3Powrót (Teksty)

TRUDNA ROBOTA

Z POPIERANIEM PALIKOTA



Na polskiej scenie politycznej zamkniętej przez wzajemnie blokujące się partie PO, PiS, PSL, SLD, pojawienie się nowej siły jest marzeniem wielu wyborców, którzy co kadencję nie mają na kogo głosować i ostatecznie zmuszeni są wybierać mniejsze zło. Dlatego partia Ruch Palikota skupia na sobie nadzieje tej grupy wyborców i prawdopodobnie to ci zdegustowani chocholim tańcem starych partii przyczynili się do znacznego sukcesu RP w zeszłorocznych wyborach.



Pod wieloma względami RP stanowi nową jakość w polskiej polityce: mówi otwarcie o sprawach stanowiących w Polsce tabu z powodu hegemonicznej pozycji Kościoła katolickiego i bezradności innych partii w sprawach ideologicznych, których załatwienie potrzebne jest dla ucywilizowania kraju, jak świecki charakter państwa, uregulowanie związków partnerskich osób dowolnej płci, zasad dostępności techniki in vitro, itp. RP również dokonał symbolicznego obyczajowego przełomu przez wprowadzenie do Sejmu RP dwojga posłów z grup uznawanych za „niższą kategorię człowieka”: jawnego homoseksualisty walczącego o prawa dla tej grupy obywateli Roberta Biedronia i Anny Grodzkiej – pierwotnie prezeski fundacji Trans-Fuzja, otwarcie przedstawiającej swój proces uzgodnienia („zmiany”) płci. Przy obecnym układzie sił w polskim parlamencie, przy określonej strukturze ideologicznej w dominującej Platformie Obywatelskiej większość postulatów RP jest niemożliwych do realizacji, zatem partia ta musi pozostawać opozycją, licząc na większy sukces w kolejnych wyborach. Trzeba zatem jakoś przetrwać obecną kadencję, demonstrując opinii publicznej stałą gotowość do działania, żeby podtrzymać atrakcyjny wizerunek. Szef partii Janusz Palikot ma zmysł polityczny i inwencję do działań niestandardowych i happeningów, co może przyciągać wyborcę myślącego, a odstręczać osoby o światopoglądzie zdeterminowanym sztywnymi formami, symbolami i uległością wobec instytucjonalnych autorytetów (Kościoła). Działania i deklaracje Palikota byłyby jednak skuteczniejsze, gdyby prezentował on jakiś spójny ideowy przekaz i gdyby pod względem stylu uprawiania polityki istotnie różnił się od partii już zgranych albo jawnie groteskowych i niebezpiecznych. Z tym jednakże jest problem.



Moje zastrzeżenia do akcji RP mógłbym zacząć od dawnego happeningu przeciwko polskiej obecności w Iraku czy Afganistanie, wykonanego krótko po oddzieleniu się Palikota od PO, podczas organizowania zaplecza politycznego. W ramach tego „iwentu” stworzono kukłę martwego żołnierza z sortów mundurowych i elementów wyposażenia, co miało symbolizować, że nasz udział w tej kampanii jest niepotrzebny („nie nasza wojna”) i drogi. Mąż stanu aspirujący do sprawowania władzy nie powinien rozumować w kategoriach „moja chata skraja” – wojna ta jest prowadzona przeciwko arabskim terrorystom, którzy zaatakowali naszego sojusznika w NATO, USA, gdzie należymy dobrowolnie i stanowi to polityczną korzyść dla naszego kraju. Poza tym islamscy fundamentaliści destabilizujący sytuację w Iraku czy Afganistanie dążą do ustanowienia władzy nie tylko wrogiej Zachodowi, ale gwałcącej prawa człowieka przez religijny fundamentalizm i szariat. Jeśli jako Polacy uważamy się za europejskich albo i światowych pionierów walki „o wolność waszą i naszą”, to uczestnictwo w tych kampaniach dotyczy również i nas, bo wiąże się z naszymi wartościami, o których czujemy się władni pouczać także resztę świata, czy z których czerpiemy narodową dumę. Można oczywiście debatować nad sensem danej taktyki postępowania, ale nie podważać je w ogóle, bo nieuchronnie trafiamy na wartości podstawowe.



Happening o żołnierzu był w okresie, gdy Janusz Palikot starał się wyraziście różnić się od swej poprzedniej partii, Platformy Obywatelskiej, której oddanym członkiem był jeszcze niedawno. Pod względem taktyki było to zapewne konieczne, ale różnienie się na siłę zawsze rodzi wątpliwości i wygląda groteskowo, zwłaszcza gdy dla samej różnicy trzeba podważać poprawne działania dawnych towarzyszy. W przypadku totalnej krytyki polskiej wojskowej obecności na Bliskim Wschodzie Janusz Palikot podważył także kilka lat swojej intensywnej i lojalnej pracy na rzecz PO, gdzie był człowiekiem oddelegowanym do ostrej i niekoniecznie eleganckiej walki słownej z głównym adwersarzem – PiS. Gdy usamodzielnił się, nie powinien jednak Palikot udawać, że tak dogłębnie w każdej sprawie różnie się od PO – w przeciwnym razie nasuwa się pytanie, gdzie miał przez kilka lat oczy, gdy w swojej dawnej partii był i kiedy tak radykalnie zmieniły się jego przekonania programowe. Mniej więcej w okresie ostatniej kampanii wyborczej stało się głośno o książce Palikota na temat jego dawnych kolegów z PO, w której poddaje ich nie tylko krytyce, ale opowiada różne szczegóły mające obnażyć marność ich charakteru. Od takich miernot chyba można było oddzielić się wcześniej?



Kolejnym momentem utrudniającym jednoznaczne opowiedzenie się za RPP był happening na dzień 8 marca, podczas którego posłowie i członkowie RPP wręczali kobietom prezerwatywy. Wprawdzie w ten sposób można odróżnić się od sztampowych szarmanckich mężczyzn, którzy w tym dniu całują damy w rąsię i dają im goździk, podobnie jak od peerelowskich zakładów pracy, gdzie obok goździków były rajstopy z elastilu, ale coś jest nie tak w ideologicznej wymowie tego aktu. Zwykle prezerwatywy daje się żołnierzom do plecaków z osobistym wyposażeniem, żeby chodząc w przerwach na wojnie „na dziwki” albo gwałcąc „kobiety wroga” nie złapali jakiejś choroby wenerycznej. Pozostali kupują prezerwatywy za własne pieniądze, a jeżeli prezentuje się je osobom żeńskim, potocznie zwanym „kobietami” w dniu ich święta, to nasuwa się interpretacja, że powinność zadbania o antykoncepcję lub ochronę przed zabójczymi wirusami spoczywa na barkach jubilatek tego dnia. Czyli że to one muszą uważać, żeby przypadkowo nie zostać zapłodnionymi albo nie złapać HIV-a, zaś ich męscy partnerzy tymi drobiazgami martwić się nie muszą. Zatem ten ukłon w stronę kobiet w dniu ich święta był chybiony – wpisał się w poetykę patriarchalnego, instrumentalnego podejścia do kobiety jako erotycznej zdobyczy mężczyzny, która o swoje „sprawy kobiece” dbać musi sama, przy czym do nich należy ewentualne potomstwo ze współżycia. Palikotowcy jednak przedstawiają siebie jako partię wartości europejskich, współczesnych i lewicowych, więc taki wyprysk seksizmu kontrastuje z deklaracjami programowymi tej partii. Rzecz była w najlepszym przypadku nieprzemyślana, ale może po freudowsku ujawnia podświadome myślenie?



Jeszcze cięższą wpadką było nazwanie ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina przez Janusza Palikota „katolicką ciotą”. „Ciota” to słowo powszechnie używane obecnie jako obelga względem osoby płci męskiej, która pod względem wyglądu i zachowania odstaje od panującego wzorca twardego mężczyzny albo jest też homoseksualny. Do obrony szefa przed mediami po tym zgrzycie przystąpić musiał Robert Biedroń, przedstawiciel mniejszości homoseksualnej w Polsce. Zadanie miał niełatwe: jak przedstawić obelżywe słowo szefa jako niewinny epitet. Odwołano się do specyficznej terminologii Gombrowicza, gdzie „ciota” być może oznacza osobę nieudolną, bo oczytany w Gombrowiczu Janusz Palikot stamtąd to wziął. Niemniej jednak dobrze byłoby znać współczesny język polski z jego slangową terminologią, w tym także mowę nienawiści – można się z tym zaznajomić albo naukowo, metodycznie – przez studiowanie naukowych omówień polszczyzny, albo kanałem kulturowym – oglądając filmy, czytając współczesną literaturę, lub słuchając żuli w naturze. W najlepszym razie gafa ta wynika z językowej niewiedzy, a w najgorszym – z mentalnej rozbieżności pomiędzy głębokimi przekonaniami lidera RPP z wartościami deklarowanymi w programie.



W dniu 1 maja RP podjął wysiłki, by wpisać się w świadomości polskiego wyborcy jako partia bardziej lewicowa od SLD, które wszakże nie kwapi się do bliskiej współpracy. W sążnistym przemówieniu o całokształcie spraw kraju Palikot przedstawił całościową wizję państwa i gospodarki, a w niej ideę, że państwo powinno tworzyć miejsca pracy i budować zakłady, bo tak jest nowocześnie, z interwencjonizmem państwowym, nieliberalnie a społecznie. Nie wiem, czym miałyby różnić się fabryki zbudowane przez państwo teraz, „nowocześnie”, w celu stworzenia miejsc pracy, od tych budowanych przez PRL, czyli komunę. Wtedy prawie cały aparat wytwórczy polskiej gospodarki był państwowy i skończyło się to źle. Gdy państwo buduje przemysł z intencją osiągnięcia pełnego zatrudnienia, momentalnie rodzi się pokusa manipulowania gospodarką tak, aby w okresach złej koniunktury firmy trwały w niezmienionym kształcie i zatrudnieniu. Tym samym może zostać wskrzeszona potrzeba państwowego monopolu na rynku walutowym i ustalania sztywnego kursu, co z kolei prowadzi do deficytów walut obcych, i powstania rynku oficjalnego oraz czarnego. Gdy się produkuje i sprzedaje za mało, a trzeba godnie płacić wszystkim zatrudnionym w lepszych czasach, skądś trzeba wziąć pieniądze. Najprościej jest je dodrukować – przed przyjściem Balcerowicza mieliśmy hiperinflację wskutek takich działań państwowego pracodawcy. Więcej szczegółów tej myśli ekonomicznej poznać można z prac o historii PRL-u – w każdym razie nie jest to program dla współczesnej Polski, nawet jeśli w dobie globalizacji ponownie trzeba przemyśleć priorytety gospodarek (np. pogoń za zyskiem i wzrostem). Jeśli teraz mamy wrócić do państwowej gospodarki, to po cóż było obalać komunę? Czy te koncepcje gospodarcze wniósł może kręcący się przy szefie RP Piotr Ikonowicz?



Jedną z najnowszych wpadek szefa RP pod względem stylu uprawiania polityki jest użycie taktyki insynuacji wobec polityków PO z Gdańska: Agnieszki Pomaski, Tomasza Arabskiego i Sławomira Nowaka, a ponadto Jarosława Gowina w kontekście skandalu z piramidą finansową Amber Gold – Palikot twierdzi, że Gowin przybył do Trójmiasta z misją ukręcenia łba sprawie, a przesłanką mającą świadczyć o związkach Amber Gold z polityczną konkurencją RP ma być fakt, że „…to bardzo małe środowisko trudno sobie wyobrazić, że nie płacił na PO.” Warto zauważyć, że Marcin P. jest znany jako oszust stosunkowo od niedawna – zaczęło się to od zawieszenia lotów OLT Express – przedtem był prawie celebrytą robiącym błyskotliwy biznes, więc kontakty z nim nie były dla nikogo trefne. Pieniądze podprowadzone klientom Amber Gold przyjmowali w dobrej wierze: i ekipa kręcąca film Wajdy o Wałęsie, i ogród zoologiczny wraz z jego rezydentami, i rzymskokatoliccy zakonnicy. Teoretycznie również PO mogłaby coś przyjąć, o ile odbyło się to zgodnie z prawem o finansowaniu partii politycznych. Pod presją pytań dziennikarzy drążących sprawę, polityk RP oddelegowany do obrony szefa twierdzi, że jest to tylko zadawanie ważnych pytań.



Otóż zadając takie niewinne pytania z sugestią kontaktów wyżej wymienionych osób z Marcinem P., Janusz Palikot ewidentnie liczy na zdyskredytowanie ich w oczach opinii publicznej, chociaż nie jest w stanie przestawić żadnych przesłanek świadczących o ich udziale w oczywistym oszustwie Marcina P. czy o czerpaniu zeń korzyści – samo działanie polityków w Gdańsku i okolicach nic nie przesądza. Technikę sugerowania nienazwanych przestępstw politycznych rywali stosuje nagminnie Jarosław Kaczyński w postaci zawoalowanych oskarżeń o nie wiadomo co w konwencji: „coś wiem o kimś, ale nie mogę powiedzieć” albo przez sugerowanie reprezentowania obcych interesów lub wręcz zdrady w związku z zagranicznymi powiązaniami kapitałowymi. Natomiast samą formę pytań sugerujących przestępcze działania konkretnych osób publicznych pokazał Andrzej Lepper i słusznie odpowiedział za to przed sądem. Gdy RP pod względem programowym jest na przeciwnym biegunie niż PiS, to dlaczego używa metod podobnych do tej jawnie antydemokratycznej partii?



Gdy tak raz po raz szef Ruchu Palikota popełnia błędy, gafy albo podejmuje działania w złym stylu, nasuwa się obawa, że zgodnie z negatywnymi prognozami komentatorów po wyborach z 2011, partia ta zaistniała jeden raz i tylko na chwilę, a potem z politycznej sceny zejdzie. W ten sposób obiecujący początek wraz z przełomowym wprowadzeniem do polityki osób z grup spychanych na margines społeczeństwa takich jak Anna Grodzka i Robert Biedroń może zostać zmarnowany. Gdy nastąpi powrót do starej praktyki, w ramach której lewicowcy z SLD deklarują walkę o prawa mniejszości, lecz bez przyjmowania jej w swe szeregi, odrodzi się też stara relacja partii politycznej złożonej z heteronormatywnie poprawnych typów ludzkich i ich niemych „klientów” bez własnej reprezentacji. W ten sposób utrwalać się będzie społeczne przyzwyczajenie do trzymania obywateli odmiennych w getcie i załatwiania ich spraw ponad ich głowami. Jeśli Ruch Palikota osunie się w niebyt po jednej kadencji Sejmu, reprezentowane przezeń sprawy pozostaną w Polsce niezałatwione przez kolejne 10 lat. Dlatego sugeruję, żeby nie marnowano dotychczasowego osiągnięcia, którym jest samo wykreowanie formacji politycznej mówiącej o ważnych sprawach będących w Polsce tabu. To jednakowoż wymaga głębokiego przemyślenia słów i czynów, aby układały się one w spójny i rozsądny przekaz. Tego można przecież oczekiwać od lidera z wykształceniem filozoficznym, który potrafi też robić pieniądze.



Poza tym, czy w Polsce nie da się zmontować partii rozsądnej gospodarczo, przyzwoitej obyczajowo i nastawionej na wartości inteligenckie, w tym na faktyczny rozdział Kościoła od państwa? Jeśli nie będzie nią RP, to kto? I kiedy?!



Antyfacet RP