3Powrót (Pracownia Antyfaceta)



Dalsze uczynki względem „duszy”

Poprzednia Następna

1 2 3 4

Precz z badziewiem!

 

Jeżeli jesteś jeszcze młody a wokół panują wzorce męskości aroganckiej, krzykliwej i głupiej, powinieneś odcinać się od niej swoim stylem postępowania. Mam tu na myśli durne zachowania w rodzaju ruszania autem z piskiem opon albo ich paleniem, ostentacyjnego odtwarzania w samochodzie umcy-umcy, długotrwałego stania z kumplami pod blokiem albo „Żabką” z głośnym i pełnym wulgaryzmów porykiwaniem, nierzadko z piciem piwa na ulicy i demonstrowaniem gestów walki z ostatniej rozróby na dyskotece, pogwizdywaniem i nawoływaniem się na odległość, blokowaniem chodnika stojąc w zwartej grupie nieliczącej się z nikim innym itp. Oprócz bowiem zwykłego chamstwa dążącego do nachalnego zaznaczenia swojej obecności nawet sprowadzając zakłócenie cudzego spokoju, wygody i poczucia bezpieczeństwa, jedną z motywacji takiego postępowania jest próba zwrócenia na siebie uwagi samic – mechanizm postępowania nie różni się tutaj znacząco od tego, co robią młodociane samce aspirujące do pozycji samca alfa innych gatunków zwierząt stadnych, a zwłaszcza różnych małp. Oczywiście nie brak spauperyzowanych intelektualnie i kulturowo samic, które nawet trudno nazwać kobietami, a które reagują pozytywnie na takie wabiące sygnały i czują się dobrze w towarzystwie tego typu samców. Jeżeli jednak jesteś w stanie np. przeczytać niniejszy tekst ze zrozumieniem i zdarzyło Ci się na dodatek przeczytać w życiu jakąś książkę z wyjątkiem instrukcji obsługi jakichś urządzeń, „Mein Kampf”, „Poznaj Żyda” itp., to z pewnością Twoje miejsce nie jest wśród towarzystwa, które nic nie czyta, niewiele rozumie z otaczającego go świata i nie dąży do zmiany tego stanu rzeczy, a jednocześnie chce stanowić przedmiot zainteresowania, podziwu lub obaw otoczenia. I również sposób spędzania czasu i styl bycia takiego towarzystwa nie jest dla Ciebie właściwy, nawet jeżeli wśród tego rodzaju osób są Twoi rówieśnicy, z którymi ongiś na podwórku spędzałeś czas na dziecięcej zabawie nie czując żadnych różnic formatu osobowego i poziomu kulturalnego obycia. Nawet jeśli jeszcze nic specjalnego nie osiągnąłeś i wszystko dopiero masz przed sobą, jeżeli tylko dostrzegasz kiczowatość i marność tego rodzaju postaw i zachowań, umysłową pustkę takiego sposobu spędzania czasu, i choć trochę podejrzewasz istnienie treści, wiedzy i wartości pozostających poza kręgiem zainteresowania i dostępnością dla tych kolegów podwórkowych albo szkolnych, to albo już do tego społecznego dołka nie należysz, albo masz doskonałe szanse się z niego wyrwać poprzez inwestowanie w siebie.

 

Szanuj siebie – drugiej szansy nie będzie

 

Co rozumiemy przez inwestowanie w siebie? Po pierwsze edukację, nawet wbrew dominującej postawie negacji wobec szkoły i pogardy dla „kujona” – Ty ucz się i szukaj znajomości nowych faktów, ucz się kojarzenia ich i wyciągania wniosków, bo im więcej wiesz i rozumiesz, tym bogatszy i silniejszy swoim intelektem będziesz! Znajdź też sobie jakieś mądre hobby – związane z nabywaniem twórczych umiejętności i poszerzaniem wiedzy lub różnych sprawności! Nawet jeżeli jesteś w tej chwili nastoletnim jeszcze Czytelnikiem mojej strony i wydawałoby Ci się, że fajnie jest przebywać wśród kumpli między śmietnikiem a trzepakiem z piwkiem w ręku i wymieniać prosto wyrażone doświadczenia z domu względnie szkoły, nieskomplikowane dowcipy i plotki o życiu towarzyskim (kto z kim do kogo o co i jak?), to tak naprawdę z takiego spędzania czasu nic dla Ciebie nie wyniknie. Znając kronikę ostatnich zdarzeń libacyjno-dyskotekowo-łóżkowych nie zostaniesz uhonorowany przyjęciem na studia, uzyskaniem poszukiwanych na rynku pracy kwalifikacji i następnie dobrą posadą. Nawet, jeżeli pierwotnie wszyscy członkowie grupy rówieśniczej wydają się sobie równi i swojscy (poprzez wspólne zabawy i podobne postrzeganie typowych doświadczeń dla swojego wieku, wspólny slang i wspólną niemożność dogadania się z dorosłymi), wkrótce okaże się, że jedni pójdą „w górę” i zaczną w życiu osiągać różne rzeczy, a inni pozostaną jedynie z tym, co wynieśli z kontaktów podwórkowych przy wcześniej wspomnianym symbolicznym trzepaku i śmietniku, czyli z NICZYM. I ciesz się, jeżeli rodzice wysyłają Cię na jakieś prywatne i dodatkowe formy dokształcania, nawet jeżeli jest to z ich strony forma snobizmu – zawsze coś ubogacającego Ciebie z tego zostanie. Jedyne uzasadnienie buntu przeciwko dodatkowym formom kształcenia może być sytuacja, gdy dziecko jest wypychane do nauki bardzo specjalistycznych albo artystycznych umiejętności, do których brakuje mu talentu, natomiast samo dziecko ma świadomość posiadania predyspozycji do innej dziedziny.



A może imponuje Ci poczucie siły, jakie daje przynależność do grupy, w której po założeniu kapturów na łyse głowy stajesz się nierozpoznawalny i myślisz, że teraz możesz wszystko, i najwyższą satysfakcję czerpiesz z tego, że wzbudzasz strach? Użyj wyobraźni: czy zawsze będziesz silny i zdrowy, otoczony wobec Ciebie lojalnymi kumplami? I czy terroryzując otoczenie zdobędziesz czyjąkolwiek przyjaźń i szczerą akceptację, która zaowocuje gotowością udzielenia Ci pomocy, kiedy będziesz jej potrzebować? Zauważ, że kumple z grupy przestępczej lub niewiele od gangu różniącej się watahy nie należą do specjalnie emocjonalnych partnerów: w takich grupach jedynie uznaje się wspólny interes (co zależy od bieżącej sytuacji) a stosunki oparte są na dominacji silniejszego i bezwzględniejszego samca alfa nad resztą, tak więc gdy tylko dopadnie Cię jakaś osobista słabość – spodziewaj się, że natychmiast stracisz swą pozycję. Dlatego warto jest inwestować w inny typ relacji międzyludzkich i równolegle samemu się rozwijać. A to są procesy powolne, wymagające stałego wysiłku z Twojej strony. Tak więc, im wcześniej zdasz sobie sprawę z ograniczoności swojego czasu i potrzeby intensywnego wykorzystania go, a także z faktu, że krąg ludzi, z którymi przebywasz również jest istotny dla Twojego rozwoju, tym lepiej. Nie musisz bynajmniej w konfliktowy sposób zrywać z otoczeniem pozostającym na pozycjach życiowej stagnacji i przyjmującym niskie wzorce stylu bycia – można tego dokonać stopniowo oddalając się od nich i robiąc to, co trzeba po cichu, jedynie w ostateczności decydując się na wyprowadzkę z obszaru opanowanego przez prostactwo, by całkowicie im znikniąć z oczu. Współcześnie jest też niemało sposobów na znalezienie sobie godnego towarzystwa, w którym można spędzać czas w rozwijający sposób: służą temu clubbing i Internet. Dzięki temu ostatniemu, oprócz poszukiwania kontaktu z ludźmi o podobnych aspiracjach, można stosunkowo „bezboleśnie” uczyć się – długo by można wymieniać darmowe internetowe usługi prezentujące w prosty i poglądowy sposób wiedzę z różnych dziedzin. A nawet jeżeli lubisz np. żywiołową rozrywkę, jaką jest taniec, to możesz go praktykować i doskonalić wśród ludzi poddanych wstępnej selekcji w określonym klubie lub na imprezach w kręgu starannie dobranych i sprawdzonych przyjaciół i znajomych, zamiast na ogólno dostępnej dyskotece albo zabawie w remizie strażackiej, gdzie wszystko kończy się paradą agresji podpitych samców szukających ofiary, nad którą swą fizyczną przewagę mogliby okazać, przy licytacji pustogłowych piękności dążących do jak najszybszego złapania męża pośród samców rozbudzonych ich półnagimi ciałami. Są też i czysto fizyczne formy spędzania wolnego czasu prowadzące do zdobycia nieprzeciętnych sprawności i umiejętności jak parkour, akrobacje na rowerze, skateboard itp. i podjęcie nawet tych cokolwiek kontrowersyjnych spośród nich lepsze jest od pasywnego i ogłupiającego spożywania używek z kumplami niemającymi niczego mądrego do powiedzenia. Warto być sobą i warto być skomplikowanym pomimo przez media i obecną ekipę rządową lansowanej prostoty a nawet prostactwa: to nie prostacy przechodzą do historii, a w cywilizowanych społeczeństwach (do których i Polska kiedyś dołączy) lepiej być w tych warstwach społecznych, które nie wykonują najbardziej frustrujących prostych i niskopłatnych prac, a które dzięki wiedzy i rozwiniętemu intelektowi od razu żyją godnie a w razie potrzeby potrafią się przekwalifikować. Tak jak nie jest Twoją zasługą jeśli szczęśliwie się urodziłeś w domu o tradycjach intelektualnych, nie jest też Twoją winą, jeżeli trafiłeś do rodziny bez nich albo o cywilizacyjnie degradujących wzorcach. Jednakże w historii wielu jest znamienitych ludzi, którzy urodziwszy się w niskich klasach społecznych poprzez swój upór i mozolną pracę doszli do wielkich osiągnięć wbrew różnym przeciwnościom. Pamiętaj: żyjesz dla SIEBIE i to tylko raz! Czy chcesz zadedykować swe jedyne i niepowtarzalne życie miernemu otoczeniu chcącemu jak najwięcej ofiar sprowadzić do poziomu swej marności i także Ciebie w niej pogrążyć?

 

Gardź destrukcją

 

W ramach nauki męskości w grupie rówieśniczej często trzeba udowadniać swoją siłę robiąc rzeczy zabronione prawem lub słusznym obyczajem dlatego tylko, że są zabronione. Aby zabłysnąć przed kumplami i zdobyć wysoką pozycję pośród nich, możesz czuć się zobowiązany do uczestnictwa w aktach wandalizmu, napaściach na takiego czy innego „obcego”, mordowaniu i dręczeniu zwierząt, w najlepszym przypadku w malowaniu graffiti na obiektach, dla których to jest szkodliwe (np. drogie i eleganckie elewacje budynków, wagony kolejowe i ich okna). Okazji do siania krzywd, szkód i zniszczeń jest nieskończenie wiele – nie sposób wymienić nawet reprezentatywny pakiet przykładów. Środków do ich naprawienia natomiast najczęściej jest mało. Tak się bowiem składa, że zniszczenia czyni się łatwo, wytwarzanie dóbr i ich naprawa są natomiast trudne – wiążą się bowiem z pracą, czyli zorganizowanym wysiłkiem. Takie są realia świata: aby coś zrobić wbrew chaosowi, trzeba w to włożyć trud, tylko śmieci i paskudztwa występują w nadmiarze i nie trzeba ich ani szukać, ani wytwarzać. I tu musisz się zastanowić: czy chcesz w społeczeństwie być jedynie dostawcą śmiecia i funkcjonalnie BYĆ śmieciem? Jeśli bowiem nie masz żadnego dążenia, by robić dla innych coś pożytecznego, co i Tobie przyniosłoby szacunek na zasadzie uczciwej wymiany, to czymże innym będziesz jak szkodnikiem, pasożytem, którego prędzej czy później wyrzuci się jak tasiemca z organizmu? A jeżeli znasz kogoś ze swej rodziny, z czyjej pracy korzystasz, to zanim rozwalisz coś na ulicy, odrapiesz okna w tramwaju albo zaświnisz przez oplucie, wyrzucenie śmieci tam, gdzie stoisz – zastanów się, czy byłbyś gotów zepsuć efekt pracy tej osoby w jej obecności? Czy chciałbyś, aby efekt Twojej pracy był niszczony przez kogoś? Albowiem, aby ulice były czyste, aby sprawny był autobus, aby świeciła latarnia – ktoś te rzeczy musiał zrobić, zapłacić za nie i to także po to, abyś Ty z nich mógł korzystać! Czy chciałbyś, aby telefon publiczny okazał się zniszczony, gdy Ty będziesz potrzebował nagłej pomocy? Albo żebyś poślizgnął się na skórce od banana wyrzuconej na chodnik w miejscu zjedzenia tegoż banana przez jakąś bezmyślną osobę? Albo żeby dzięki brakowi oświetlenia bezkarnie ktoś Cię napadł i obrabował? Zechciej także zauważyć, że gdy wyrośniesz już ze swego szczeniackiego upodobania w niszczycielstwie, zechcesz się rozmnożyć i prawdopodobnie będziesz chciał swemu potomstwu zapewnić jak najlepsze życie. A w realiach fizycznych tego świata wszelkie wcześniejsze zniszczenia na planecie o ograniczonych i niezmiennych zasobach pogarszają warunki życia w przyszłości. Gospodarka wprawdzie poddaje nas iluzji, że jedynym problemem są pieniądze, stąd jeżeli tylko „stać” nas na coś, to możemy to zniszczyć, naprawić, i zniszczyć, i znów naprawić, i tak w nieskończoność. Nawet wydaje się, że im więcej jest do zrobienia, tym lepiej. Otóż nie całkiem: po pierwsze lepiej inwestować w rzeczy nowe niż stale jedynie odtwarzać rzeczy dotychczas zbudowane, a poza tym, zasoby surowców się kurczą i mogą nam się skończyć bardziej zaskakująco niż w Twym młodocianym rozumku Ci się zdaje! Dotyczy to w szczególności energii nieodwracalnie zepsutej na przykład do naprawy rzeczy zniszczonych przez rozwydrzoną młodzież! Wielki Wybuch miał miejsce tylko raz i już się nie powtórzy. Nie będzie nowej planety dla nas, już NIGDY na Ziemi nie powstanie żadne nowe złoże ropy naftowej, węgla ani uranu ponad te zasoby, które już istnieją i które otrzymaliśmy w spadku po dawnych epokach i procesach geologicznych oraz wcześniejszych pokoleniach, dzięki temu, że nie „przejadły” wszystkiego. I nawet w nieodległej przyszłości dla Twego dziecka może zabraknąć wody, benzyny, surowców do wytworzenia lekarstw, a przyczyną tego może właśnie być beztroskie marnowania ich przez wcześniejsze pokolenia, pośród których byłeś i Ty z kumplami, którzy dla przyjemności z trzasku i brzęku tłuczonego szkła uporczywie coś niszczyliście w swoim otoczeniu, brudziliście, kradliście na złom itp. zmuszając właścicieli i zarządców tego mienia do regularnego naprawiania tych szkód.



Ponadto spróbuj też przezwyciężyć typowy dla mężczyzn defekt psychiczny polegający na alienacji od uczuć: niechęci do odczuwania emocji własnych i wyobrażania sobie doznań cudzych. Zakładam, że nie jesteś (jeszcze) zdegradowany całkowicie i czujesz jakieś związki uczuciowe z kimś bliskim w Twoim otoczeniu. Jeśli tak jest, to czy uważasz, że wyrządzanie tej osobie krzywdy jest czynem obojętnym? Jeżeli bowiem nie sprawiasz przykrości swoim bliskim i znajomym, to czym się tak bardzo różnią nieznajomi, iżby mieli zasługiwać na cierpienie przez Ciebie im wyrządzone? Jeśli chcesz być człowiekiem i wśród ludzi dobrze żyć – naucz się EMPATII, czyli zdolności współodczuwania z innymi. Umiejętność ta skłania do unikania robienia innym tego, czego sam nie chciałbyś od nich doznawać – mechanizm ten w zasadzie ne wykracza ponad uczciwą wymianę handlową na zasadzie wzajemności! I nawet jeżeli oprócz głupoty wynikłej z marności wychowania od swych rodziców odebranego, motywacją dla młodocianego wandalizmu jest podświadoma frustracja na tle własnej marności, to zamiast się jej poddawać weź się w garść i zabierz się do roboty – do pracy nad sobą, do inwestowania w siebie! Frustracja nie jest Twoim przeznaczeniem, tak jak nie jest nim dożywotnie prostactwo, które zbyt pośpiesznie mogłeś zaakceptować zapewne pod wpływem widowisk typu „Bar” czy „Wielki Brat”, gdzie tak fajnie na ekranie się przedstawiali bohaterowie specjalnie dobrani pod względem prostoty umysłowej, niezdolni do sformułowania w spójny sposób choć jednej składnej myśli ale solidnie odżywieni, ubrani i potraktowani kosmetykami przez charakteryzatorów telewizyjnych. Życie to nie reality show – na szczęście.

 

Jeśli nie umiesz stwarzać życia – nie niszcz go

 

Po okresie wychowania prowadzonego przez opiekuńczą matkę (pomijam w tym rozumowaniu sytuacje, gdy matka też jest zdegenerowaną okrutnicą), pałeczkę przejmuje ojciec i wykorzenia z psychiki chłopca te szlachetniejsze składniki osobowości, które widział obcując jako dziecko z matką. Stąd w ramach utwardzania chłopców w wychowaniu na mężczyznę uczy się ich zabijania i dręczenia ofiar. Temu służy zabieranie kandydata na mężczyznę na polowanie, uczenie łowienia ryb wraz z nadziewaniem jeszcze żyjącego robaka na hak, a w kulturach toksycznych z modelem osobowym typu latynoskiego macho – wdrażanie w ichnie okrutne zabawy kosztem zwierząt jak corrida, walki psów lub kogutów itp. Mianowicie musi taki dzieciak przestać odczuwać cudzy ból i cierpienie: jeśli ojciec-autorytet mówi strzelaj! uderz! dźgaj! – to nie ma odwołania. Nauka dławienia w sobie uczuć wyższych opartych na empatii może opierać się na różnych mechanizmach. Można nauczyć się odnajdywać w sobie najciemniejsze instynkty, dla których ujściem będzie bicie i kaleczenie wroga lub ofiary z przekonaniem i zajadłością zbudowanymi na specjalnie na tę okazję spreparowanym negatywnym obrazie ofiar. Inny sposób osiągnięcia „pożądanej” degradacji uczuciowej to naśladowanie dominującego samca i przeniesienie na niego odpowiedzialności za czyn postrzegany jako naganny w dalszym ciągu, czyli presja autorytetu. Wreszcie można pozbyć się uczuć wyższych wskutek perswazji i manipulacji odwołujących się do ambicji męskiej, w ramach której następuje uszczerbek poczucia godności i groźba całkowitej jej utraty w razie okazania się „słabeuszem”, „mięczakiem”, „mazgajem” i w ostateczności „pedałem”. Ostatecznie, mając do czynienia z jeszcze bardziej toksycznym przypadkiem samca-ojca, w razie niechęci do krwawej rozprawy z przedmiotem polowania, bywa zastosowana groźba fizycznej agresji z jego strony: „albo ty zrobisz krzywdę swojej ofierze na mój rozkaz, albo sam doznasz odpowiedniej krzywdy ode mnie”. Podobne techniki łamania charakteru męskiego w kierunku uczynienia z mężczyzny posłusznej maszyny do zabijania stosuje się od wieków w wojsku. Otóż, jak inne wcześniej opisywane składniki męskiej roli płciowej, także nauka przekraczania tabu w zakresie zadawania fizycznej szkody innym bytom nie ma uzasadnienia we współczesnym życiu w cywilizowanym społeczeństwie. Nie zachodzi bowiem potrzeba polowania w celu zdobycia żywności: mięso się kupuje w sklepie, a jeśli wierzyć w przestrzeganie stosownych norm prawa odnośnie uboju zwierząt hodowlanych, to cały proces ma być zorganizowany w sposób minimalizujący ich ból i cierpienie. Stąd nawet rzeźnicy nie są dobierani pod kątem skłonności sadystycznych, zaś urządzenia służące do uboju zwierząt nie działają z założenia w sposób powodujący u nich doznania traumatyczne. Mądre społeczeństwa zdają sobie sprawę, że okaleczanie i dręczenie zwierzęcia nie różni się zasadniczo od analogicznych aktów przeciwko człowiekowi, więc skoro różnica jest wyłącznie abstrakcyjna, to lepiej nie wzbudzać w nikim gotowości do takich czynów, gdyż prędzej czy później uderzą one w ofiarę ludzką. Tym bardziej nikczemną praktyką jest nauka zabijania dla ćwiczenia, w ramach którego samiec-przewodnik „do krainy męskości” aranżuje zabijanie w sytuacji, gdy nie zachodzi bezwzględna konieczność tego aktu np. w obronie własnej albo dla zdobycia pożywienia niedostępnego w inny sposób. Celem takiego treningu jest wyrobienie w osobie ćwiczonej lub zaobserwowanie u niej podatności na wpływ autorytetu i skłonności do złamania normy etycznej nie szkodzenia innym osobom i bytom. Tymczasem w sytuacji, gdy nie potrafimy ani stworzyć żadnej żywej formy „od zera” (z mineralnych składników) i nie potrafimy też przywrócić do życia martwego organizmu – każdy organizm żywy jest niepowtarzalną wartością i pozbawienie go życia jest nieodwracalnym zniszczeniem tej wartości oraz wyrządzeniem temu organizmowi nienaprawialnej szkody, czyli krzywdy. Życie to nie komputerowa gra, gdzie po „śmierci” własnej lub innych bohaterów akcji można dowolną liczbę razy powtórzyć dany poziom. Dlatego też, jeżeli dopuszczamy się zabijania, musi być istotne uzasadnienie każdego tak destrukcyjnego aktu; może nim być obrona przed atakiem ze strony innego osobnika, może to być konieczność zdobycia pożywienia, może to być potrzeba znalezienia odpowiedzi na pytanie poszerzające naszą wiedzę w ramach eksperymentu naukowego. Jednak zabójstwo wyłącznie dla okazania posłuszeństwa, zademonstrowania „siły” woli, twardości męskiej, determinacji itp. to powody wtórne, sztuczne, i zbyt trywialne, by pozbawiać kogoś życia, dopuszczając się barbarzyństwa i żałosnej arogancji, bo tym właśnie jest zniszczenie ładu i organizacji przekraczających nasze zrozumienie świata i naszych możliwości twórczych lub chociażby naprawczych, odtwórczych. A propos „siły” i „twardości”: co najmniej w jednakowym stopniu można okazać te przymioty charakteru NIE zgadzając się na udział w mordzie rytualnym i przeciwstawiając się autorytetowi czy presji ze strony samca-przewodnika albo grupy. Takie sytuacje zdarzają się nader często w czasie wojny, gdy ludzie przyzwoici odmawiają egzekucji bądź torturowania jeńców tudzież gwałcenia schwytanych kobiet wroga wbrew woli dowódców lub całego żołdackiego kolektywu. Presja w takich przypadkach jest poważna: zwykle ten, kto odmawia udziału we wspólnej zbrodni sam zostaje uznany za wroga, czasami zaś staje się świadkiem lub skruszonym współsprawcą przed trybunałem osądzającym zbrodnie wojenne. Nie ulega jednak wątpliwości, że to tacy ludzie właśnie są bohaterami, a nie ci, którzy znaleźli chore upodobanie w zabijaniu. Jeśli siła może być ideałem, to taka właśnie antydestrukcyjna siła jest potrzebna, by świat czynić lepszym miejscem.

Poprzednia Następna

1 2 3 4

3Powrót (Pracownia Antyfaceta)