3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

Faceci” i ich „fatałaszki”

Osoby posłusznie odgrywające męską rolę płciową w jej współczesnej postaci mają natomiast do dyspozycji tylko dwa rejestry: oficjalny i nieoficjalny, czyli sportowy lub codzienny. Wszystkie one są niemal całkowicie wyprane z ozdób, jedynym obszarem wykazywania fantazyjności jest krawat towarzyszący garniturowi i ewentualnie spinki do mankietów koszuli. Aha, na krawacie też jakaś klamra czy spinka może być zawieszona. Cechą wspólną wszystkich rejestrów i stylów „męskiej” odzieży jest tendencja do maksymalnego lub niemal całkowitego zakrywania ciała, a tam, gdzie jego odkrywanie jest dozwolone, zawsze podlega większym ograniczeniom niż w ubiorach osób żeńskich noszonych w analogicznych sytuacjach społecznych i przy analogicznych warunkach pogodowych. Zatem w sytuacji oficjalnej ortodoksyjny mężczyzna zmuszony jest nosić zamknięte buty, szmaciane skarpety (zakrywające łydkę do punktu odsłanianego przez nogawkę spodni po jej podejściu w górę w pozycji siedzącej z nogą założoną na nogę), koniecznie długie spodnie (do kostek), i koszulę z krawatem dociskającym kołnierz do karku i marynarkę z długimi rękawami. Osoba żeńska w takiej sytuacji ma prawo ubrać spodnie lub spódnicę o właściwie dowolnej długości od ok. połowy ud – tylko formy krótsze są postrzegane jako niestosowne w sytuacjach formalnych. Do tego nogi mogą być gołe lub pokryte przezroczystymi i cienkimi pończochami/rajstopami, a w przypadku ubrania długich spodni, pod nimi mogą być bose stopy w butach lub ubrane w cienkie przezroczyste skarpetki. Bluzka lub sweter osoby żeńskiej nie musi mieć kołnierza – wprost przeciwnie: może mieć dekolt, gdzie nagość odsłoniętego ciała jest postrzegana jako składnik stroju, a dla pełnej kulturyzacji tego obszaru wystarczy zawiesić na nim jakiś ozdobnik na łańcuszku. Dopełnienie oficjalnego stroju osób żeńskich, żakiet, może mieć krótkie rękawy. Z kolei męska koszula bez względu na pogodę ma być z długimi rękawami, chyba że latem w sytuacji umiarkowanie formalnej pozwala się na krótki rękaw: wtedy sięga on do łokcia. Osoba żeńska po zdjęciu żakietu z krótkim rękawem może odsłonić całkiem nagie ramiona. Styl nieoficjalny zacznę omawiać od jego wersji codziennej, odrobinę odmiennej od sportowej. W klimacie chłodnym i w warunkach zimowych styl sportowy nie zawsze ma zastosowanie i wtedy osoba męskoorganowa przywdziewa sweter – jest on zawsze gruby na tyle, że żadna przezroczystość nie ma miejsca, nie przylega też ciasno do ciała, zaś otwór na głowę i kark ma wymiary minimalnie konieczne do przeprowadzenia przezeń głowy. Istnieje wersja z kołnierzem zasłaniającym kark, czyli golf, oraz niezasłaniająca. Do tej drugiej praktykuje się ubieranie pod spód koszuli, której kołnierz szczelnie zasłania znaczną część męskiego karku – rozpięcie kołnierza (stan pejoratywnie nazywany koszulą rozchełstaną) uchodzi za przejaw wielkiego luzu i potencjalnie braku szacunku ze strony tak ubranego „mężczyzny” dla jego rozmówcy. Od pasa w dół, spodnie: koniecznie z tkaniny o znacznej sztywności, zawsze skrojone w sposób nieprzylegający do nóg, aby sylwetka użytkownika była masywna. Tylko do faktycznego uprawiania sportu mogą być noszone spodnie z nieco miększej tkaniny, której się nie prasuje, więc nie ma ona kantów psujących się podczas częstego zginania kolan – spodnie dresowe często szyje się z polaru. W warunkach letnich spodnie mogą być „krótkie”. Napisałem to w cudzysłowiu albowiem w każdym przypadku są one dłuższe niż u osób żeńskich, dla „mężczyzn” jest również mniej stopni długości/krótkości spodni, a ich noszenie obwarowane jest rygorami. A więc najkrótsze spodnie dopuszczalne w większości sytuacji sięgać muszą prawie do kolan (zwykle tzw. bermudy), albo być dłuższymi – do łydek (tzw. bojówki). Co więcej, poza stylem plażowym i wybitnie urlopowym, „mężczyzna” musi się czuć nieswojo z gołymi stopami, a więc w stylu sportowym nawet do sandałów nosić musi skarpety, które nie występują w innej postaci niż szmaciane. W pozaurlopowych sytuacjach męskoorganowi nie noszą nawet sandałów lecz zamknięte buty sportowe. Pod względem wizualnym w ten sposób mają na końcówkach nóg swoiste zgrubienia, „kukiełki”, które przydają ich sylwetce efektu masywności. Żeńscy użytkownicy odzieży mogą mieć w tych samych warunkach stopy bose lub w cienkich przezroczystych i przewiewnych wyrobach pończoszniczych w sandałkach z minimalistycznie cienkich paseczków albo w bardziej zakrywających butach, płaskich lub na obcasie, co pod względem wizualnym stanowi spójną i zgrabną kompozycję. W tym miejscu wypada opisać cechy konstrukcyjne butów adresowanych do osób męskich. Najwidoczniej producenci i projektanci widzą u osób żeńskich zupełnie inny organ ruchu niż u osób męskich. Dla tych drugich współcześnie nie wytwarza się modeli na obcasie wyższym od ok. 4 cm, a to z powodu przeświadczenia, że wyższy obcas „widać” (fraza zapamiętana przeze mnie z telewizyjnej wypowiedzi jakiejś mądralki-stylistki od ubrań „męskich”). Również ze względu na typ obuwia i porę roku zróżnicowanie modeli jest ograniczone. Są zimowe kozaki wsuwane lub zapinane na zamek błyskawiczny albo zawiązywane buty na długie wędrówki, przy czym wysokość cholewy jest najczęściej do ok. połowy łydki albo tuż pod kolana. Za kolana sięgają wyłącznie buty do specyficznych zastosowań technicznych, np. kalosze dla wędkarzy – wynika to zapewne z dogmatu, że „mężczyzna” nosi wyłącznie spodnie, zatem nie mają dlań zastosowania buty, których zapinanie lub wiązanie kolidowałoby z nogawkami spodni. Poza kozakami typowy jest but wiązany, gdzie spotykamy modele zakrywające kostkę lub odsłaniające ją (półbuty), zaś maksymalnym luksusem jest wykonanie części poszycia buta z plecionki. Oprócz półbuta wiązanego są też modele wsuwane, gdzie trzymanie się nogi w bucie osiągane jest wyprofilowaniem pięty lub gumką przebiegającą poprzecznie przez górę śródstopia, a rzadko przez zapinany pasek o takim samym przebiegu. Trzeba jednak zauważyć, że w szerokim zastosowaniu nie istnieją „męskie” wsuwane buty odsłaniające wierzch śródstopia albo z kombinatorycznym otwarciem na palce, pięty, powierzchnie boczne (tego rodzaju wzory zdarzają się sporadycznie w ramach specjalistycznego obuwia dla lekarzy) albo jeśli zbuntowany użytkownik wykona takie otwory sam. Jeśli spojrzymy na sandały dla osób męskich, zobaczymy niewielki pakiet modeli, a wszystkie będą zrobione z szerokich, masywnych pasków lub ewentualnie plecionki. Popularny jest też typ sandała z zamkniętą piętą i śródstopiem trochę odsłoniętym z boków oraz zakryciem palców z pasków. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że zwyczajowo „mężczyzna” nie nosi butów na bose stopy, a jedynym artykułem na stopy są koniecznie szmaciane skarpety, wszelki efekt wietrzący plecionej struktury półbutów a nawet prześwitów pomiędzy paskami sandałów jest znikomy. Również stosowanie szerokich i znacznie zakrywających pasków w sandałach „męskich” znacznie ogranicza możliwość opalenia stóp podczas codziennego poruszania się poza domem, tym bardziej, że w większości sytuacji społecznych męskoorganowi nie chodzą boso. W efekcie noszenia zawsze szmacianych skarpet i najczęściej zamkniętych butów, stopy „mężczyzny” nie są apetycznym składnikiem ciała, który ktokolwiek miałby ochotę dobrowolnie dotykać, a tym bardziej pieścić w celach erotycznych. Aby stało się to możliwe bez obrzydzenia na tle potu tam zgromadzonego i zgęszczonego w ciągu choćby kilku godzin normalnego funkcjonowania, należy wysłać męskiego partnera erotycznego na kąpiel. Defekt ten jest łatwy do uniknięcia dla osób żeńskich, których obuwie i wyroby pończosznicze pozwalają na uniknięcie pocenia wkraczającego na poziom obrzydliwy. Powyżej pasa „mężczyzna-sportowiec” (bo faktycznie z jakimkolwiek sportem nie musi mieć do czynienia!) męski nosi koszulkę, która poza wariantem z długimi rękawami istnieje w wersji z krótkimi, które wszakże sięgają niemal do łokcia. Tkaniny, z których uszyte są te krótkie lub dłuższe spodnie i koszulki zawsze są nieprzezroczyste i niemile widziane jest ich ścisłe dopasowanie do ciała (to uchodzi za przejaw homoseksualizmu!), ergo użytkownik takiej odzieży zawsze ma poczucie, że prócz ciała musi nosić na sobie pewne warstwy tekstyliów. Istnieją formy bezrękawnych koszulek również dla osób męskoorganowych w stylu sportowym – mają one krój koszulek gimnastycznych i najczęściej szarobure ubarwienie, co powoduje, że ich stosowalność społeczna ograniczona jest do środowiska pracy w warsztacie, środowiska faktycznie sportowego albo subkultury blokersko-dresiarskiej. Bezrękawne bluzki mają zastosowanie u osób męskich również w środowiskach muzyków estradowych w stylu rockowym – poza tymi ściśle określonymi sytuacjami i środowiskami wymagane są rękawy. Dodajmy, że żeński „sportowiec” dysponuje na takie sytuacje krótszymi spodenkami lub spódnicami oraz topami z rękawami długimi i krótkimi (nawet ledwie wychodzącymi poza bark!) oraz bez rękawów: z szerokimi lub cienkimi ramiączkami, których styl sportowy sugerowany jest przez nadruki, widoczne paski ściągaczy itp. Topy te mogą również odsłaniać brzuch, czyli nie muszą sięgać do pasa. W stylu sportowym dla wykonawców męskiej roli płciowej jest to nie do pomyślenia – każda bluza czy koszula sięgać musi tam, gdzie zaczynają się spodnie. I tylko spodnie!

Dla poparcia słownego opisu dołączam tablice – dla zobrazowania ubóstwa odzieży „męskiej” najzupełniej wystarczą dwa zestawienia, i nawet pobieżne spojrzenie Czytelnika bez odczytania tytułu tablic doprowadzi do niezawodnej konstatacji, który pakiet jest obszerniejszy i dostarcza użytkownikowi lepszych doznań.


Wypada dodać, iż koszula, której towarzyszy marynarka albo kurtka, to w istocie te same składniki, z których składa się mundur – jedynie na czas pokoju są wykonywane z cieńszych materiałów i w kolorach nieco innych niż maskujące na polu walki, lecz i tak bardziej burych, „stonowanych” aniżeli w artykułach dla osób żeńskich. Jeśli zauważymy, że mundur z kolei stanowi ewolucyjną kontynuację rycerskiej zbroi, stanie się jasnym, że ubiór męski symbolicznie nawiązuje do roli wojownika. Nawet w swej „pokojowej” postaci! Z kolei od pasa w dół mamy następującą feerię modeli:




Powyższa tablica odsłania żałosne wręcz ubóstwo form odzieżowych przeznaczonych dla osób męskoorganowych na obszar biodrowo-pośladkowy i nogi. Po pierwsze należy odnotować brak jakichkolwiek form otwartych, czyli bez podziału na dwie nogawki pod kroczem, gdzie umieszczony jest szew łączący je. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że cechą charakterystyczną samców jest posiadanie w kroczu organów reprodukcyjnych, a konkretnie wymagających chłodzenia jąder (z tego powodu ewolucja umieściła je poza obrysem tułowia!) oraz dobrze unerwionego penisa, to obyczajowy przymus noszenia spodni zakrawa na szczególną złośliwość wobec odgrywających rolę „mężczyzn”. Oprócz znoszenia niewygody polegającej na naciskach i tarciach wynikających z odzieży o takim kroju, użytkownicy spodni i tylko spodni przegrzewają swoje jądra, przez co narażają się na ich uszkodzenie i bezpłodność, a ta z kolei bywa przyczyną zerwania związku erotyczno-rozrodczego z osobą żeńską, jeśli stwierdzi ona niewydolność rozrodczą swego męskiego partnera (zwykle po 5 latach bez efektu). Jeśli przeanalizujemy implikacje z pozostałych artykułów „męskiej” garderoby, czyli skarpet o grubości zawsze nie mniejszej od szmacianej nieprzezroczystej i nieprzewiewnej tkaniny (z litości pominąłem onuce!), dojdziemy do wniosku, że w ogóle przegrzewanie ciała przez jego nadmierne okrywanie tekstyliami jest głęboko wpisane w stereotypową męską rolę płciową. Można skojarzyć niniejszy fakt z ewolucyjnym mechanizmem samczego handicapu, w ramach którego u samców pojawiają się niekorzystne cechy organizmu po to, by samice wybierały „najlepszego” samca, który mimo utrudnień prosperuje dobrze albo jest jeszcze w stanie pobić rywali. Jednym z przejawów takiego handicapu są grzywy wokół głów samca lwa, których funkcją (poza wątpliwą ozdobą) jest przegrzewanie głowy. Skoro w ewolucji gatunku homo sapiens (?) czynniki kulturowe przeplatają się stale z biologicznymi, można zasadnie domniemywać, iż kulturowy nakaz noszenia przyciężkiej i niewygodnej odzieży jest realizacją takiego właśnie mechanizmu. Być może również podwyższanie ryzyka samczej bezpłodności jest wkalkulowane w ten schemat poddawania samców próbie – w końcu produkcja spermy nawet po wyeliminowaniu pewnej liczby konkurentów zawsze przewyższa i przewyższać będzie produkcję dostępnych komórek jajowych, czyli podaż samca przewyższa rynkowy popyt. Permanentne przegrzewanie męskich stóp stanowi również próbę układu odpornościowego wykonawcy męskiej roli płciowej – skoro doskonałym środowiskiem dla rozwoju grzybicy stóp są zamknięte buty i doskonale uszczelniające szmaciane skarpety, w których szybko powstaje tropikalna wilgoć, samiec, który mimo tego utrudnienia nie zapada na grzybicę, a na dodatek jest silny i przebojowy względem swych męskich rywali, wydaje się być „doskonałym” partnerem rozrodczym dla samic-selekcjonerek, które wszakże dla siebie zagwarantowały przewiewne buciczki i pończoszki. Zauważmy, że suchy brud w postaci pyłu zbieranego z drogi na odsłonięte stopy nie prowadzi do hodowli bakterii dokonującej fermentacji potu zgromadzonego w szmacie i hodowli grzyba w tym wszystkim, zaś podwiew otrzymywany na obszar krocza nie jest potrzebny osobom żeńskim do zachowania fizjologicznego dobrostanu ich organów rozrodczych. Zatem wszystkie udogodnienia otrzymywane ze strony odzieży są w naszej kulturze udostępniane na opak – dostają je ci, którym nie są do niczego potrzebne, wykluczeni są natomiast ci, którzy faktycznie ich potrzebują. Nie wolno też pominąć antyestetycznego aspektu takiego przyodziewku jak szmaciana skarpeta – godząc się na codzienną produkcję masy potu i wchłanianie go w grubą szmatę, „dobry mężczyzna” demonstruje, że jego poziom postrzegania obrzydliwości jest położony znacznie wyżej niż u osób żeńskich, ergo nadaje się on na wojownika, który nie odmówi kontaktu ze spoconym, krwawiącym lub śmierdzącym nieprzyjacielem. Byłbym nieuczciwy, gdybym nie wspomniał o szczątkowej dostępności dla mężczyzn stylu dworsko-fantazyjnego: przecież męscy łyżwiarze figurowi na lodzie występują w bogato zdobionych i przylegających do ciała lub powiewnych trykotach! Podobnie profesjonalni tancerze lub uczestnicy konkursów tanecznych mogą mieć przezroczystości na torsie i ramionach, a nawet buty na obcasie! Jednak dopuszczalność tych nieco wyrafinowanych ubrań studzi wszelki entuzjazm – poza sceną albo lodowiskiem za taki strój można po prostu oberwać od głupio zaprogramowanych „braci samców”, a i osoby żeńskie z tym samym programem w głowach odnoszą się z pogardą do tak stylizowanych osób męskich. Poza tym w każdym przypadku obowiązuje dogmat spodniowy, zaś obcasowe buty dla tancerzy męskich zawsze są typu zamkniętego. Nie ma dla nich prawdziwie wysokoobcasowych szpilek, nie ma też sandałków ani form pośrednich, tak przyjemnych dla nóg pracujących w trakcie tańca. W istocie szyderstwo!

tPoprzednia

Następna


DO POZOSTAŁYCH STRON „CZĘŚCI I: DIAGNOZA”:

1

2

3

4

5

6

7

8


10

11