3Powrót (Teksty)

Po Marszu

A więc mieliśmy tu we Wrocławiu w piękną letnią sobotę 2.10 Marsz Tolerancji, czyli poniekąd tradycyjny Marsz Równości. Grzechem byłoby nie ubrać się lekko i ładnie: przywdziałem blado czerwony top na ramiączkach z dużym dekoltem z przodu i na plecach, dobrze przylegającą jeansową spódniczkę do połowy ud i granatowe sandałki na klinie średniej wysokości – zakładałem, że skoro idę na demonstrację, muszę mieć buty pozwalające na swobodnie szybkie przemieszczanie się po wrocławskich brukach. Na wszelki wypadek zabrałem z domu pakiet z alternatywnymi ubraniami, lecz właściwie wszystko wyglądało na przyjemną majówkę wśród przyjaciół i licznych porządnych, głównie młodych, ludzi o twórczym, wielowymiarowym, kolorowym nastawieniu do życia. Wyczuwalna wśród uczestników Marszu była życzliwość i ciekawość drugiego człowieka – zawsze odbywam szereg interesujących rozmów i nierzadko po demonstracji nawiązuję nowe kontakty. Pod względem ideologicznym zamierzałem swą obecnością poprzeć postulaty „lobby homoseksualnego”, czyli żądania ustawy o związkach partnerskich, żądania traktowania jako równoprawnego obywatela RP, stworzenia atmosfery bezpieczeństwa fizycznego i psychicznego, w której osoby homoseksualne i odmienne w inny sposób nie bałyby się ujawnić przed społeczeństwem i rodziną. Miałem też mój osobisty pomysł ideowy i dla jego realizacji przyniosłem własną flagę narodową (produkcji chińskiej) – postanowiłem paradować z flagą, by pokazać, że geje, lesbijki i inni odmieńcy nie są, jak niemądrze twierdzi pan Janusz Korwin-Mikke, jakimś obcym elementem przyniesionym z „zepsutego” Zachodu do „zdrowych” krajów postkomunistycznej słowiańszczyzny, lecz że jest wprost przeciwnie: jesteśmy synami, córkami i innymi kategoriami ludzi Z TEJ ZIEMI, TU się urodziliśmy, TU wkładamy w pracę nasz trud, wiedzę uzyskaną podczas studiów i indywidualną kreatywność, wreszcie TU płacimy podatki. I jeśli Ojczyzna nie uznaje potrzeby zrównania naszych praw z sytuacją hegemonistycznej większości, nie dostrzega zagrożeń wynikających z negatywnych stereotypów panujących na nasz temat, to Ona, Najjaśniejsza Rzeczpospolita, poprzez elity stanowiące prawo i sprawujące władzę wykonawczą traktuje część swoich dzieci po macoszemu, złą matką okazując się. A to jest to poważny defekt demokracji: zapłakać powinna Matka Polska, i to znacznie bardziej niż nad potłuczoną za zdrowe honorarium twarzą Adamka po natknięciu się na Kliczkę. Obserwując przez dwie dekady niepodległości, jak używa się Biało Czerwonej przy byle demonstracji robotników podburzonych przez związkowców i sypiących miał przed ministerialnymi budynkami, by wydębić kilkuset złotową podwyżkę albo powstrzymać upadłość zakładziku produkującego niepotrzebne byle co, nie mam najmniejszej wątpliwości, że część społeczeństwa lojalna wobec swojego państwa, gdy ono lekceważy ją, też w pełni zasługuje na protestowanie z narodowymi barwami nad głową. Stąd flaga narodowa towarzyszyła mi podczas demonstracji; zauważyłem jeszcze dwie inne osoby, które wpadły na ten pomysł. Aha, przecież nacjonaliści obrzydzający święto 11 listopada nie mają żadnych zahamowań przed noszeniem flagi, gdy wykrzykują coś o wielkiej Polsce, lecz bez praw ludzkich i z nienawiścią w głosie. I pomimo niesmaku nikt im krzywdy za to nie robi ani przed sądem nie oskarża.






Fot. z lewej – Magda Reyman, fot. powyżej – Anna Smarzyńska



Niestety nie była to beztroska majówka. Już na początku usłyszeliśmy, że co najmniej dwie dziewczyny zaangażowane w Marsz zostały pobite po drodze na miejsce zbiórki. Rozeszły się informacje o tym, z której strony Rynku należy podchodzić, a z której nie. Zastosowałem się do sugestii, choć idąc właściwym kursem i tak natykałem się na ewidentnie wrogo do mnie nastawionych osobników, z których jeden patrząc spode łba zadał mi pytanie: „No jak ty wyglądasz?” Odpowiedziałem: „Dobrze!” Właściwie należałoby ignorować zaczepki dotyczące mojej prywatności – w końcu nie mam obowiązku tłumaczenia się przed przypadkowymi przechodniami z moich ubraniowych decyzji, lecz postanowiłem być aż nadto uprzejmym – niech gość przynajmniej zauważy, że my, po tej stronie policyjnego kordonu, jesteśmy nastawieni na dialog. Owszem, gdybym nie szedł na demonstrację, umieściłbym na sobie jakieś ozdobniki w rodzaju łańcuszka z wisiorkiem, gdybym miał ogólnie więcej czasu – poeksperymentowałbym z makijażem, no i założyłbym buty na wyższym obcasie, które lepiej wpływają na moją postawę. Wyglądałem na pewno skromniej niż można by chcieć, ale wciąż dobrze. I to lakonicznie powiedziałem łysemu nacjonaliście prosto w oczy. Jak człowiekowi, który powinien to przeanalizować. Myślowo. W końcu dostał sygnał, że można mieć różne pojęcie dobrego wyglądu. Inną implikacją tego jest, że i on, i ja mamy prawo stylizować się po swojemu. Gdyby był jeszcze trochę bardziej intelektualnie przenikliwy, mógłby zauważyć, że ja przecież nie czepiałem się jego wyglądu, a skądinąd też mogłem mieć zastrzeżenia. Mogłem pytać: „Co ci się chłopie stało – taki młody, a już łysy? Czyżby chemioterapia? Widziałeś może w lustrze, jaki brzydki jesteś?” Albo: „No jak mogłeś z siebie coś takiego zrobić – wyglądasz jak maszyna oblężnicza. Idziesz na jakąś wojnę?” I wiele innych. Ja jednak rozumiem, że każdy jest panem siebie, i może siebie kreować, jak mu się podoba, nawet upodabniając się do tarana. Chodząc już parę lat po Wrocławiu widziałem i Jasia-Pawieoko, i starszego gościa w zabawkowym hełmiku żołnierskim z karabinkiem w tym samym stylu... I nigdy nawet by mi nie przyszło do głowy zagadywać, co im się stało, że tak wyglądają ani wyrażać sugestii, że coś z nimi jest nie tak, gdzie mają się leczyć albo co im zrobimy, jeśli leczenia nie podejmą. Dlatego chcę dla siebie tylko tego samego – nawet, gdybym sobie biuścik zrobił, będzie to tylko i wyłącznie MOJA rzecz, albowiem MOJE CIAŁO, MÓJ WYGLĄD i MOJE ŻYCIE należą DO MNIE! Jeśli budzę jakieś zdziwienie albo nawet wstręt, to kultura w cywilizowanym kraju przewiduje inne sposoby dowiadywania się przez otoczenie, co w ten sposób wyrażam i dlaczego – są wolne media, mogą do nietypowej jednostki się zgłosić, i za jej zgodą opublikować materiał wyjaśniający. Poza tym odnoszenie cudzego wyglądu do siebie i swoich upodobań to jakaś umysłowa choroba: przecież ja nie chodzę po mieście i nie podrywam nacjonalistycznych chłopaków, a właściwie nikogo nie nagabuję do czynności erotycznych ze mną, zatem nie ma w ogóle powodu, by myśleć o tym, czy jestem apetyczny czy nie. Jednakowoż NIE ma obowiązku tłumaczenia się ze swojego wyglądu przed byle przechodniem, i to jeszcze chamskim – zauważmy, że młodzieniec ten nie wiedział nawet, że do nieznajomych, najwidoczniej od siebie starszych, nie mówi się „na ty” lecz przez „pan/pani”! Polska matka nacjonalisty nie nauczyła podstawowych manier obowiązujących w Polsce!

Marsz wyruszył, a ci za kordonem policjantów odezwali się. Najczęściej trudno określić semantyczne znaczenie tego odgłosu, bo było to jakby rytmiczne szczekanie bezdźwięcznymi, ponurymi głosami. Momentami domyślałem się, że śpiewają: były tam rozróżnialne różnice w zakresie około dwóch tonów, które jednak nie układały się w żadną melodię w znanych skalach harmonicznych. My mieliśmy na czele grupę perkusyjną, i też skandowaliśmy hasła: „Demokracja nie zabawa, wszyscy mają równe prawa”, „Każdy inny, wszyscy równi”, „Żądamy ustawy o związkach partnerskich” i szereg innych, acz nieobraźliwych wobec kogokolwiek. Były jednak chwile, gdy akustyka pozwoliła odszyfrować przekaz ich haseł – wtedy wrogość słyszalna w natężeniu dźwięku i intonacji okazywała się w całej okazałości leksykalnej: „Znajdzie się kij na pedalski ryj”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” (z takim figlarnym niedopowiedzeniem: nie wiadomo, co tej hołocie robić będą?), pouczenie: „Chłopak i dziewczyna, normalna rodzina”, zabawa skakana słowno-ruchowa: „Kto nie skacze jest pedałem”, rada: „Idźcie do domu, nie powiemy nikomu”, i cokolwiek sprzeczna z nią groźba: „Kurwy i śmiecie, dziś do domu nie pójdziecie” – czyli co: pozabijani na bruku zostaniemy? Dowiedzieliśmy się zatem, że jesteśmy: kurwami, śmieciami, czerwoną hołotą, mamy pedalskie ryje (a więc również heteroseksualiści z dziećmi!) oraz, jak poprawnie tworzyć rodzinę, z czego wynikałoby, że ci tworzący rodzinę np. typu dziewczyna+dziewczyna+dziecko – nie są rodziną; ciekawe, jakie wnioski powinni wyciągnąć na swój temat... Sądząc po tym, że raz po raz spotykałem w naszym pochodzie osoby o wysokim poziomie kultury i wykształcenia, zajmujące się ciekawymi i umysłowo wymagającymi zawodami, stwierdziłem, że chyba dobrze jest być tą czerwoną hołotą, że te kurwy i śmiecie z pedalskimi ryjami są bardzo fajnym towarzystwem. Z obserwacji skakanego wynikało natomiast, że skakanie symbolizujące boży dar heteroseksualności nie trwało nigdy dłużej niż ok. 2 minut – najwyraźniej na tyle tylko starczało energii, czyli po okresie skakania również ci łysi chłopcy stawali się, według własnej metody diagnostycznej, pedałami. Na ul. Kazimierza Wielkiego w mojej części pochodu coś chłodnego nas ochlapało – były to jajka prosto z lodówki; przypuszczam, że niektórzy mieszkańcy tamtejszych kamienic pozwolili sobie schłodzić nas w ten sposób – pewnie z chrześcijańskiej życzliwości. Niektórzy uczestnicy pochodu byli politykami lub kandydatami w nadchodzących wyborach i szli w garniturach mocno już naznaczonych jajkami. Ja dostałem średnio.

Wkrótce Marsz nasz dotarł do mety – fragmentu Rynku przed oknami Pana Prezydenta. Pan Prezydent nie zaszczycił naszego Marszu swą obecnością – poniekąd miał rację: jeszcze by mu ofajdali garnitur jajami, nie mówiąc o wizerunkowej szkodzie w finale kampanii wyborczej, jaka niechybnie miałaby miejsce, gdyby jął bratać się publicznie z czerwoną hołotą o pedalskich ryjach, z kurwami i śmieciami. Ciekawe, czy swą nieobecnością naprawdę pomógł swym szacownym kandydatom, czy może zaszkodził? Faktem wszakże jest, że nic nie wiem, by ktoś ubiegający się o wybór do parlamentu z grupy Rafała Dutkiewicza wziął udział w naszej demonstracji. Również na Urzędzie Miejskim próżno było wypatrywać tęczowej flagi – władza najwyraźniej jej się wstydzi, woli trzymać dystans od tych spraw i środowisk. Polska jest gdzie indziej, a faktycznymi problemami Polaków są tylko autostrady, budżet i miejsca pracy, nieprawdaż? Ewidentnie młodzieńcy z NOP-u mają rację – my spod tęczowej flagi jacyś podejrzani jesteśmy, lepiej trzymać się od nas z daleka. Owszem, zabronić przemarszu nam nie mogą, nawet ochronę policyjną zapewnili, ale żadnego bratania się! Między nami, z tego co zauważyłem osobiście i subiektywnie, byli kandydaci z Ruchu Palikota, ale wiadomo: tam pełno różnych obywateli II i III kategorii.







Niesłychanie sympatyczne te kurwy, śmiecie, czerwona hołota o pedalskich ryjach, na które znajdzie się kij...

A poniżej: posiadacz absolutnie słusznej orientacji seksualnej i narodowych poglądów na wszystko, z typowym dla swej formacji gestem.




Zdecydowanie wolę to towarzystwo ze zdjęć powyżej – też jestem kurwą, śmieciem, czerwoną hołotą i mam pedalski ryj, na który znajdzie się kij.

Fot.: Anna Smarzyńska



Po kilkunastominutowym koncercie naszych perkusistów, w nastroju samby zaczęliśmy rozchodzić się, pomni przestrogi Mirki Makuchowskiej, żeby chodzić grupkami i uważać. Ja stworzyłem grupkę z Lisą i ze zwiniętą już flagą ruszyliśmy ku północno-wschodniemu narożnikowi Rynku. Odtąd nie byliśmy już manifestacją, lecz zwykłymi przechodniami – szliśmy zwykłym krokiem, nie wykonując żadnych gestów, prowadząc prywatną rozmowę. Nie trwało to długo – nagle coś spadło na mnie z trzaskiem, i na Lisę również. Były to jajka – odtąd nie byłem już ufajdany średnio, ale bardzo. Za chwilę poczułem kolejne jajka, tym razem z dużą energią lądujące na mnie, przywalone przez agresorów z małej odległości (co doprowadziło do zadrapań i zasinień, lecz przede wszystkim obraziło Mnie: jestem lalusiem i ciało-którym-jestem stanowi dla mnie świętość!). Lisa dostała przypływu bohaterstwa i pobiegła ku jednemu z nienawistników, a ten ciut zdziwiony tym ruchem nie przywalił jej w twarz, lecz „tylko” gdzieś w biodro. Widząc, że nie ma już zupełnie sensu dbać o ograniczenie zabrudzenia jajecznego, rozwinąłem ponownie moją Biało Czerwoną, i od razu przypomniał mi się mój dawny zamysł happeningu politycznego – chciałem sobie z ludźmi pokrzyczeć „Tu jest Polska”, zaznaczając kredą kółko na bruku wokół siebie, poskandować: „Ja-ro-sław”, do kogokolwiek o tym imieniu, i odegrać jeszcze parę innych skeczy. Tym razem hasło „Tu jest Polska” nabrało wymowy poważnej – stałem na wrocławskim Rynku, cały w jajkach i skorupkach, byłem więc widoczną alegorią stanu polskiej demokracji, towarzyszyła mi narodowa flaga, również obrywająca lepkimi i surowymi jajami, a różni nienawistnicy pokrzykiwali, że powinienem być „jebany kijem od tej flagi”, przy czym ktoś próbował mi ją nawet wyrwać z rąk. Aha, pojawił się pewien przyjemniaczek z rowerem, który jakby z ojcowską troską i mądrością nawoływał mnie do umiaru i „dania spokoju”, bo to moje pokrzykiwanie z powiewającą flagą „wzbudza agresję” – ciekawa to koncepcja: przerzucenie odpowiedzialności na poszkodowanego, a pominięcie faktycznych sprawców wybuchu agresji. Mam nadzieję, że ktoś sfotografował mnie w tym momencie i proszę o przesłanie tych fotek mi* oraz rzecznikowi NOP, panu Dawidowi Gaszyńskiemu, któremu uroczyście dedykuję mój wygląd. Rzecznik NOP w swoich publicznych wypowiedziach zwykł podważać wszelkie skargi ze strony LGBTQ na agresję i dyskryminację. Jeśli nie panuje klimat agresji i nienawiści wobec nas, i to w jego organizacji, to jak nazwać to, co spotkało mnie i Lisę? A co spotkało z ich strony Alenę Schumchyk i Zofię Nawrocką? Czy obywatelowi wolno kopać innego obywatela, a nawet obywatelkę**? Czy obywatelowi wolno miotać jajami jak pociskami i naruszać nietykalność cielesną innego obywatela? Czy tak wygląda równość obywateli wobec prawa w rozumieniu pana Gaszyńskiego i nasze skargi są bezzasadne? Spójrzmy też na sprawę przez pryzmat zasady wzajemności: czy chłopcy z NOP-u są kopani, bici, wulgarnie przezywani, obrzucani jajami?

Trzeba wszakże przyznać, że prorocze okazały się słowa pana Gaszyńskiego przed demonstracjami: „Nie możemy ręczyć za to, co będzie się działo po demonstracji”. Tyle tylko, że słowa te były bezprawną groźbą, oświadczeniem, że NOP-u nie obowiązuje polskie prawo, w którym każdemu obywatelowi przysługuje nietykalność osobista, a stosowanie przemocy zarezerwowane jest niemal wyłącznie dla organów państwowych. Co chciał nam powiedzieć pan Gaszyński? Ano, że oni, chłopcy z NOP-u tak już mają, że jak im się ktoś nie podoba, to go biją lub zabijają, bo w końcu nie są uczonymi medykami i nie wiedzą, ile bicia kogoś zabije, a ile nie. Tym bardziej, że każdy uraz może okazać się śmiertelny, albowiem ofiara napaści może cierpieć na specyficzne choroby, przy których pozornie łagodne uszkodzenie ciała może skończyć się śmiertelnie, zatem kto podejmuje napaść fizyczną na kogoś, godzi się z ewentualnością zabicia poszkodowanego. Wg słów rzecznika NOP-u wszyscy przez nich nielubiani jakby we własnym interesie powinni im schodzić z drogi, może w ogóle usunąć się z przestrzeni publicznej, tedy NOP miałby status władcy hegemona, choć żadne wybory nie dały mu mandatu. Póki co porządek prawny, choć chroniony marnie, jest inny, a organizacja deklarująca przemoc wobec innych obywateli jest organizacją PRZESTĘPCZĄ i zasługuje na delegalizację. NOP może sobie mieć poglądy nawet faszystowskie, lecz nie ma prawa powodować, że komukolwiek przechodzącemu obok jego bojówki spadnie choć włos z głowy. Wiem, że to trudne: nakręcać się do agresji wobec kogoś, a przy tym przestrzegać prawa i polemizować najwyżej na argumenty słowne. Jeśli to niemożliwe, to po co w ogóle igrać ze wzbudzaniem agresji wobec kogokolwiek? Być może NOP przyciąga hipermężczyzn z mutacją o podwójnym chromosomie Y (czyli z układem: YY), lecz skoro pan Gaszyński jest wśród swoich tym bystrzejszym i bardziej elokwentnym, to na nim spoczywa czysto ludzka powinność wytłumaczenia swym towarzyszom, że przynajmniej część z nich kwalifikuje się do leczenia – być może psychotropy z brakującym neurotransmiterem mogłyby pomóc, zanim jeszcze terapia genowa powstanie. W każdym razie ideologia wskazująca urojonego wroga, którego wszakże otacza się realną nienawiścią i agresją, jest niczym innym jak przykrywką dla przestępczych instynktów, a te, przy odrobinie dobrej woli, się tłumi, nie wzmacnia. NOP nie zaznał żadnej realnej krzywdy ze strony homoseksualistów i jeśli ich nienawidzi, to tylko z powodu patologicznej potrzeby posiadania wroga, którego można bezpardonowo i bez poczucia winy bić, zabijać, zadawać mu cierpienia, naruszać jego godność. Nie są bowiem ponurzy łysi młodzieńcy specjalistami od ludzkiej seksuologii i nie mają żadnych kwalifikacji do pouczania kogokolwiek o właściwych zachowaniach seksualnych.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że to tu, we Wrocławiu, już ponad 3 lata żyję po swojemu jako Antyfacet, i zasadniczo nie zostałem jeszcze ani razu zabity – w wielu innych rejonach Polski pewnie by się to nie udało: przykładowo na sfaszyzowanym Podhalu albo Podlasiu, gdzie wciąż jawnie pochwala się zbrodnie popełniane na Żydach, a ci, którzy ich heroicznie ratowali podczas okupacji, do dzisiaj mają powody, by się z tym kryć. We Wrocławiu przeważa przyzwoity klimat intelektualny – jest to bowiem miasto dość akademickie, ma pewne tradycje wolnościowe i dekadenckie z czasów przedwojennych, wiele rzeczy niemożliwych w zacofanych częściach kraju tutaj jakoś przechodzi. Niemniej są sygnały ostrzegawcze. Na przełomie maja i czerwca tego roku miał miejsce (opisany w Dużym Formacie Gazety Wyborczej) znamienny eksperyment pt. „Projekt tolerancja” w wykonaniu młodzieży z XIV Liceum Ogólnokształcącego, a poprowadzony przez światłych nauczycieli: Monikę Spławską-Murmyło i Mirosława Traczyka. Rzecz polegała na wypuszczeniu na miasto uczniów przebranych/ucharakteryzowanych na przybyszów z diametralnie innych kultur: Arabów, Żydów, Hindusów i Romów, i obserwowaniu tego, co ich spotka. Całe szczęście, że figuranci poruszali się z dyskretną obstawą kolegów o wyglądzie typowo swojskim. Ich zadaniem było zapewnienie ochrony, gdyby doszło do eskalacji agresji w naszym Mieście Spotkań, tudzież przeprowadzenie rozmów z przypadkowymi ludźmi, którzy zareagowali negatywnie na obecność „Obcych”. Rezultaty bowiem wcale nie były miłe: figuranci nasłuchali się różnych obelg, a z rozmów z przechodniami obelgi te generującymi wynikało, że kierują się stereotypami narodowościowymi.

Wygląda na to, że nawet ja nie spotykam się z głupimi reakcjami tak często jak te dorastające dzieci zaledwie w ciągu dwóch dni eksperymentu. Najwidoczniej jestem już trochę znany, czyli jakkolwiek jestem Innym, pod pewnymi względami stałem się „swojakiem”. Natomiast zupełnie zwykli, lecz kulturowo odmienni ludzie wciąż mają w tym pięknym mieście, kolokwialnie mówiąc, przekopane. Oznacza to, że wciąż wiele jest do zrobienia na obszarze edukacji, przy czym znaczną część problemu stanowią ludzie dawno już dorośli, właściwie starzy, którzy do żadnej szkoły już nie pójdą, zapewne mało też czytają źródeł rzetelnie informujących i wyjaśniających zjawiska współczesnego świata. Domniemywam też, że głównym ich źródłem informacji są najpopularniejsze kanały telewizyjne, gdzie klientela ta wybiera prostą rozrywkę, czyli tasiemcowe seriale i nieskomplikowane widowiska rozrywkowe. Publikacje akademickie i mądre filmy dokumentalne na pewno nie zmienią ich postaw, gdyż nie trafią do ludzi w ogóle nieoglądających kanałów o skomplikowanych treściach. Jeśli cokolwiek może wpłynąć na tę część populacji, to chyba tylko przykład jakichś osób publicznych często pokazywanych w mediach, puenty oglądanych przez nich filmów o trywialnej treści oraz kontakt osobisty z kimś prezentującym lepsze postawy. Niestety, scenarzyści oper mydlanych dobrze znają mentalność swej publiczności i dbają o dostarczenie jej treści, które nie okażą się zbyt trudne w odbiorze ani nie naruszą jej ugruntowanych, acz uproszczonych poglądów, a nawet przesądów. Na edukację poprzez osobisty kontakt z kimś na znacznie wyższym poziomie umysłowym tez zbytnio bym nie liczył – ludzie mają tendencję do kontaktowania się w ramach swojej klasy, w tym także do wybierania miejsca zamieszkania zdominowanego przez sąsiadów do siebie podobnych. Pozostają więc celebryci: popularni artyści i politycy. Nawet patentowani życiowi rozbitkowie mają telewizory, choćby i włączone podczas całodobowych libacji, znają odtwórców głównych ról mydlanych oper a także głównych polityków. Podczas gdy popularni celebryci z szołbiznesu niezbyt często wypowiadają się o poważnych sprawach, tylko politycy raz po raz wygłaszają różne poglądy o rzeczywistości i sposobach jej naprawiania, a na dodatek raz na kilka lat, przed wyborami, wyjątkowo intensywnie dialogują z prostym człowiekiem. Jest to okazja, by mocą swego autorytetu czasami wyjaśnili prostym wyborcom jakąś rzecz, oswajali ich ze zjawiskami budzącymi irracjonalny lęk, i w konsekwencji zmieniali ich postawy na lepsze. Jest jeszcze religia, co w Polsce oznacza cieszący się hegemoniczną pozycją Kościół katolicki – ta instytucja jednak nie pokazuje się jako sojusznik w podważaniu negatywnych stereotypów o kimkolwiek i poprawianiu nastawienia większości do mniejszości.

W odróżnieniu od staruszków, nienawistnie nabuzowani młodzieńcy stanowią realne zagrożenie – są wykarmieni, wytrenowani, i nie mają oni żadnych etycznych zahamowań przed stosowaniem terroru i fizycznej agresji wobec osób oraz niszczeniem mienia, publicznego lub stanowiącego własność kogoś uznanego przez nich za wroga. Więc może powinniśmy zacząć kłaniać się chłopakom z NOP? Władze RP dość niemrawe bowiem są w karaniu mowy nienawiści i przestępstw nią motywowanych, sądy uniewinniają głoszących nienawistne czy rasistowskie hasła, gdy chytry adwokat powie, że dany kapiący nienawistnym jadem tekst jest metaforą lub cytatem. Więc kwestią czasu tylko jest zdobycie władzy przez tych żandarmów seksualnej i obyczajowej „normalności”, i może kłaniający się im dziś zostaną łagodniej potraktowani jutro, gdy znów zbuduje się obozy koncentracyjne, tym razem napakowane nowoczesną elektroniką? Dlatego nieobecność cieszących się autorytetem luminarzy władz miejskich Wrocławia stanowi pozytywny dla Gaszyńskiego sygnał, że gdyby jego komando zechciało ostrzej się zabrać za tęczowych ludzi II kategorii, to nikt ważny nie machnie na to palcem. Na pomoc Kościoła nie liczę w ogóle.

Nasze miasto zdobyło honor bycia Europejską Stolicą Kultury w roku 2016. Dobrze, że jeszcze nie teraz, bo zupełnie nie jest przygotowane. Jeśli jednak władze nie zabiorą się do pracy nad młodzieżą w formie warsztatów na rzecz tolerancji, przełamywania uprzedzeń, lekcji wychowania seksualnego bez religijnej ideologii, do afirmowania różnorodności chociażby przez publiczne pokazywanie się z jej przedstawicielami, czyli jak Rafał Dutkiewicz elity mieszczańskiej władzy dalej będą odcinać się od obłędnie piętnowanej części społeczeństwa pod tęczową flagą, to w historii Wrocławia ten rok bycia Europejską Stolicą Kultury zostanie na pewno zmarnowany. Owszem, odbędzie się parę wystaw i koncertów dla nadętych panów w garniturach i pań w wieczorowych sukniach z cekinami i dekoltami ozdobionymi drogimi błyskotkami. Może jakiś artysta uznawany za ekscentryka wystąpi za kordonem ochroniarzy, lecz strach będzie wyjść na ulicę, gdy ktoś z wyglądu nie dość męski, podobny do tegoż artysty-ekscentryka lub okazujący uczucia „niewłaściwemu” typowi partnera odstawać będzie od panującego wzorca, którego uosobieniem doskonałym będzie łysy typek w glanach i z kastetem czy pałą. W folderach promocyjnych na imprezy kulturalne powinniśmy wtedy dopisać drobnym druczkiem ostrzeżenia dla przybyszów z zagranicy, by przypadkiem będąc z homoseksualnym małżonkiem nie okazywali sobie przywiązania, bo w tym „Mieście Spotkań” może za to ich spotkać, jak to się mówi, wpierdol. Może procesy o odszkodowanie będą lżejsze, bo przecież ostrzegaliśmy, że tu nie jest Europa tylko jakiś zupełnie inny kontynent.

9.10.2011

Antyfacet RP

-------

* A gdyby ktoś dysponował fotą, gdy jestem w stanie ojajczonym, bardzo proszę o podesłanie mi jej. Twierdzę, że nawet wtedy wyglądałem godniej od urojeniowo tryumfujących miotaczy jajek.

**NOP dokonał czegoś wspaniałego: pełnego zrównania praw płci. Kobiety uznane za wroga są kopane w ich wykonaniu na równi z mężczyznami. Trochę tylko jest paradoksalne, że to równouprawnienie poszło w dół, w kierunku równego pozbawienia prawa do osobistej nietykalności. Czyli krok naprzód, a jednocześnie wstecz...