3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Dalsze uczynki względem „duszy”

Następna

1 2 3 4

W pierwszej części rozprawki o pracy nad sobą w sferze psychiki skoncentrowałem się na sposobach wzbudzenia w sobie woli stanowczego wystąpienia przeciwko zastanym opresyjnym normom społecznego stereotypu męskiej roli płciowej. Pożądana przebudowa własnego „ja” obejmuje jednak inny ważny aspekt: nasz stosunek do otoczenia. Sądzę, że myślący człowiek powinien być świadomy sposobu, w jaki jego charakter jest wypaczony przez toksyczność wzorców zachowań wynikających z panującego obecnie stereotypu męskiej roli. Widząc tych przeraźliwie brzydkich, aroganckich, krzykliwych i na dodatek mocno zadowolonych z siebie i swojej głupoty młodych samców/mężczyzn, jakby w nagrodę za to otoczonych samicami/kobietami gotowymi się z nimi rozmnożyć po kilku piwach, doznaję mdłości i uczucia przerażenia na myśl o perspektywie rychłego odziedziczenia ich własnej degradacji przez potomstwo wynikłe z ich żywiołowego dorwania się do maszynerii rozrodczej, co prawdopodobnie między tymi laskami i facetami już zachodzi, i lada chwila może doprowadzić do nieplanowanej ciąży zakończonej wprowadzeniem do tego środowiska nowego, niczemu niewinnego człowieka o początkowo nieograniczonym potencjale, który od swych pierwszych chwil socjalizacji w tymże otoczeniu będzie ten potencjał tracić. Dlatego krzyczę, jak wołający na puszczy, zapewne naiwnie, bo z nadzieją, że choć jeden kandydat na mężczyznę na początku XXI wieku w Polsce po przeczytaniu tego kawałka tekstu skomplikuje się umysłowo i choć trochę wyjdzie poza wzorce dominujące w szkole, na blokowisku, w autobusie i tramwaju, na meczu piłkarskim, w szatni przed lekcją WF itp. A że nie potrafię z przekonaniem odwoływać się do Boga i zaklinać nań – dlatego musiałem natrudzić się trochę, by przedstawić uroki życia na pewnym poziomie komplikacji w jego postrzeganiu i z dążeniem ku rzeczom mimo wszystko trochę trudnym lecz przynoszącym satysfakcję nieporównanie większą aniżeli prymitywizm i jego wulgarne rozrywki. Satysfakcja ta jest natury intelektualnej, lecz w razie pełnego przyjęcia mojego modelu męskości, także ma charakter hedonistyczny i estetyczny (te ostatnie w związku z doznaniami zmysłowymi i troską o „własne ciało” poruszonymi w tekście „Uczynki względem ciała”).

 

Zapewne dla wielu niniejszy tekst stanowić będzie wyważanie otwartych drzwi – sprawy tu poruszane mogą okazać się oczywistością otrzymaną przez ludzi starszej daty w ramach wychowania w rodzinie i środowisku o odpowiednim poziomie kultury, gdzie nawet wychowanie na mężczyznę mogło nie być specjalnie degradujące poza samą sportowo-wojowniczą stylizacją ciała i ubioru oraz przekazem stawianych mężczyznom nierozsądnych a stresujących wymagań. W końcu ongiś nawet kandydat na mężczyznę miał możność przyswojenia sobie pewnej wrażliwości, kulturalnych manier oraz nabycia kulturowego zakorzenienia poprzez wiedzę i obycie wyniesione z dobrej szkoły i dobrego domu. Niestety, spostrzegam drastyczny spadek nawet tak ograniczonego przekazu wartości i przymiotów charakteru do zatrważająco wielkiej części współczesnej młodzieży obu płci, zaś szczególnie dotkliwie przejawia się to u młodych mężczyzn podlegających psychotycznej presji, by za wszelką cenę odróżniać się od (obecnie coraz bardziej psychicznie męskich) kobiet, co z kolei prowadzi ich do wyjątkowej, ocierającej się o przestępczość, degradacji. Stąd nadzieja, że chociażby przypadkiem trafi na tę stronę nastolatek pozostający pod przemożnym wpływem swoich rówieśników, którego zainteresowania są ograniczone, który lekcje w szkole odbębnia jako zło konieczne, którego nie pociąga żadna wiedza, a komputera używa on tylko, żeby pograć w grę-zabijankę, ściągnąć trochę pornografii albo połączyć się przez GG i łamaną polszczyzną poplotkować o niczym z podobnymi sobie kumplami. I którego rodzice z nim nie rozmawiają nie mając na to czasu albo, co jeszcze gorsze, nie mając „swoim pociechom” nic do przekazania poza prostym wzorem życia: robota/konsumpcja/frustracja/agresja. Chciałbym, aby Czytelnik ujrzał i został porażony tym, jak bardzo upadła jest obecnie męska rola płciowa wynikająca z współcześnie panujących wzorców przyjmowanych za oczywistość przez młodzież nienawykłą do zadawania krytycznych pytań i samodzielnego dociekliwego poszukiwania odpowiedzi na nie, do której być może on sam należy. Mam także nadzieję, że jeżeli trafi na ten tekst młody kandydat na mężczyznę, którego własne poczucie wrażliwości i smaku już napawają wątpliwościami odnośnie współczesnej męskości, to nabierze taki Czytelnik asertywnej determinacji do bycia bardziej sobą aniżeli mężczyzną według obecnych, jakże toksycznych wzorców, że uwierzy, iż to nie on wadliwy lub „nie dość męski” jest, lecz to męskość się stoczyła i w swym stylu panującym w Polsce i innych krajach postkomunistycznych nie zasługuje na kultywowanie. Wreszcie, chcę takiemu Czytelnikowi pomóc uwierzyć w istnienie całego spektrum alternatywnych wzorów męskości, spośród których będzie on w stanie wybrać coś dla siebie: od dość radykalnej negacji facetyzmu, jaką ja reprezentuję, poprzez umiarkowane formy metroseksualności, czyli większej dbałości o siebie lecz bez drastycznego przekraczania tabu, po wyrobienie w sobie pewnych intelektualnych nawyków i bardziej wyrafinowanych sposobów życia przy zachowaniu ograniczeń wyglądu typowych dla stereotypowej roli płciowej.

 

Oprócz różnych wad, których w tym momencie sam nie jestem świadom, tekst niniejszy ma ten zasadniczy defekt, że a) jest długi; b) niektóre zdania w nim też są długie i baaardzo złożone; i c) zawiera on czasami dość abstrakcyjne pojęcia. Czytelnik, dla którego powyższe utrudnienia są nie do przejścia, proszony jest przynajmniej o przeczytanie nagłówków. Zawsze jest jakaś szansa, że z czasem dają Mu one co nieco do myślenia. Zauważmy wszakże, że w prostych słowach można wprawdzie wykrzyczeć: „Żydzi/Pedały/Liberały do gazu” albo „Balcerowicz musi odejść”, lecz jeżeli chcemy cokolwiek naprawdę opisać, wyjaśnić i zrozumieć – musimy wyjść poza prostackie slogany i obelgi ku językowi pojęć abstrakcyjnych i czasami niełatwej składni, i czytając tekst z intencją zrozumienia trzeba też być przygotowanym na pewien wysiłek intelektualny, którego nie wymaga się m. in. przy oglądaniu teledysków, staniu przed blokiem czy na dyskotece. Natomiast Czytelnika wytrwałego i przygotowanego do wysiłku zapraszam do pełnej lektury od razu.

 

Nie bądź (tylko) mężczyzną – bądź człowiekiem!

 

W tradycyjnym wychowaniu na kobietę kulturoznawcy stwierdzają tak rygorystyczną eliminację agresji z modelowego żeńskiego zachowania się, że kobiety będące produktem takiego kulturowego programowania nie były nawet w stanie zastosować możliwej do podjęcia obrony koniecznej, która wszakże, by być skuteczną, prowadziłaby do fizycznego uszkodzenia („skrzywdzenia”) napastnika. W wychowaniu na mężczyznę jest odwrotnie: agresja jest premiowana i nie jest też przypadkiem fakt, iż większość przestępców to mężczyźni, pomimo formalnego ćwiczenia ich w posłuszeństwie wobec prawa. Jest to rezultatem instalowania w trakcie wychowania na mężczyznę kultu tężyzny fizycznej, nakazu nieustannego wypatrywania rywala i zajmowania wobec niego postawy nie tylko pokojowo-asertywnej ale wojowniczej. Efekt tego słychać już w rozmowach męskich przedszkolaków nieustannie licytujących się chociażby przytaczaniem ekstremalnych i wyolbrzymionych faktów o osiągnięciach własnych, własnej rodziny, lub chociażby po prostu znanych jednemu brzdącowi w odróżnieniu od pozostałych albo wplatania elementów rywalizacji nawet w przedszkolne zabawy o charakterze twórczym, co prowadzi jednoznacznie do praktyki ustalania przywództwa w grupie rówieśniczej, a więc relacji dominacji/podległości. Im dalej w wychowaniu na mężczyznę tym gorzej: po „niewinnym” przedszkolnym przekomarzaniu się na słowa, rychło przyjdzie czas załatwiania spraw i ustalania hierarchii w grupie na pięści – najpierw jeszcze o zabawki, ale niech no tylko pojawią się prawdziwe namiętności wynikłe z buzujących hormonów, gdy koleżanki zaczynają już paradować w cienkich rajstopkach i malować swoje buźki i pazurki a, potocznie mówiąc, kuśka zaczyna stawać! A tymczasem wraz z rozwojem społeczeństw w cywilizowanych i ustabilizowanych krajach wcale nie zachodzi potrzeba, aby każdy posiadacz męskich organów płciowych był choćby tylko rytualnie przygotowywany i stylizowany do spełniania roli wojownika: wraz z wejściem osób żeńskich na rynek pracy zawodowej, samce/mężczyźni nie konkurują już wyłącznie między sobą w ramach znanej ze starszych epok walki z innymi samcami o samice, o pozycję w stadzie, i co za tym idzie, o wielkość udziału w masie upolowanego mięsa. O to „upolowane mięso” obecnie walczy się zarówno z innymi samcami jak i z samicami, stąd też i metody tej walki muszą być inne: siła wulgarnego krzyku, agresywnej mimiki, pięści i kopniaków przechodzi do lamusa, a liczą się kompetencje mozolnie i systematycznie nabywane za młodu w szkole i na uczelni oraz wyrobiona w sobie pilność wykonywania swojej pracy, tudzież kreatywność – to z kolei albo ma się w sobie z genów albo nie. Także zabieganie o znalezienie partnera reprodukcyjnego nie musi już być realizowane przez pokaz siły pięści w stylu podpitych młodzieńców po dyskotece – skądinąd miłość, tak górnolotnie sławiona w niemal każdym produkcie naszej kultury, raczej nie w ten sposób powinna być inicjowana (no chyba, że i ona jest jedynie kolejnym złudzeniem!)... Współczesne społeczeństwo w nieznacznym tylko stopniu potrzebuje twardych męskich osiłków do służb typu policja, armia albo straż pożarna, przy czym nawet tam znajdujemy coraz więcej samic/kobiet nie ustępujących swoją przydatnością samcom/mężczyznom, a i sami mężczyźni te role spełniające nie powinni być zabijakami znajdującymi w agresji upodobanie i również muszą mieć rozwinięty intelekt wraz z przywiązaniem do pewnych ogólnoludzkich wartości (np. gotowość niesienia pomocy bliźnim w opresji). Także jako partner reprodukcyjny, osiłek-zabijaka nie rokuje zbyt dobrze w roli opiekuna potomstwa i dostawcy życiowej stabilizacji samicy/kobiety: bardziej przydatne jest posiadanie stałej i dobrze płatnej pracy, zaś takie posady nie są raczej charakteru fizycznego poza sportem i przestępczością. Ta pierwsza opcja obciążona jest ryzykiem niepewności sukcesu, zaś ta druga, pomimo krótkoterminowej atrakcyjności finansowej, obarczona jest wysokim ryzykiem przedwczesnej śmierci, nierzadko dotykającej także reszty rodziny, stąd mądrze kalkulujące samice/kobiety nie powinny w takiego partnera inwestować. Skoro równocześnie coraz częściej zauważamy, że samce/mężczyźni potrafią dobrze realizować się w zawodach i funkcjach opiekuńczych ongiś postrzeganych jako kobiece jak np. pielęgniarz albo rodzic/opiekun dzieci/pan domu, zatem dalsze kultywowanie postaw wojowniczych staje się sztuczne i coraz bardziej anachroniczne. Jakkolwiek faktyczny sposób wychowania na kobietę uległ radykalnym zmianom w kierunku wytworzenia poczucia podmiotowości, odblokowania pokładów agresji potrzebnych do obrony własnej a także realizacji życiowych ambicji, otwarcia się na samorealizację w różnych zawodach i funkcjach społecznych w niezależności od mężczyzny, i nawet wysoce roszczeniowym i utylitarnym stosunku do niego, wszechobecne w kulturze masowej wzorce dla kandydatów na mężczyzn pozostają daleko w tyle za faktycznymi zmianami realiów życia osób obu płci. W dalszym ciągu widzimy więc masowo produkowane filmy akcji pełne silnych, twardych, przed niczym nie cofających się męskich herosów hojnie zadających ciosy i niemal nie mniej chętnie je przyjmujących, których uczuć (poza widoczną w ich działaniach furią i determinacją) nikt nie trudzi się przedstawiać ni analizować. Przykładowo nawet niby psychologicznie pogłębiony o wyznawanie buddyzmu bohater kreowany przez Stevena Seagala jest w przede wszystkim „człowiekiem-armią” jak dość psychicznie prości bohaterzy Arnolda Schwarzenegera albo Silvestra Stallone’a, by nie wspomnieć o Chucku Norrisie, który wszakże w coraz większym stopniu stanowi ironiczny wzorzec coraz bardziej nieaktualnej męskości. Z drugiej strony jakoś mało jest w produkcjach medialnych wzorców osobowych mężczyzn odnoszących życiowy sukces i otrzymujących nagrodę w postaci związku reprodukcyjnego z mocno piersiastą osobą żeńską bez stosowania (w skądinąd cywilizowanym społeczeństwie!) przemocy – chociażby w słusznej sprawie, dla dochodzenia praw należnych sobie i innym. Nic tylko walczyć, walczyć i walczyć! Jak w od wieków opowiadanych bajkach o książętach-rycerzykach i księżniczkach przez nich ratowanych bądź uwalnianych ze złych mocy! Tak więc kandydaci na mężczyzn mają problem: z jednej strony w „realu” prowadzi się raczej uporządkowane życie w przewidywalnym i ucywilizowanym kontekście, gdzie liczą się: wiedza, praktyczne i cenione umiejętności, zdolność do uczciwej kooperacji z bliźnimi wraz z przestrzeganiem nie tylko litery prawa stanowionego lecz również niepisanych acz głęboko wrośniętych w obyczaj reguł fair play i społecznej solidarności. Z drugiej strony, ciąży nad nimi wyniesione z produkcji medialnych i (szczególnie w schamiałych, niskocywilizowanych społeczeństwach jak te w postkomunistycznych krajach) relacji w szkolno-podwórkowych-blokowiskowych grupach rówieśniczych przekonanie, że mianowicie wszystko trzeba w życiu osiągać przez chamskie rozpychanie się łokciami i obijanie komuś mordy, a główną relacją międzyludzką jest układ dominacja/podległość, natomiast przegrywa ten, kto jest wrażliwy i uznaje jakiekolwiek reguły gry. Im prędzej myślący samiec/mężczyzna zda sobie sprawę z bałaganu, jaki obecna kultura mu w głowie wytworzyła, tym lepiej: przebudowując swój stosunek do reszty świata można jeszcze ustrzec się błędów prowadzących do własnej przestępczości oraz emocjonalnego kalectwa niszczącego relacje z bliskimi. I przed frustracją niszczącą samego siebie, gdy okaże się, że życie wojownika wysoce stresujące jest a kandydat na „faceta”, samca alfa, twardziela – nie sprostał wymaganiom: zamiast przebojowym zwycięzcą i zdobywcą być, on tu ledwie dostał jakąś marną robotę przy rozładunku ciężarówek w markecie i na dodatek zrobił mu się wrzód żołądka. Oczywiście przez Żydów i Pedałów.

Następna

1 2 3 4

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)