3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Dalsze uczynki względem „duszy”

Poprzednia Następna

1 2 3 4



Wychodząc z domu nie idziesz na wojnę

 

Zatem oprócz opisanej w artykule „Uczynki względem ‘duszy’” przebudowy stosunku do seksistowkiej kultury i samego siebie musimy oczyścić z toksyczności nasz ogólny stosunek do otoczenia. Oznacza to, że przestajemy pozować na wojowniczego rycerzyka, który tylko wyszukuje wzrokiem potencjalnego rywala, konkurenta albo wroga celem podjęcia z nim bezpardonowej walki, a jedyną relacją międzyludzką, którą taki potrafi dostrzec, jest układ dominacja/podległość. Zamiast tego, otwórzmy się na szerokie i kolorowe spektrum odniesień do bliźnich: mogą oni być dla nas interesujący, inspirujący, pomocni, przydatni lub obojętni itp., możemy mieć podobne lub odmienne poglądy, upodobania, co nie wyklucza, abyśmy mieli z nimi poprawne i nawet przyjazne stosunki. I my możemy tak samo być postrzegani przez nich ciesząc się wzajemną życzliwością zarówno na gruncie podobieństw jak i różnic między nami. Nigdy wszyscy nie będziemy identyczni – nie udało się to w żadnym autorytarnym reżimie, zatem musimy się godzić z odmiennością pośród nas. Możemy się nie zgadzać i spierać na różne tematy, lecz musimy swym rozmówcom pozostawić prawo do pozostania przy swoich poglądach, tak jak i oni to samo prawo względem nas muszą respektować, zaś zmiana poglądów pod wpływem argumentów musi zawsze pozostawać aktem woli podejmowanym swobodnie przez nas lub naszego rozmówcę. Koniecznym do tego warunkiem jest uznanie RÓWNOŚCI pod względem godności, należnych nam i innym praw, wraz z uznaniem, że tak jak my nie życzymy sobie, aby nasze prawa były gwałcone, i my nie dążymy do naruszania praw innych. Nie oznacza to bynajmniej porzucenia wartości przez nas wyznawanych ani naiwnego braku gotowości do dochodzenia swojego interesu lub obrony koniecznej, jeśli staniemy się obiektem czyjegoś ataku – starajmy się jednak nie pozwolić sobie narzucić rozgrywania i rozstrzygania konfliktów i kontrowersji w prymitywny sposób oparty na agresji, bez względu na to, czy wyrażającej się „tylko” w słownej arogancji i chamstwie, czy również w fizycznym ataku. Zakładając, że nasz gatunek różni się w istotny sposób od innych gatunków zwierzęcych, stwierdzam, że jedną z tych istotnych różnic jest wyższy rozwój myślenia abstrakcyjnego i opanowanie języka. Pierwsze z tych osiągnięć pozwala wytworzyć w drodze wzajemnych uzgodnień zasady życia społecznego (czyli prawo i stosowne instytucje) i czyni ludzi zdolnymi do uznania nawet dla siebie niekorzystnego lecz słusznego rozstrzygnięcia sporu oraz racji kogoś innego. Drugie z naszych kardynalnych osiągnięć służy do porozumiewania się i negocjowania rozstrzygnięć w sprawach konfliktowych, tak więc siła i zastraszanie groźbą jej użycia wyrażoną językiem lub gestem arogancji i nienawiści stanowią sprzeniewierzenie się naszym najcenniejszym cechom gatunkowym. Oczywiście nie mam złudzeń, jakoby przestępczość i podłość mogły być całkowicie usunięte z życia społecznego, można je jednak znacznie ograniczyć wyzwalając osoby o biologicznej płci męskiej z toksycznego, walecznego i destrukcyjnego wzorca postępowania zawartego w społecznym stereotypie męskiej roli płciowej, w którym kult agresji wraz z przygotowaniem ciała do uczestnictwa w fizycznej walce zajmują poczesne miejsce obok dyrektywy brnięcia w zaparte, forsowania własnego interesu bez względu na ewentualny brak jego uzasadnienia w uczciwych normach i stosunkach z innymi członkami społeczeństwa. Jak zatem tego dokonać?

 

Bądź frajerem – uprzejmość to nie słabość

 

Zapewne musimy zacząć od wyzwolenia się ze stresu związanego z pośpiechem. Wiele niepotrzebnej rywalizacji i zbędnych gestów wrogości wynika z dzikiego pośpiechu. Są oczywiście sytuacje, kiedy obiektywnie musimy się śpieszyć, lecz poza nimi lepiej jest dać sobie i innym luz: nie walczyć jak lew o każde miejsce parkingowe najbliżej hipermarketu, wpuszczać popadających we frustrację kierowców oczekujących na wyjazd z podporządkowanej ulicy, nie używać wózka sklepowego jako czołgu, którym musimy koniecznie władować się przed a nie po innym kliencie. Przytrzymujemy drzwi sąsiadowi idącemu do domu z zajętymi rękami. Parkujmy na ograniczonym obszarze pod domem tak, aby i inni mogli się zmieścić. Sytuacji i przykładów, gdy toksyczne zachowanie się możemy zastąpić postępowaniem życzliwym i kooperacyjnym jest nieskończenie wiele i każdy może ich wykryć dowolnie wiele we własnych realiach życiowych. Niemniej, u podstaw takiej zmiany zachowania się, jest wspólny warunek: musimy porzucić tę toksyczną męską ambicję, która każe nam zawsze być pierwszymi, szybszymi, ważniejszymi od innych, a niemożność osiągnięcia powyższego każe nam interpretować jako najcięższą porażkę czyniącą z nas frajerów. W ten sposób uwolnimy się od ciężkiego stresu, a poprzez gesty uprzejmości przyczyniamy się do wzrostu podobnych postaw w naszym otoczeniu: wiele postaw i czynów ma charakter reakcji na zasadzie wzajemności: wykonując zatem nawet małe pozytywne gesty wobec nieznajomych (bo wobec znajomych i genetycznych krewniaków to nic szczególnego...), inwestujemy w klimat społeczny, z którego później sami mamy szansę skorzystać: jak tramwaj hamujący silnikami i zwracający prąd do sieci. Oczywiście nierzadko trafimy na skończonych chamów, którzy właśnie Twoją uprzejmość i kooperatywne nastawienie uznają albo za przejaw Twojej słabości, albo nie raczą nawet zauważyć Twego pozytywnego postępowania mając preinstalowane przekonanie o własnej nadrzędności wobec reszty świata. Mędrzec nie rezygnuje jednak z umiłowania mądrości po natknięciu się na głupca! Tak czy owak lepiej nie przykładać się do zalewu chamstwa i arogancji, więc nawet w takich przypadkach lepiej jest być przyzwoitym uzyskując jako minimalną nagrodę uzasadnione, choćby i trochę snobistyczne poczucie wyższej wartości własnej nad żulią. Ponadto można też mieć jakieś zawczasu wyćwiczone ironiczne ale formalnie nieobraźliwe reakcje językowe, które w przypadku spotkania z chamstwem można wygłosić bez ryzyka sprowokowania konfliktu, a z dobrym rokowaniem, że nawet w dość prostackiej głowie za jakiś czas coś zadzwoni. Podoba mi się hasełko: „Ja, proszę pana/ów jestem frajerem – chętnie poczekam. Proszę bardzo!” Myślę sobie, że nawet słowo „frajer” może uzyskać przy odpowiednim używaniu wartość miecza obosiecznego, uderzającego także w stosujących je jako pogardliwy epitet – jednym ze sposobów może być wręcz sprawienie sobie koszulki z widocznym napisem: Jestem FRAJEREM! Skądinąd życie w społeczeństwie „frajerów” byłoby znacznie znośniejsze niż wśród tych NIE-frajerów: bądź co bądź to frajerzy robią za friko różne pożyteczne rzeczy jak segregacja śmieci, naprawienie czegoś przy bloku mieszkalnym, zwrócenie uwagi na jakieś nieprawidłowości, i oczywiście są tak głupi, żeby na bieżąco płacić swoje należności, nie wynosić towaru z marketu poza kasą, kupować żarówki do mieszkania zamiast wykręcić je z piwnicy czy klatki schodowej, nie wynosić rzeczy z miejsca pracy, by nie wspomnieć o gotowości wystąpienia jako świadek w sądzie na rzecz kogoś pokrzywdzonego przez NIE-frajerów – tych, którzy lepiej „wiedzą, jak sobie w życiu radzić”. Notabene, takie udane odwrócenie negatywnej konotacji jest udziałem wyznawców chrześcijaństwa: śmierć Jezusa z Nazaretu na krzyżu uchodziła w imperium rzymskim za nader hańbiącą, a oni przez odpowiednią propagandę i obudowę symboliczną uczynili z krzyża znak symbolizujący pozytywny przekaz i z dumą noszony znak identyfikacji z religią. Podobną obróbkę powinny otrzymać inne inwektywy używane na „tej ziemi”. Na pewno frajerem też można być z podniesionym czołem!

Poprzednia Następna

1 2 3 4

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)