3Powrót (Pracownia Antyfaceta)

Podsumowanie

Jakkolwiek w czasach prehistorycznych oraz w okresie wojennego szaleństwa ludzkości definiowanie roli męskiej jako wojownika i jej wyraz w stosunku do męskiego ciała oraz cechach ubioru mogły mieć jakieś uzasadnienie, współcześnie i w mądrych krajach Unii Europejskiej taki stereotyp męskiej roli płciowej nie ma zastosowania.

Po pierwsze, znaleźliśmy się w grupie państw, które po szeregu wyniszczających wojen wyciągnęły wnioski i odtąd nauczyły się rozwiązywać swoje konflikty z państwami ościennymi na drodze pokojowej. Skądinąd silne i głęboko zakorzenione plemienne emocje, dawniej towarzyszące faktycznym wojnom, obecnie udało się znacznie okiełznać i skierować na obszar raczej nieszkodliwej rywalizacji sportowej, przy czym w codziennym życiu gospodarczym konkurencja przybrała formę walki opisanej regułami prawa uczciwie zrównującego uczestników życia gospodarczego. Natomiast potrzeby militarne w coraz liczniejszych społeczeństwach UE zaspokajają armie zawodowe, do których trafiają osoby wszelkiej płci, które dobrowolnie chcą ćwiczyć się w prowadzeniu walki i wykonywaniu zadań w sytuacjach ekstremalnych, ergo nie istnieje już potrzeba, aby KAŻDA osoba płci męskiej była uznawana za potencjalnego żołnierza i była faktycznie lub symbolicznie przymuszana do odgrywania roli wojownika. Powyższe zmiany nie otrzymały jeszcze swego odzwierciedlenia w stosunku do męskiego ciała, jaki jest przekazywany dzieciom płci męskiej.

Po drugie, wprawdzie codzienne życie wiąże się z uczestnictwem w rywalizacji, lecz jej uczestnikami są również osoby żeńskie, a przedmiotem jej jest dostęp do atrakcyjnych posad lub ekonomiczna konkurencja firm działających na rynku. Z tego z kolei wynika, że tępa fizyczna siła nie ma już zastosowania, a zdolność do przyjmowania i znoszenia fizycznych urazów nie jest już potrzebna osobom odgrywającym rolę mężczyzn, podobnie jak gotowość do zadawania fizycznie druzgocących obrażeń konkurentom jest prawnie niedopuszczalna poza areną sportów walki, wykonywaniem zawodu żołnierza i w ograniczonym zakresie – policjanta. Od prehistorycznych czasów i okresu dwudziestowiecznych wojen nastąpił pewien postęp cywilizacyjny i nawet osoby wykonujące wyżej wspomniane zawody związane z walką, stosowaniem przymusu bezpośredniego oraz działaniami w warunkach ekstremalnych (czyli: policjanci, żołnierze, strażacy, specjalistyczni ratownicy, rzeźnicy) nie mogą być psychopatami uwielbiającymi pognębienie przeciwnika, ani nie muszą w swym życiu prywatnym grać roli twardzieli, którym każdy hedonistyczny akt wobec ciała-którym-są jest obcy. Wprost przeciwnie – w Europie szanuje się osobę ludzką i ma ona prawo oddzielać swoje życie zawodowe od prywatnego, i tylko osoby całkowicie oddające się organizacjom religijnym są totalnie podporządkowane społecznej roli, jaką w nich spełniają (to jednak nie jest tematem tego eseju). Tak więc uporczywe podtrzymywanie militarnej symboliki w ubiorze „męskim” jest już całkowicie bezzasadne, chyba że tę samą symbolikę nadawano by ubiorom „damskim” i to z identyczną nachalnością, skoro obecnie również osoby żeńskie uczestniczą w rywalizacji na wszelkich frontach pospołu z osobami męskoorganowymi i wykonują te same profesje z nie gorszym powodzeniem. Podobnie anachroniczne jest przekonanie, że „mężczyzna” musi być masywnym osiłkiem, organizmem przyzwyczajonym do znoszenia niewygód, marnych warunków sanitarno-higienicznych i wyalienowanym od doznań zmysłowych, dzięki czemu mógłby on zachowywać swą bojową funkcjonalność pomimo obrażeń odnoszonych w fizycznej walce z wrogiem. Takich heroicznych dyspozycji można oczekiwać jedynie od osób dobrowolnie wykonujących zawody związane z ekstremalnymi sytuacjami, ale nie od wszystkich posiadaczy określonego typu narządów płciowych. Stąd też zupełnie niepotrzebne jest katowanie organizmu ćwiczeniami siłowymi wykonywanymi w wymiarze znacznie przewyższającym potrzeby rekreacyjne i fizjologiczne możliwości organizmu. Oprócz praktyki zwyrodniałej, gdzie „pakowanie” powiązane jest z przyjmowaniem preparatów hormonalnych zaburzających naturalną równowagę organizmu, trening siłowy prowadzi do wykształcenia nieproporcjonalnej masywnej, atletycznej sylwetki, a zasilanie organizmu wykonującego taki wysiłek treningowy wymaga spożywania dużych ilości mięsa – pokarmu energetycznie wydajnego, acz niezbyt zdrowego. Pojawiają się też naukowe hipotezy mówiące, że ciała o większej masie prosperują gorzej od mniejszych, co może wynikać z potrzeby intensywniejszego metabolizmu, większej liczby komórek do wyżywienia oraz większego prawdopodobieństwa patologicznych zmian (np. mutacji przy ich podziałach).

Po trzecie, odzież o charakterze sportowo-rywalizacyjnym, klimat społeczny promujący siłowy rozwój osoby męskoorganowej ponad rozwój intelektualny, prowadzą do eskalacji toksycznych i antyspołecznych postaw i zachowań osób męskich. Gromadzenie „broni” w postaci silnie umięśnionego ciała, sztucznie podniesionego poziomu męskich hormonów we krwi oraz ideologicznego kultu siły prowadzą licznych młodych „mężczyzn” do działań zagrażających nie tylko porządkowi społecznemu i dobru innych podmiotów (ludzkich i zwierzęcych), lecz również do szkód ponoszonych przez ich samych. Siła i agresja zgromadzone w osobniku płci męskiej domagają się ujścia, i jest nim uczestnictwo w bójkach, dopuszczanie się czynów przestępczych, a chociażby podejmowanie działań ryzykownych jak dzika jazda samochodem po alkoholowej zabawie na sobotniej dyskotece celem popisania się przed osobami żeńskimi. Mózg zaprogramowany w oparciu o współczesny wzorzec męskości nie jest dobrym gospodarzem/administratorem reszty swojego organizmu. Owocem jego działania mogą być nieodwracalne szkody pozostałych części organizmu w wyniku doznanych urazów, zaniedbań leczniczych i higienicznych oraz strata ważnego czasu w życiu wskutek ewentualnych wyroków za czyny niezgodne z prawem, tudzież przedwczesna śmierć w wyniku przestępczych porachunków. Innym efektem „męskiego” wzorca życia z kultem siły, rywalizacją, walką o dominację jest efektem jest wyższy stres doznawany przez osoby męskoorganowe przy czym zakres rekreacyjnych zachowań zorientowanych na jego złagodzenie jest ograniczony w stosunku do możliwości dostępnych osobom żeńskim. W rezultacie najczęstszym sposobem rozładowania tego stresu są toksyczne i uzależniające używki w rodzaju palenia tytoniu i picia alkoholu. Te z kolei, oprócz niebezpiecznych i potencjalnie letalnych zachowań w okresie intoksykacji tym drugim środkiem, prowadzą do kumulujących się uszkodzeń organizmu. Co więcej, prymitywne wersje naszej kultury odnoszą się pozytywnie do męskiej konsumpcji tych używek na zasadzie samczo-męskiego handicapu, tj. demonstrowania nonszalanckiego gospodarowania zdrowiem organizmu jako sygnał posiadania nieograniczonych zasobów tegoż zdrowia. Jako że nie ma nikogo o nieograniczonych zasobach zdrowia, „mężczyźni” ostentacyjnie szkodzący mu, tracą zdrowie i po prostu wcześniej umierają. W cyrku nie ma sentymentów, a zęby nie służą do otwierania kapsli... I lepiej mieć zęby własne, organiczne, aniżeli sztuczne.

Niestety, zamykając swój repertuar zainteresowań i sposobów zachowania się na kilku toksycznych obszarach kulturowo uznawanych za „męskie”, osoby odgrywające rolę „mężczyzn” tracą pokaźną część smaku życia. Nie korzystają z licznych hedonistycznych artykułów odzieżowych, nie stosują kosmetyków opóźniających procesy starzenia się ani maskujących je, wskutek czego ich wiek jest widoczny w postaci biologicznego zużycia organizmu, a to z kolei warunkuje jakość życia „mężczyzn” i ich relacji z otoczeniem, zwłaszcza żeńskim. Poprzez kulturowo uwarunkowany dystans „mężczyzny” od ciała-którym-jest, umysł męski odnosi się do potencjalnie niepokojących doznań zmysłowych opieszale, w związku z czym wysokie jest prawdopodobieństwo zignorowania objawów niebezpiecznej choroby; stereotypowy „mężczyzna” boi się wizyt u dentysty, prawie nigdy nie konsultuje się u dermatologa, a jego wiedza o kosmetykach przydatnych do pielęgnacji ciała lub witaminowych i mineralnych suplementach diety jest znikoma – takich rzeczy nie reklamuje się dla „mężczyzn” w przeznaczonych dla nich publikacjach. Wskutek tego obszaru abnegacji jakość męskiego życia na obszarze higieny jest niższa niż u osób żeńskich, a zdrowotne zaniedbania przyczyniają się do statystycznie krótszego trwania męskiego życia. Warto wspomnieć o instalowanej w męskich głowach barierze wstydu – ona z kolei skutecznie powstrzymuje odtwórców męskiej roli płciowej od dowiadywania się o „niemęskie” kosmetyki i technologie kosmetyczne oraz kupowania/korzystania z nich.

Również jakość męskich doznań erotycznych jest ograniczona przez presję na utrzymanie owłosienia ciała, które psuje doznania dotykowe pochodzące z kontaktu z ciałami osób żeńskich (pomijam tutaj aspekty erotyzmu homoseksualnego). Wspominane wyżej wyrobienie w „mężczyznach” psychicznego dystansu od doznań organizmu (bo powinien być przygotowany na znoszenie urazów typowych dla walki, a nie nastawiony na poszukiwanie pozytywnie podniecających doznań dotykowych) blokuje wykonawcę stereotypowej męskiej roli płciowej przed badaniem swego organizmu na okoliczność wrażliwych obszarów erogennych. W ten sposób męski uczestnik czynności erotycznych pozostaje nieświadomy istnienia takich obszarów ciała-którym-jest i nie korzysta z ich stymulacji, zaś ewentualna świadomość dodatkowych obszarów aktywnych oprócz końcówki prącia, najczęściej pozostaje wstydliwie ukryta przed partnerami erotycznymi, gdyż „nie wypada” o tym wiedzieć, rozmawiać, ani domagać się specyficznych świadczeń. A przecież, jako pełnoprawne, suwerenne, i cieszące się przyrodzoną godnością osoby ludzkie, mają pełne PRAWO być wychowywanymi w sposób uczciwy, tak aby wiedziały, że są różne modele życia i że prawem każdego człowieka jest mieć możliwość dokonania takiego wyboru, poszukiwania dodatkowych wartości erotycznych na własną rękę, i to w sposób nieskrępowany – bez obaw odnośnie „konsekwencji” w postaci porzucenia przez żeńską partnerkę, bez środowiskowej presji, i zanim kulturowo zaczadzeni wychowawcy wmontują przyszłym „mężczyznom” fałszywe ambicje prowadzące na manowce kultu siły. W istocie osoby odgrywające rolę „mężczyzn” podobne są do osób żeńskich trzymanych w ryzach opresyjnej kultury fundamentalistycznego islamu – gdzie w odcięciu od reszty świata urabiane są do uznawania za oczywistą normalność krzywdzących je przekonań o samych sobie i złych reguł życia, na mocy których traktowane są jak istota II kategorii. Szczególnie przerażające jest to, że same osoby poddawane kulturowo-religijnej opresji bezmyślnie podtrzymują ten stan rzeczy przez przekazywanie własnej pokornej podległości swoim żeńskim dzieciom. W świecie „mężczyzn” jest podobnie – sami wobec siebie spełniają rolę nienawistnego żandarma stojącego na straży własnego kulturowego upośledzenia i tępiącego próby wyzwolenia tej własnej swego rodzaju kasty z jej kastowych ograniczeń. Można oczywiście przyjąć takie mechanizmy jako uprawnioną i niezmienną cechę człowieczeństwa – ja jednak nie potrafię uznawać siebie i innych ludzi za służebny nawóz historii czy pokorny nośnik kulturowych wzorców, nawet gdy one im źle służą. Wolę być podmiotem niż przedmiotem i tego życzę sobie i wszystkim innym. Nie jestem sługą. Non serviam!

Czas nazwać syndrom chorobowy będący udziałem stereotypowych „mężczyzn” – proponuję pojęcie SMUTA MĘSKA. Myślę, że sformułowanie to jest adekwatne jako opis ubogiego stylu życia oraz umysłowej bierności typowej dla pokornego wykonawcy stereotypu męskiej roli płciowej, która pozwala ustawić człowieka jak bezmózgowy mebel w roli pod wieloma względami dla niego niekorzystnej, i która prowadzi go do takiego zaczadzenia i zaciekłości, że z agresją atakuje on osoby próbujące go z tego ograniczającego dołka wydobyć.

tPoprzednia

Następna (CZĘŚĆ II)


DO POZOSTAŁYCH STRON „CZĘŚCI I: DIAGNOZA”:

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10