3Powrót (Pracownia Antyfaceta)




Jak Czytelnik mógł zauważyć, tworząc tablice z obuwiem pominąłem typ sportowy, gdzie zróżnicowanie jest znikome, a dotyczy jedynie kolorystyki – „oczywiście” barwniejsze są modele „damskie”, poza tym wśród nich znaleźć można kolor dla „mężczyzn” absolutnie zabroniony – róż. Aha, dla sportowo usposobionych „dam” robi się także buty sportowe w formie klapek, co pozwala wietrzyć nogę w czasie spoczynku, podczas gdy dla męskich „twardzieli” wyłącznie modele zawiązywane, co uniemożliwia doraźne wysunięcie stopy z buta – w końcu sportowy but to składnik rynsztunku bojowego i nie może być luźny... Pominąłem również tzw. uniseksy, czyli tanie sandałki tego samego wzoru na płaskiej piankowej podeszwie, gdzie modele dla tej „bardziej wyrafinowanej części ludzkości” mogą różnić się najwyżej ubarwieniem. Natomiast wrażenia po obejrzeniu powyższych dwóch zestawień w odniesieniu do istotnych modeli obuwia są oczywiste – osoby męskie dostają w gruncie rzeczy ochłap działalności wzorniczej projektantów i mocy wytwórczej przemysłu; ograniczoność i toporność modeli „męskich” jest porażająca! Dodam tylko, że maksymalnym „luzackim” luksusem w ramach obuwia „męskiego” jest użycie plecionki z rzemyków sztucznej lub naturalnej skóry w charakterze powierzchni kryjącej półbuty, co może dawałoby jakiś przewiew męskim stopom, gdyby nie były one rytualnie opakowane w koniecznie szmacianą skarpetę, przy której żadna plecionka nie pomoże. Wypada też wspomnieć, że w kolekcji obuwia „damskiego”, prócz wyżej wspomnianej plecionki, znajdujemy różne przezroczyste siateczki oraz płaty sztucznej lub naturalnej skóry z wycięciami nadającymi jej ażurowy charakter. W ten sposób można przykładowo zbudować model formalnie kwalifikujący się jako kozak (czyli zakrywający cholewą pokaźną część nogi), lecz faktycznie otwarty i odsłaniający nogę dla przewiewu oraz światła, lub na jego dolnej części o cechach sandałów. Opisując obuwie adresowane do dwóch ludzkich kast wyodrębnionych na podstawie posiadanych przez nie organów rozrodczych nie wolno też pominąć projektanckiego dogmatyzmu, jaki cechuje produkty dla „mężczyzn”, gdzie jak but ma być ciepły, to w żadnym wypadku nie może w nim być wycięć wietrzących a struktura materiału musi być szczelna, podczas gdy dla „kobiet” dozwolone jest mieszanie cech konstrukcyjnych butów wszelkiego typu i przeznaczonych na wszelkie typy pogody względnie pory roku. Wreszcie, nie można pominąć faktu, że obuwie „dla Pań” jest oferowane w absolutnie każdym kolorze, w tym sztucznie osiąganych barwach zupełnie niewystępujących na naturalnym surowcu, czyli skórze. W ten sposób buty stają się składnikiem starannie dobieranych kompozycji ubraniowych, nie zaś jednym składnikiem odzienia mechanicznie noszonym przez cały sezon do innych artykułów odzieżowych. Oprócz kolorów absolutnie zabrionionych dla „mężczyzn” jak róż i fiolet, faktycznie wykluczone są wszelkie inne intensywne barwy; osoby męskoorganowe mogą „wybierać” jedynie pomiędzy: czernią, brązem, beżem i bielą (przy czym te dwie ostatnie barwy tylko do specyficznych garniturów i nie na wszystkie okazje). Modele o powierzchni barwionej w kolory żywe lub z błyszczącymi zdobieniami dostępne są jedynie jako kostium sceniczny, podobnie jak obuwie na obcasach. Obcasowe buty bywają też noszone przez „mężczyzn” poza showbiznesem, a o niskim wzroście (bo to w życiu społecznym szkodzi), jednak trzeba takie buty zamawiać w pracowniach szewskich indywidualnie gdyż nie są dostępne w regularnej ofercie producentów, zaś staraniem konstruktorów oraz użytkowników tych butów jest wstydliwe ukrycie podwyższenia, wskutek czego nie można w nich chodzić bez długich spodni spełniających funkcję maskującą. Nie produkuje się też żadnych sandałów „męskich” na obcasie. Osoby żeńskie natomiast nie mają problemu z uzyskiwaniem podwyższającego i wysmuklającego efektu dla swojej sylwetki i to bez ukrywania służącego temu efektowi środka technicznego w postaci obuwia.

Wracając zaś do ogólnych cech samej odzieży wraz z obuwiem, stwierdzić muszę, że ciało żeńskie korzystające z przywileju noszenia ubrań zwanych „damskimi” nigdy nie jest zmuszone do noszenia przegrzewającej je i zbyt ciężkiej masy tekstyliów. Dzięki utrzymaniu maksymalnego przewiewu stóp ubranych w „damskie” wyroby pończosznicze i większość „damskich” modeli obuwia, możliwe jest także zachowanie maksymalnej higieny i atrakcyjności wizualno-dotykowej nóg i stóp. Ponadto, dzięki de facto ekshibicjonistycznemu odsłanianiu pozostałych partii tegoż ciała, żeński użytkownik takiej odzieży daje sobie i otoczeniu silny sygnał: ja lubię ciało-którym-jestem i w pełni się z nim identyfikuję – dlatego tak bardzo z nim się afiszuję. Niniejszy przekaz ideowy jest wzmocniony przez wizualny efekt obcisłości form odzieżowych: w ten sposób daje się otoczeniu znać, że sam kształt ciała-którym-jestem zasługuje na publiczną ekspozycję nawet gdy, np. z powodu temperatury otoczenia, jego powierzchnia musi być zakryta. Skoro odzież ciasno przylegająca do ciała daje odczucie „drugiej skóry” i znacznie lepiej przenosi doznania dotykowe, jej noszenie świadczy ponadto o gotowości przyjmowania miłych doznań dotykowych, co stanowi składnik pozornej zachęty do działań erotycznych i służy do pastwienia się nad przygodnymi męskimi obserwatorami, dla których faktycznej oferty erotycznej dana osoba żeńska nie przedstawia. Nie sposób też pominąć fakt, że demonstrowanie otwartości na doznania dotykowe świadczy także o wysokim poczuciu osobistego bezpieczeństwa – osoba w ten sposób ubrana najwyraźniej nie bierze w ogóle pod uwagę, że mogłaby stać się celem fizycznej napaści, przy której gruba odzież mogłaby stanowić pewną ochronę chociażby przed niektórymi otarciami naskórka. Wiadomo: od spraw związanych z agresją „nasze Panie” mają nas – głupich mężczyzn! Skoro już wywołuję motyw męskiej głupoty, wspomnę często pokazywane w mediach wypowiedzi „mężczyzn” wyrażające entuzjazm dla wysoce odkrywających ciało strojów osób żeńskich – naprawdę nie rozumiem z czego oni się cieszą, skoro to epatowanie urokiem niemal nagich gładkich ciał o kilku wypukłościach i krzywiznach nie jest dla większości z nich faktycznym zaproszeniem do czynności erotycznych, albowiem większość osób żeńskich od najmłodszych lat pozostaje w związkach, a ta ekspozycja podniecającej nagości co najwyżej stanowi groźbę dla aktualnego partnera, że masa rywali gotowa jest mu tę żeńską zdobycz odbić. Entuzjastyczne uczestnictwo w mechanizmie emisji fałszywych sygnałów erotycznych na oślep w charakterze śliniącego się obserwatora jest formą umysłowego skarłowacenia na wzór jeleni bezskutecznie, acz z entuzazmem, uczestniczących w rytualnych przepychankach o samice, podczas których doznają niepotrzebnych urazów. Rozsądniejsze, choć nie do pogodzenia z prawami człowieka, jest podejście muzułmańskie – polityka zakrywania w miejscach publicznych pociągających części ciała żeńskiego przed przypadkowymi rywalami. Tylko masochistyczny idiota lubi być podniecany bez szans na zaspokojenie. Pozwolę sobie użyć wykrzyknienia ze znanego komediowego serialu o czasach wojny w strawestowanej postaci – brzmi to: „TY GŁUPIA MĘŻCZYZNO!”

tPoprzednia

Następna


DO POZOSTAŁYCH STRON „CZĘŚCI I: DIAGNOZA”:

1

2

3

4

5

6

7


9

10

11