bądź wypoczynku. Oprócz regularnego mycia całego ciała mydłem oraz różnymi rodzajami mleczka kosmetycznego (gdy woda okazuje się wysuszająca dla skóry), ma ona do dyspozycji środki pozwalające zminimalizować indywidualne niedostatki wpływające na wygląd. Przykładowo dokonuje się takiej korekcji za pomocą kosmetyków ograniczających nadprodukcję gruczołów łojowych twarzy, by matować ją oraz maskować ten efekt poprzez makijaż. Również wszelkie inne widoczne uszkodzenia ciała i jego estetyczne niedoskonałości maskuje się ze znaczną starannością poprzez ubiór, kosmetyki i naprawcze procedury medyczne. Przykładowo nieregularne rysy twarzy koryguje się tonem koloru makijażu, do ukrywania niepożądanych przebarwień służą specjalne korektory, a ewentualne blizny po urazach usuwa się za pomocą dodatkowych zabiegów medycyny kosmetycznej. Walka z wizualnymi efektami starzenia się jest prowadzona już od wyjścia z wieku pokwitania: służą temu kosmetyki dostarczające w każdym przedziale wieku brakujących skórze składników. Gdy jednak zmarszczki zaczynają się pojawiać, są bezpardonowo zwalczane zarówno poprzez specyfiki podawane w kosmetykach jak i za pomocą zabiegów medycyny kosmetycznej, których lista jest długa. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej: przecież „kobiety” nie tylko walczą z niedoskonałościami swej urody, lecz kreują efekty estetyczne, których natura im nie dała. Tu wymienić należy wszelkie składniki makijażu upiększającego przez kolor (podkłady i pudry, cienie do powiek, kredki do brwi i linii oczu, pomadki do ust, tusz do rzęs, lakiery do paznokci, farby do barwienia włosów), i technologie kosmetyczne sztucznie uwypuklające pewne elementy wyglądu (naklejane sztuczne paznokcie/tipsy, regulacja brwi, sztuczne rzęsy itd.). Co więcej, wykreowano też lekko inwazyjny sposób ozdabiania ciała w postaci przedziurawiania płatków uszu, gdzie zawieszać można fantazyjne ozdoby – jakkolwiek praktyka noszenia kolczyków i piercingu (umieszczania ozdób na innych przekłutych fragmentach ciała) jest już akceptowana u mężczyzn, ograniczenia istnieją w zakresie wizualnej fantazyjności zamieszczanych tam ozdób.

Kolejnym obszarem estetycznej stylizacji i pieczołowitej pielęgnacji żeńskiego ciała są włosy. Wspomniałem już o możliwości ich farbowania (nawet na wybitnie surrealistyczne kolory), panuje szerokie przyzwolenie na posiadanie przez „kobiety” długich włosów, a ich obfitość pozwala na kreowanie wymyślnych fryzur. Wymienianie różnych typów fryzur byłoby długotrwałe i trudne bez odwołania się do tablic obrazkowych, zatem pozwolę sobie pominąć szczegóły, natomiast odnotuję bogactwo kosmetyków i kosmetycznych technologii najwidoczniej adresowanych do żeńskiego użytkownika, skoro w przeważającej większości reklam widzimy wyłącznie modelki napawające się fruwającą w powietrzu przy szybkich ruchach głowy wiechą super błyszczących, silnych i doskonale rozczesanych włosów. Jeszcze nigdy nie widziałem hipisopodobnego męskiego modela, który rozkoszowałby się wspaniałością swoich włosów osiągniętą dzięki kosmetykom do niego adresowaną. Wymieńmy zatem parę rzeczy czyniących z żeńskiej głowy surrealistyczną piękność: szampony, odżywki, lakiery, pianki, ozdbobne spinki, kokardy, gumki, obręcze na głowę, a na szczególne okazje brokat i inne świecidełka. Samo farbowanie włosów też nie musi być proste i jednolite: technika balejażu pozwala wykonać pasemka odmiennego koloru na tle całej masy włosów. Osoby żeńskie nie podlegają w naszej kulturze żadnym naciskom ze względu na włosy (może jedynie łysość byłaby ciut szokująca), zatem pozwalają sobie na każdy typ fryzury od „męskiej” (pod względem długości i stylu), przez wszelkie stany pośrednie, po maksymalnie bogate „kobiece”, gdzie długość włosów może dochodzić nawet do pasa. Dodać należy, że nawet bardzo uciążliwe w codziennym życiu kompozycje fryzur żeńskich przyjmowane są przychylnie, a osoba nosząca je jest podziwiana za swe poświęcenie dla swej ekstremalnie wyhodowanej urody, czego nie można powiedzieć o nielicznych odważnych „mężczyznach”, którzy na podobną „ekstrawagancję” sobie pozwalają. Korzystanie z szerokiego zakresu stylizacji jest źródłem rozlicznych przyjemności w życiu osoby żeńskiej: może ona z dnia na dzień radykalnie zmienić swój wizerunek, prowadząc w ten sposób grę z otoczeniem, które podziwia takie zaskakujące zmiany i domniemywa, że osoba żeńska zdolna do takich niespodzianek jest szalenie kreatywna i ciekawa. Z kolei sama osoba żeńska decydująca się na radykalne zmiany swego wizerunku może osiągać w ten sposób także efekt psychoterapeutyczny: w momentach życiowego kryzysu, poprzez zmianę wyglądu można mentalnie odciąć się od siebie samej, która doznała jakiejś porażki, i zyskać poczucie rozpoczęcia życia albo jego istotnego rozdziału na nowo.

Oprócz wyżej wymienionych technologii kosmetycznych, dostępne dla osób grających rolę „kobiet” są szczególne artykuły odzieżowe, dzięki którym możliwa jest masywna ekspozycja tak kosmetycznie spreparowanego ciała, co przy ich lekkości jeszcze bardziej poprawia warunki higieniczne życia ich żeńskich użytkowników przez minimalizację przegrzewania i pocenia się organizmu (wrócę jeszcze do tej sprawy szczegółowo). Na koniec tej krótkiej charakterystyki nie można też przecenić faktu, że wraz z wprowadzeniem w stereotypową żeńską rolę płciową, każda osoba żeńska otrzymuje edukację pozwalającą korzystać z tych wszystkich udogodnień, i jakkolwiek dbanie o dobrostan oraz estetykę jej ciała jest pracochłonne i kosztowne, spotyka się to z życzliwym nastawieniem otoczenia. Źródłami tej edukacji są zarówno matki dążące do uczynienia swych żeńskich dzieci sprawnymi graczami na swoistym rynku ofert erotycznych, jak rówieśniczki automatycznie i bez dystansu przystępujące do odgrywania żeńskiej roli płciowej oraz adresowane do nich reklamy i publikacje, motywowane chęcią sprzedawania tych wymyślnych artykułów odzieżowych i kosmetycznych, gdyż ich cena zwykle jest wyższa od cen relatywnie prostych produktów adresowanych dla „mężczyzn”.

Ewidentnie, żeńska rola płciowa ustawia osoby ją spełniające w stanie wysokiej świadomości ciała i identyfikacji z nim. „Kobiety” SĄ ciałami. Czy jest to dla nich korzystne? Niewątpliwie dbałość o stan ciała jest absorbująca czasowo i finansowo. Aby sprostać wymaganiom, trzeba posiąść konkretny zasób wiedzy, opanować samodzielne używanie technik kosmetycznych i precyzyjne aplikowanie środków upiększających, w końcu przeznaczyć na nie sporo czasu i pieniędzy. Skoro stereotypowa „kobieta” istnieje poprzez wizualną atrakcyjność ciała, bo dzięki niej ma zdobywać dobrego męskiego partnera reprodukcyjnego i utrzymywać go przy sobie, stosowanie wszystkich technik upiększających jest koniecznością, a ewentualne wrodzone defekty i niedostatki urody prowadzić mogą do frustracji, albo z wielką determinacją są naprawiane w gabinetach chirurgii plastycznej bądź kosmetycznej. Osoby żeńskie ze znacznymi niedoskonałościami urody i słabymi zasobami finansowymi rodziny mają świadomość gorszych szans na znalezienie atrakcyjnego męskiego partnera, a jeśli nie są w stanie psychicznie skompensować sobie tych braków, pozostają samotne. Z drugiej jednak strony, „kobiety” początkowo obdarzone wysoką estetyką ciała i sprawnie dbające o podtrzymanie jej, także stoją wobec zagrożeń. Może je spotkać okaleczający wypadek lub choroba, gdzie szczególne znaczenie ma nowotwór piersi albo utrata lub znaczne uszkodzenie nóg. Z powodu rozstrzygnięć kulturowych bowiem, nogi nie są wyłącznie narządem ruchu – stanowią silny fetysz erotyczny i jednocześnie „kobiecy” sposób ich eksponowania stanowi najsilniejsze tabu w kulturze Zachodu – na dzień dzisiejszy każdy mężczyzna dążący do podobnego estetycznego opracowania swoich nóg spotyka się z niezdrowymi reakcjami. Zatem ich brak lub znaczna deformacja oznacza pozbawienie ciała „kobiety” jednej z ważniejszych wizualnych atrakcji i znacznie wykracza poza analogiczne skutki okaleczenia „mężczyzny” – tam wystarczy przeprowadzić udaną rehabilitację, i z protezą czy bez, demonstrować odzyskanie maksymalnej sprawności życiowej, a zamiast współczucia można nawet wzbudzać podziw. Wracając do „kobiet” trzeba stwierdzić, iż podobnie jest z utratą piersi – organu stanowiącego naturalną zabawkę erotyczną, którego wielkość równie irracjonalnie uchodzi za czynnik wizualnej atrakcyjności kobiety. Bez którejkolwiek z tych rzeczy partnerka żeńska staje się wybrakowaną pod względem wartości erotycznej i jej związek z męskim partnerem jest zagrożony, pomimo deklarowania w okresie zalotów, że oparty jest na nieprzemijającej i bezwarunkowej miłości. Partnerzy męscy, których zaangażowanie nie przemija w wyżej wspomnianych okolicznościach nie należą prawdopodobnie do większości...

Ale nawet bez tak drastycznych szkód dla żeńskiej cielesności, sam fakt biologicznego zużycia przez kilkukrotny poród i zwykły upływ czasu może doprowadzić do rozpadu związku z równoletnim partnerem męskim, który wszakże w czasie jego trwania zdobył wysoką pozycję społeczną: zwykle na skali majątkowej lub również na obszarze władzy. W wieku 40-50 lat jest on atrakcyjny dla osób żeńskich o pokolenie młodszych, zatem nawet dbająca o siebie „kobieta” może wypaść ze związku opartego wyłącznie na walorach ciała. Nie ma się co dziwić, że pojawiają się wśród „kobiet” nastroje buntu wobec życiowego przeznaczenia tak określonego przez obyczajową żeńską rolę płciową. Stąd obecność odmiennego modelu kulturowej kobiecości, a mianowicie „chłopczycy”, która dobrowolnie stylizuje się na wzór „mężczyzny”, podkreślając równocześnie, że swą obecność w życiu i w ewentualnych związkach reprodukcyjnych z męskimi partnerami opierać chce na przymiotach swojego intelektu, a ponadto wykazuje na wielu płaszczyznach niezależność (zawód i własne dochody). Świadomość „ciałozależności” i jej wad prawdopodobnie wzrasta u wszystkich osób żeńskich, i stąd również te stosujące się do kulturowych wzorców wysublimowanej żeńskiej urody, równocześnie dążą do posiadania kwalifikacji zawodowych, dzięki którym w razie utraty swego miejsca w związku z samcem/mężczyzną, wciąż posiadają źródło utrzymania się na godnym poziomie życia.

Po co to wszystko?

Czas postawić pytanie: co skłania osoby żeńskie do podtrzymywania swej gry ciałem obok zaistnienia w życiu również, gdy żyją jako niezależny podmiot na rynku pracy, który poradzi sobie bez męskiej obecności? Czy stosowanie technik upiększających jest dla osób żeńskich korzystne poza aspektem zawierania związków z „mężczyznami”?

Niewątpliwie istnieje ryzyko w postaci chorób psychicznych bulimii i anoreksji – powstałych na tle obsesyjnego dążenia do spełnienia nierealistycznego ideału urody upatrywanego w szczupłej sylwetce ciała i jego „doskonałych” proporcjach wyrażanych liczbami opisującymi obwód pewnych fragmentów żeńskiego tułowia. Obsesja na tym punkcie jest wzbudzana przez wzorce zawarte w publikacjach adresowanych do osób żeńskich. Obecnie narasta świadomość tego zagrożenia i podejmowane są próby na rzecz ograniczenia propagowania takich ideałów (nowe ustawodawstwo odnośnie modelek we Francji), co daje nadzieję, że ofiar dążenia do takiej wydumanej doskonałości będzie mniej. Zachodzi również ryzyko poddawania się radykalnym zabiegom chirurgicznym w celu uczynienia ciała idealnym, pomimo iż nie wykazuje ono obiektywnych defektów. Tutaj naturalnym hamulcem jest koszt takich zabiegów, gdyż z reguły nie są one pokrywane z powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, zatem osoby żeńskie opanowane przez taką obsesję albo realizują ją na swój koszt i w granicach swoich zasobów finansowych, albo zmuszone są zrezygnować. Jeśli rezygnacja prowadzi do frustracji, psychoterapia jest środkiem łatwiej osiągalnym niż poddawanie organizmu niepotrzebnym operacjom. Na pewno za niekorzystny należy uznać trend pojawiający się w niektórych krajach, w ramach którego bardzo młode osoby żeńskie (właściwie dzieci) są już wdrażane do konkursów piękności i korzystania z obróbki kosmetycznej typowej dla osób dorosłych, tudzież do rutynowego poddawania się zabiegom chirurgicznym u progu dorosłości w przekonaniu, że jest to konieczne do osiągnięcia życiowego sukcesu (najczęściej powiększanie biustu i modelowanie nosa). Praktyki te wywierają niekorzystny wpływ na osobowość, gdyż prowadzą do przekonania, iż w życiu jedynym istotnym walorem człowieka jest jego wygląd; niosą też ryzyko zaniedbania edukacji prowadzącej do zdobycia zawodu i dobrego źródła utrzymania. Tym samym takie osoby żeńskie są „ciałozależne” i „mężozależne” – po ewentualnym rozpadzie związku z samcem/mężczyzną stają się bezradne (bowiem nieliczne tylko robią faktyczną karierę jako modelki itp.).

Skoro jednak nie obserwuje się masowego odchodzenia osób żeńskich od kulturowo przypisanego im wyglądu, wróćmy do pytania o powody akceptacji tej fizycznej części żeńskiej roli płciowej. Po pierwsze nasuwa się odpowiedź hedonistyczna – przyjemność, jaka wynika z noszenia lekkich artykułów odzieżowych, dzięki którym można uniknąć przegrzewania organizmu i zahartować go, a to z kolei poprawia zdrowie dzięki ograniczeniu liczby przeziębień i być może innych efektów metabolicznych związanych z przegrzewaniem się. Drugim prawdopodobnym źródłem przyjemności osób żeńskich jest świadomość estetycznej wartości ciał, którymi one są, i korzystanie z kulturowego przywileju unikania ciężkich i szkodliwych prac fizycznych lub fizycznej walki, w przekonaniu, że oddelegowani do tych rzeczy są samce/mężczyźni, którzy chętnie się na tym polu spełniają. W ten sposób można prowadzić lekki i oszczędzający tryb życia z dobrym samopoczuciem, że wynika to z „naturalnego” podziału ról, z ich „komplementarności”, i że nie jest to dla nikogo krzywdzące. Po trzecie, osobom uczestniczącym w grze społecznych stereotypów ról płciowych przyświeca przeświadczenie, że spełnianie wymogów tejże gry zapewni życiowy sukces, a w szczególności sukces reprodukcyjny. Nie ulega wątpliwości, że fizyczna uroda skutecznie przyciąga partnerów męskich, i zawsze znajdzie się ktoś chętny do czynności erotycznych, w tym także zapłodnienia. Nic jednakże nie gwarantuje osobie żeńskiej, że związek taki będzie trwały i dostarczy dla niej i potomstwa satysfakcji oraz poczucia bezpieczeństwa na całe życie – tu panuje loteria, a wysoka zależność trwania związku od estetyki żeńskiego ciała stanowi zagrożenie wg mechanizmu opisanego wyżej. Jednak dzięki ustawodawstwu w cywilizowanych krajach, a współcześnie także dzięki testom genetycznym, odpowiedzialność za ojcostwo jest łatwa do wyegzekwowania, co pozwala matce wychować i utrzymać dzieci nawet bez obecności męskiego partnera, zatem głębokie miłosne zaangażowanie ojca dziecka nie jest wymogiem absolutnym. Sukces reprodukcyjny nie jest obecnie związany z długoletnim funkcjonowaniem w trwałym związku, lecz estetyka ciała zawsze pomaga zawrzeć związek następny, zwłaszcza jeśli dana osoba żeńska z dziećmi jest wciąż wizualnie atrakcyjna. Po czwarte, wysoka troska o dobrostan ciała, którym się jest, wpływa też na wyższą dbałość o higienę oraz zdrowy tryb życia. To, co pozytywnie wpływa na urodę, zazębia się z czynnikami sprzyjającymi całościowemu zdrowiu organizmu, i osoby żeńskie są intensywnie instruowane na ten temat w skierowanych do nich publikacjach oraz ofercie produktów spożywczych, kosmetycznych i suplementów diety. Przykładowo dbanie o dobry stan zębów pozwala uniknąć stanów zapalnych zagrażających innym organom, nawet sercu. Dbałość o wygląd oznacza więc wnikliwe obserwowanie zmian zachodzących w organizmie oraz szybką reakcję w postaci udania się do lekarza w przypadku dostrzeżenia niepokojących objawów jeszcze zanim wywiążą się doznania bolesne, a choroba osiągnie stadium niebezpieczne dla życia. Również z uwagi na specyficznie żeńską formę udziału w rozrodczości, odgrywające rolę „kobiety” są uczone obserwowania „swego” organizmu na okoliczność płodności i symptomów świadczących o ciąży – stosunkowo często stosowanie antykoncepcji jest wyłącznie ich troską, w rezultacie czego dysponują one wysoką wiedzą o swoim stanie zdrowia i szybko potrafią dostrzec patologiczne sygnały. Dlatego też żeński stosunek do ciała jest jednym z czynników wpływających na średnio dłuższy czas życia „kobiet”. Przekłada się on na zdrowszy i mądrzejszy styl życia, korzystanie z gatunkowo lepszych i bardziej wyrafinowanych kosmetyków, świadomie przyjmowanych suplementów diety, unikaniu ryzykownych zachowań w rodzaju bójek, sportów walki tudzież ciężkiej pracy fizycznej wywierającej niekorzystny wpływ na określone partie organizmu lub prowadzących do jego widocznych uszkodzeń. Także częstsze wizyty u lekarza oraz wykonywanie badań kontrolnych czyni życie osób żeńskich dłuższym i zdrowszym.

tPoprzednia

Następna



DO POZOSTAŁYCH STRON „CZĘŚCI I: DIAGNOZA”:

1


3

4

5

6

7

8

9

10

11