3Powrót (Teksty)

Niesmak poubojowy.

Moja „Mikro Biała Księga”

Przez polskie media przetaczają się dalsze echa sejmowego głosowania, które (mam nadzieję) ostatecznie usankcjonowało funkcjonujący już zakaz uboju rytualnego. Wydarzenie to było jak papierek lakmusowy, który pokazał prawdziwe, najczęściej kompromitujące, oblicze wielu osób z życia publicznego.

Oto mój idiosynkretyczny spis osób i ich ocena w oparciu o zapamiętane przeze mnie wypowiedzi:

1. Donald Tusk – człowiek w gruncie rzeczy przyzwoity i nieokrutny, ale uwikłany w koalicję z PSL, więc formalnie zmuszony do agitowania za rządowym przedłożeniem dopuszczającym ubój bez ogłuszania. Po głosowaniu jego „rozum był zmartwiony, a serce się cieszyło” (cytat niedokładny z pamięci z powodu ograniczeń w guglowaniu). Właściwie rozum też nie ma powodu do niezadowolenia, bo nie jest wcale tak łatwo rozbić koalicję z Peezelem – partia ta jest tak chciwa rządowych stanowisk, że taką porażkę przełknie bez problemu, byle tylko trwać na rządowych stołkach. Nie ma wątpliwości, że Peezel wstąpi do rządu z każdym, kto ich przyjmie i nie wiadomo, co musiałoby się stać, żeby z koalicji wystąpiło.

2. Minister rolnictwa obecny Kalemba, poprzedni Sawicki, wicepremier Piechociński, poseł Kalinowski, i wszyscy inni przyjemniaczkowie z PSL. Pokazali całe spektrum postaw na rzecz podtrzymania okrucieństwa wobec zwierząt. Oto oczywiste kłamstwa zawarte w ich chłopskiej demagogii:

- „nie ma uboju humanitarnego” (chyba Sawicki), czyli obojętne miałoby być, czy się jest krojonym w pełnej świadomości czy po ogłuszeniu. Należałoby zaprosić tego pana i kolegów do gabinetu chirurgicznego na wycięcie czegokolwiek ze znieczuleniem i, dla porównania, bez – może dopiero potrzeba im doświadczenia na własnej skórze, by zauważyli różnicę. Przy wcześniejszych przepychankach dotyczących uboju rytualnego, tenże wiejski dżentelmen w jakimś rządowym czy sejmowym korytarzu powiedział do kamery, że od humanitaryzmu to są humaniści, a on ma inne rzeczy na głowie (gdybym mógł sobie swobodnie guglać, znalazłbym cytat dosłowny), czym zademonstrował swoją bezczelność i etyczną marność, być może właściwą dla stereotypowego chłopa polskiego i wyborcy PSL, który za parę „dutków” (pisownia odpowiednia do wymowy i ciemniackiej mentalności) popełni każde okrucieństwo wobec zwierząt i barbarzyństwo wobec przyrody, dodajmy, że przy żenującym milczeniu w takich sprawach Kościoła, którego wpływ na mentalność pracowników sektora rolnego jest wciąż przemożny. Swoją drogą, jeśli każdy ubój jest niehumanitarny, to natychmiast należałoby go zakazać również.

- „obłuda chroniących zwierzęta przy ich jednoczesnej zgodzie na aborcję” (Kalinowski) – jakoś nie rozumie się na wsi, że w przypadku aborcji wykonywanej przed powstaniem mózgu (do 12 tygodnia) nie ma ośrodka generującego świadomość i zdolność do przeżywania cierpienia, podczas gdy ubój dotyczy zwierząt urodzonych i w pełni ukształtowanych pod względem neurologicznym, czyli posiadających życie psychiczne porównywalne do ludzkiego dziecka w pierwszych latach życia, głównie różniąc się od nas jedynie ograniczeniem myślenia abstrakcyjnego, a to z kolei podobne jest do osób z zespołem Downa albo inną umysłową niepełnosprawnością, których człowieczeństwa współcześnie się nie kwestionuje. Kalinowski zapewne, jako katolik bezmyślnie poddający się nauczaniu Kościoła, uważa, że genetyczna przynależność do gatunku ludzkiego stawia każdą formę życia na niebotycznie wyższym poziomie niż reszta zwierząt, tedy nawet kilkukomórkowe żyjątko z genami homo sapiens (?) ważniejsze jest od dojrzałych organizmów nie-homo sapiens, które wszakże posiadają, jak już wskazywałem, znaczną świadomość.

- „stracimy ogromną liczbę miejsc pracy i zrujnujemy sobie budżet w czasie kryzysu” (głównie Piechociński i lobby mięsne) – z tym że jakoś nie udaje się tym panom wyliczyć, ile tych strat ma być, a statystyki eksportu polskiego mięsa nie wskazują na jego upadek, choć faktyczny zakaz prowadzenia uboju rytualnego już funkcjonuje od początku tego roku (o ile dobrze pamiętam). Oprotestowywane głosowanie nie zmienia zatem już istniejącego stanu rzeczy, a jedynie uniemożliwia przywrócenie uboju rytualnego. Stracą tylko pazerni polscy przedsiębiorcy z branży „producentów mięsa”, którzy zainwestowali w maszynerię do tego procederu i podobała im się perspektywa sprzedawania pewnych partii mięsa po wyższych cenach, bo przy legalnym uboju mięso też daje się sprzedawać w kraju i w eksporcie. Poza tym są czyny i profesje, których wykonawcy są ścigani i pozbawiani możliwości kontynuowania swego procederu pomimo, iż są oni jedynymi żywicielami swych rodzin, i poza branżą przestępczą nie zapewnią im osiągniętego poziomu życia. Może więc nie powinno się zamykać dilerów narkotykowych, bo to w końcu jest „dżob” i dostarcza dochodów, i na dodatek niejedna POLSKA RODZINA z tego żyje, i to jak? A co z organizatorami walk psów? Wiele można też zarobić wychwytując niektóre polskie dzieci na potrzeby pedofilów i do pedofilskiej pornografii, a zważywszy na niewielki procent takich dzieci z ogólnej populacji, może jednak per saldo i to by się nam wszystkim opłaciło? Ochrona dzieci to sprawa dla moralistów, pedagogów i innych pięknoduchów, a życie ma swoje potrzeby… Może zresztą na wsi nie są specjalnie przywiązani do zbyt licznie narodzonych dzieci – niektóre wszak lądują w beczkach po kapuście czy w zamrażarkach… Poza tym PSL znany jest z uporczywego podtrzymywania jak długo się da różnych przestępczych praktyk dotyczących zwierząt. Przykładowo kiedyś wywalczyli maksymalne opóźnienie wejścia w życie zakazu tuczenia gęsi i kaczek rurą na stłuszczone wątroby, maksymalne opóźnienie wymogu powiększenia klatek kur w hodowlach klatkowych. Chłop żywemu nie przepuści, i PSL też nie.

- przy okazji PSL okazał się orędownikiem prawa żydów i islamistów do prowadzenia życia według wymogów ich religii. Rzadka to sytuacja, żeby polska wieś tak szła ręka w rękę z Żydami – skądinąd pamiętam, że ludzie ukrywający Żydów w czasie wojny przed hitlerowcami i polskim motłochem organizującym pogromy do dziś jeszcze wolą o tym milczeć, z realnej obawy o przykrości zwykle doznawane nocą za „wysługiwanie się Żydkom”. A komu teraz wysługuje się ta chłopska partia? Aż strach skojarzyć.

3. Jarosław Kaczyński – stwierdził, że „ przyzwoici ludzie” są przeciwko okrucieństwu wobec zwierząt i zarządził w swej wodzowskiej partii z żelazną dyscypliną głosowanie przeciw przywróceniu zarzynania bez ogłuszenia. Aż śmiesznie i miło wyglądali zwykle nienawistni i bezczelni posłowie PiS, gdy w publicystycznych programach po głosowaniu zbijali pseudoargumenty lobby chłopsko-mięsnego – aby raz posłużyła ich zajadłość dobrej sprawie. Ciekawe, jak głosowałby PiS, gdyby nie ta ludzka część twarzy Prezesa? Parlamentarni żołnierze PiS potrafią bowiem z jednakową zajadłością każdego dnia bronić innych postanowień Prezesa. No ale teraz, gdy wciąż prezesuje pozytywnie nastawiony do zwierząt Jarosław Kaczyński, jest jak jest. Z tym rozczuleniem wobec Jarosława Kaczyńskiego jednak należy uważać – w każdej innej sprawie już tak słodko nie jest…

4. Michael Schudrich – naczelny rabin Polski, Szewach Wess – były ambasador Izraela w Polsce popisali się marną demagogią, a wtórowała im amerykańska organizacja Żydów Anti-Defamation League. Wszyscy oni forsowali pogląd, iż zakaz uboju rytualnego wpisuje się w antyżydowskie działania wspólne z hitlerowcami i stanowi przejaw antysemityzmu, a ponadto narusza konstytucyjne prawo do „wolności religijnej”, uniemożliwiając „żydowskie życie”, czyli nieskrępowane praktykowanie nakazów i zakazów religijnych. Kupować koszernego za granicą nie mogą, bo za drogo, więc chyba wyprowadzą się z Polski. A już wyglądało tak dobrze…

Zarzut, że chroniąc polskie zwierzęta przed szczególnie okrutną formą uboju prześladujemy Żydów i jesteśmy antysemitami jest w oczywisty sposób kłamliwy – Polska nie jest pierwszym ani jedynym krajem, w którym taki ubój jest ustawowo zakazany, a sami działacze Andi-Defamation League z siedzibą w USA pozostają również pod ustawodawstwem tego procederu zakazującym. Nie słychać jednakowoż, aby zarzucali oni Stanom Zjednoczonym antysemityzm w hitlerowskiej postaci. Podobnie, poza incydentami ze strony faszystowskich nienawistników, Żydzi nie spotykają się w Polsce z żadnymi represjami. Warto przypomnieć w/w działaczom sprawy żydowskiej, jak to było za Hitlera – wymuszanie bojkotu żydowskich sklepów, „Kryształowa Noc”, i uwieńczenie represji – obozy koncentracyjne.

Co więcej, jakkolwiek jest to nikczemne, polskie ustawodawstwo przewiduje furtkę zezwalającą wspólnotom religijnym na organizowanie na własne potrzeby uboju rytualnego, a Sejm zabronił jedynie masowej produkcji tak pozyskanego mięsa na eksport. Przemilczanie faktycznego kontekstu sprawy przez tych wysoko postawionych działaczy żydowskich jest wysoce nieuczciwe – nie spodziewałem się tego po Żydach, którzy w wielu innych kontekstach wydawali mi się ze wszech miar sympatyczni i zasługujący na poparcie. Okazuje się więc, że mogą sobie zarżnąć parę zwierząt, które zaraz zjedzą, czyli nie muszą wyjeżdżać z Polski, by prowadzić spokojnie swe „żydowskie życie”. Również mogą związki wyznaniowe importować sobie mięso w ten sposób pozyskane – zawsze znajdzie się jakiś bandycki kraj, który zapewni dostawy mięsa przestępczo spreparowanego, potencjał Azji w zakresie okrucieństwa wydaje się nieograniczony… Obrzydliwe ze strony zarówno żydowskich jak i muzułmańskich przedstawicieli jest też negowanie okrutnego charakteru zabijania bez ogłuszenia – najwidoczniej fakty się nie liczą dla umysłu zatrutego przekazem z bezkrytycznie przyjmowanych „świętych ksiąg”, przy czym ujawnia się iście diabelska natura religii... Poza tym oprócz szkół religijnych warto iść też do szkoły normalnej i popatrzeć na prawdziwe życie!

Trzeba koniecznie zastanowić się też nad tym, czy prawo do praktykowania nakazów religii jest absolutne i uchyla wszystkie inne artykuły prawa stanowionego? W oczywisty sposób NIE – przykładem jest irracjonalne przekonanie świadków Jehowy o krwi będącej siedliskiem duszy i niedopuszczalności jej przetaczania nawet w celach medycznych, dla ratowania ludzkiego życia. Wierzenie takie prowadzi do konfliktów, gdy dla ratowania czyjegoś życia potrzebna jest transfuzja, a religia tego zabrania. Gdy rzecz dotyczy dorosłego, który składa oświadczenie woli, że ma nie być ratowany przez transfuzję, lekarze powstrzymują się przed ratowaniem go w ten sposób. Gdy dotyczy to nieletniego, polskie państwo „narusza wolność religijną” i natychmiastowo zawiesza prawa rodzicielskie, a polscy lekarze ratują w oparciu o wiedzę, a lekceważą religijną brednię. Najprawdopodobniej w takich sprawach Polska gwałci „wolność religijną”, a nawet „władzę rodzicielską”, naruszając właścicielskie prawo rodzica do wysłania dziecka na tamten świat, prowadzenie dobrego życia świadka Jehowy… Prawo do praktykowania religii zatem NIE może stać ponad wszystkimi innymi normami prawa i uchylać ochronę wszystkich wartości prawem chronionych, a skoro powolny postęp etyczny polskiego społeczeństwa sprawił, że większość Polaków obecnie uznaje ochronę zwierząt przed okrucieństwem za ważną wartość, to barbarzyńskie religie muszą ustąpić. Podobnie, gdyby prawo stanowione nie było ponad wolnością religijną, każdy przestępczy czyn mógłby być wyłączony z ścigania, jeśli tylko sprawca powoła się na nakazy swej religii. Aż strach pomyśleć, co różni natchnieni okrutnicy mogliby bezkarnie wyczyniać! Jakież mamy szczęście, że nikt nie reaktywuje religijnych praktyk różnych Inków czy Azteków – tam trzeba było składać ofiary z ludzi, by ugłaskać jakichś Bogów Słońca czy Księżyca, czyli zapewnić działanie najbliższego otoczenia astronomicznego Ziemi! Skądinąd Hiszpanie zdławili cywilizacje tych Indian, i okazało się, że Układ Słoneczny trwa w najlepsze bez ofiar przez nich składanych w tej sprawie! Bez brutalnego najazdu nigdy by tego nie zauważyli. Uważam, że trzeba dać żydom i muzułmanom szansę odkrycia, że na mięsie z uboju cywilzowanego też da się dobrze żyć, a nawet po wegetariańsku!

Działaczom zarówno żydowskiego jak muzułmańskiego związku wyznaniowego należy uświadomić też, że, jakkolwiek powoli i z oporami, ludzkość się rozwija cywilizacyjnie, i pewne praktyki nie mogą być podtrzymywane w cywilizowanym społeczeństwie. Mitem jest także niezmienność religijnej doktryny albo przekonanie o konieczności spełniania rytualnych wymogów tylko dlatego, że pochodzą one z tradycji. Zarówno islam jak i judaizm istnieją w znacznej liczbie odmian, przy czym są też judaiści i muzułmanie bardziej racjonalni, którzy potrafią spełniać swoją religię bez generujących okrucieństwo halam i koszerności. Nawet, gdyby wierzyli, że jakiś Bóg im nakazał tak postępować ze zwierzętami, to powinni się zastanowić, czy szkody wizerunkowe wynikające z barbarzyństwa ich religii są tego warte. Poza tym nasuwa się ogólny wniosek, że religie wcale nie podnoszą ludzi na wyższy poziom moralności, a raczej wprost przeciwnie: degradują etyczność ich postępowania oraz dehumanizują, odbierając zdolność do modyfikowania swego zachowania się w oparciu o nową wiedzę, doświadczenia i przemyślenia. Etyka albo religia, tertium non datur!

5. Dawid Warszawski – felietonista Gazety Wyborczej reprezentujący izraelski punkt widzenia, zawiódł mnie najbardziej, gdy twierdził, iż motywacja by ukrócić okrucieństwo wobec zwierząt jest przejawem hipokryzji, bo zgadzamy się na zabijanie zwierząt w ogóle, a nadto, przy uboju zgodnym z polskim prawem też zachodzą liczne nieprawidłowości, na które zwrócił uwagę w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Andrzej Elżanowski. Podobnie zachował się

7. Paweł Śpiewak historyk idei, socjolog, były poseł PO. Trzeba zatem wyjaśnić tym panom, że technologie uboju z uprzednim ogłuszeniem faktycznie SĄ humanitarne i oszczędzają zabijanemu zwierzęciu cierpienia, z tym że muszą być stosowane starannie, a w polskich rzeźniach z ubojem wielkoprzemysłowym i rozliczanym na akord, nieprawidłowości zdarzają się często, przy czym tylko nieliczne przenikają do świadomości opinii publicznej. Jednak jeśli już jakieś okrucieństwo ubojowe wyjdzie na jaw, jest to sprawa dla prokuratora – związki wyznaniowe natomiast chcą rzezać te zwierzęta na żywca jawnie i legalnie, bo dla nich TO właśnie stanowi normę! Panowie Śpiewak i Konstanty Gebert wykazują jakiś defekt w myśleniu etycznym twierdząc, że skoro pewne działania ochronne wobec zwierząt są niedoskonałe, to można z nich zrezygnować w odniesieniu do poczynań związków wyznaniowych. Zatem czy fakt, że ktoś inny popełnia zbrodnię, miałby usprawiedliwić inną? To może w ogóle należałoby zrezygnować z ustawowego wymogu ogłuszania przed ubojem, bo tak taniej i wygodniej dla wszystkich rzeźników?

8. Tomasz Miśkiewicz, mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej, włączył się w zalew demagogii w stylu żydowskim, czyli przez negowanie okrucieństwa doznawanego przez zwierzęta zabijane „w systemie halal” (jakie nowoczesne słowo dla średniowiecznego barbarzyństwa!) i lament, że „wolność religijna” jest zagrożona. Ponadto pan mufti kluczył, gdy był pytany o pieniądze. Podobno żydowscy religijni urzędnicy za darmo wystawiają certyfikaty koszerności, a muzułmańscy jednak na tym zarabiają. Według muftiego Miśkiewicza są to grosze, ale nawet rzędu wielkości tych drobnych kwot ujawnić nie chciał. Skoro jednak islamski ubój halal wymaga obecności religijnego przedstawiciela przy szlachtowaniu każdego zwierzęcia, to przy wielkoprzemysłowej skali idącej w dziesiątki tysięcy „sztuk” te groszowe stawki na pewno urastają do większych, całkiem dużych... Potem rzeźnia to dolicza do swoich kosztów i sprzedaje taką partię mięsa po zauważalnie wyższej cenie niż normalna. Tak więc ewidentnie polskim muzułmanom nie wystarczy możliwość zabicia pojedynczej krówki podczas ceremonii na ucztę konkretnej wspólnoty wyznaniowej. Tu chodzi o pieniądze, te same, o które szarpie się PSL i lobby mięsne.

9. Roman Giertych – były minister edukacji i wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, działacz polityczny obrzydliwie nacjonalistycznej partii Liga Polskich Rodzin, obecnie ceniony adwokat i komentator polityczny. Właśnie podjął się reprezentowania w sądach interesów gminy żydowskiej w zakresie zakazu uboju rytualnego, i w wywiadzie dla TVN24 przedstawił pogląd o wyższości nad wszelkimi innymi normami prawnymi prawa do kontynuowania religijnej tradycji sięgającej, w odniesieniu do judaizmu, 3000 lat. Jakkolwiek musi reprezentować swojego klienta, jako prawnik i człowiek pokazał się od marnej strony. Oprócz moich skromnych wywodów powinien zapoznać się z wypowiedzią profesora Wojciecha Sadurskiego w jednym z niedawnych wydań Gazety Wyborczej. Warto też ustosunkować się do tych 3000 lat tradycji religijnej, które miałoby stanowić argument na rzecz podtrzymywania jej. Samo pochodzenie czegoś ze starożytności czy chociażby średniowiecza nie stanowi w najmniejszym stopniu argumentu na rzecz słuszności albo wartości danej praktyki. Gdyby wzory postępowania odziedziczone z przeszłości automatycznie były obowiązujące w teraźniejszości i przyszłości, nie dokonałby się żaden postęp ludzkości, włącznie z przysłowiowym „zejściem małpy z drzewa” ku (cokolwiek to znaczy) uczłowieczeniu. Jakkolwiek Roman Giertych wyznaje konserwatyzm, jednak zapewne akceptuje różne techniczne produkty, które powstały dzięki współczesnej wiedzy, a ona podważyła przekonania panujące w przeszłości. Jeśli jest takim konsekwentnym konserwatystą, to niech nie występuje w telewizji, nie używa komputerów i telefonów komórkowych, bo u podstaw działania tych urządzeń są ustalenia fizyki, które w spójny sposób obaliły mit o niepodzielności atomu, mit o obiegu Słońca wokół Ziemi, a w szczególności mit o stworzeniu świata w 7 dni ok. 4 tysięcy lat temu. Religijnie motywowane albo uzasadniane tradycją okrucieństwo niczemu pozytywnemu nie służą, a podstawy takich praktyk są rozmyte i niemożliwe do racjonalnego uzasadnienia. Gdyby podchodzić do tradycji z bezmyślną akceptacją, to również w Polsce mogłaby funkcjonować rozrywka w postaci „szczucia misia”, a chyba jednak dobrze stało się, że porzucono ją? Nawet gdyby żydzi i muzułmanie czuli się nieswojo, dobrostan zwierząt poddawanych przez nich męce jest wartością zdecydowanie ważniejszą. Człowiek natomiast powinien używać Rozumu.

10. Andrzej Elżanowski, zoolog, paleontolog, przewodniczący Sekcji Dobrostanu Zwierząt Polskiego Towarzystwa Etycznego był uprzejmy udzielić Gazecie Wyborczej wywiadu o podłościach popełnianych względem zwierząt w ramach ustawowo dopuszczalnego ich traktowania. Dzięki temu nieco obrzydził wielu Polakom spożywanie mięsa, które w swej hipermarketowej taniości obciążone jest traktowaniem osobników zwierząt jak produktów na taśmie produkcyjnej, co zawdzięczamy w dużej mierze inwencji Amerykanów – potomków pobożnych purytan o wysokim zmyśle praktycznym. Oni wymyślili, jak bardzo można ścieśnić osobniki hodowlanych zwierząt na małej powierzchni, co można im przypalić, przyciąć (bez znieczulenia oczywiście), czym należy je faszerować, żeby w swym patologicznym pseudożyciu się nie rozchorowały przedwcześnie – przed osiągnięciem „dojrzałości ubojowej”.

Bardzo dobrze – wyciągniemy wnioski. Róbmy sobie częściej obiady bezmięsne, kopnijmy w brzuch polskich „producentów mięsa”, bo nie są to sympatyczni ludzie, praca ta degraduje ich nie mniej niż ich produkty konsumentów. Wymuśmy obecność niezależnego monitoringu na każdym etapie hodowli, transportu i zabijania, niech mięso stanie się droższe, ale przynajmniej zdrowsze i mniej barbarzyńskie. Osobiście przyzwyczajony jestem do smaku i sycącego charakteru produktów mięsnych, lecz nie uważam, bym za wszelką cenę każdy posiłek musiał mieć mięsem okraszony. I to bynajmniej nie w piątek… Natomiast na mięsną orgię kulinarną poczekajmy aż na wielką skalę opanowana zostanie metoda produkcji mięsa w kulturach tkankowych. Chętnie bym zeżarł wielki kotlet, który nigdy nie był świnią, noszącą w sobie obraz siebie i okolicznego świata, którą potem zaciukali jacyś siepacze, a wcześniej wyszarpali z chlewa do klatki w ciągniku siodłowym, gdzie na którymś poziomie wśród przerażonych towarzyszek przejechała ona na mrozie lub w upale, na głodno i bez picia, do ubojni.

11. Kościół katolicki – tak lubi wtrącać się do polityki, lecz w sprawie okrutnego traktowania zwierząt taktownie milczy i nigdy nie daje sygnału poparcia dla sił dążących do wyeliminowania okrucieństwa lub jego złagodzenia. W doktrynie Kościoła katolickiego inne zwierzęta niż homo sapiens (?) nie są podmiotami, bo nie posiadają „duszy”, tedy żadne prawa im się nie należą, a „pierwszym po Bogu” na ziemi jest tzw. człowiek. Wśród postaci zasłużonych dla Kościoła zw. świętymi był przyjaźnie do zwierząt i przyrody nastawiony Franciszek, jednak jego prozwierzęce przesłanie w kościelnym nauczaniu skutecznie zostało zneutralizowane i zastąpione jakimś teologicznym bełkotem – jest nawet zakon franciszkański, lecz jakoś nie zajmuje się on badaniem, jak w wiejskich zagrodach wiedzie się naszym „braciom mniejszym” ani walką o ich dobrostan. Kościół natomiast podtrzymuje ideologię gatunkowego szowinizmu i supremacji tzw. człowieka, czynienia sobie przezeń ziemi poddaną, stąd symbol religii chrześcijańskiej, krzyż, obecny jest w wielu ubojniach, i nie wpływa na wyższy poziom etycznego traktowania przez pracowników ofiar uboju, raczej utwierdza ich tylko w słuszności tego, co robią. Kościół popycha też swych członków do wybujałej rozrodczości, widząc w tym swoją szansę na zdominowanie światowej populacji lub przynajmniej na osiągnięcie przewagi nad wyznaniami konkurencyjnymi, jednak zupełnie nie przejmuje się faktem, że im większa ludność, tym większe zapotrzebowanie na tanią żywność, co przekłada się na bardziej nienaturalne, nieekologiczne i okrutne jej pozyskiwanie.

Podsumowując, niektóre postacie polskiego życia publicznego pokazały się jako prostacy nastawieni tylko na mamonę bez względu na aspekty etyczne, co było już możliwe do zaobserwowania i przewidzenia – dotyczy to wszystkich działaczy obrzydliwej partii PSL. Prezentują się oni jako wierni synowie Kościoła katolickiego i szkodzą polskiej polityce zgodnie z absurdalnym nauczaniem Kościoła. Ludzie ci są niezdolni do faktycznej refleksji na tematy etyczne, a ten komponent psychiczny zastępuje im posłuszeństwo wobec Kościoła, zadziwiająco zbieżne z interesami wszystkich okrutników wobec zwierząt, albowiem Kościół katolicki w ogóle nie dostrzega problemu, co wynika z jego intelektualnego zacofania, ale być może i umyślnego nastawienia w metafizycznej sferze na czynienie zła przez blokowanie prób uczynienia świata lepszym i mniej okrutnym.

Działacze Platformy Obywatelskiej ogólnie „wyszli na ludzi”, bo głosowali przeciw rządowemu projektowi ustawy, nawet z gotowością poddania się partyjnej karze za głosowanie niezgodne z linią własnego rządu. Zdarzenie to powinno być lekcją na przyszłość – dość wchodzenia w koalicje z partiami cywilizacyjnego wstecznictwa jak PSL.

Działacze żydowscy i muzułmańscy poważnie naruszyli sympatię pod swoim adresem, albowiem pokazali się jako chytrzy demagodzy, sztywno przywiązani do swych nakazów religijnych nawet gdy prowadzą one do barbarzyńskich i nieetycznych działań, czyli okazali mentalność intelektualnie ograniczoną, sekciarską, zaślepioną na fakty, a w tle tej postawy błyskają pieniądze zarabiane przez funkcjonariuszy religijnych uczestniczących w wielkoseryjnym barbarzyńskim zabijaniu zwierząt w celu ich certyfikowania. Przy okazji zwracam uwagę, że jakikolwiek Bóg, który wymaga od swych wyznawców popełniania rytualnego okrucieństwa jest uosobieniem metafizycznego Zła i zasługuje na odmowę kultu oraz potępienie, tym bardziej że żydowski Jahwe w przeszłości „przyjmował” znacznie okrutniejsze ofiary ze zwierząt, i nie zakazał ich składania nawet w czasach, gdy ludzie byli dość naiwni, by uznać objawienie tej treści dla proroków. Żydzi i muzułmanie upierający się przy konieczności zabijania w stylu koszernym i halal dostarczają argumentu na rzecz ateizmu jako jedynej postawy umożliwiającej doskonalenie swojego człowieczeństwa. Postawy funkcjonariuszy religijnych i ich publicystycznych popleczników pokazują, że religia niewiele ma wspólnego z prawdziwą refleksją etyczną, a dostarcza zaledwie pozorów nauczania etycznego, w istocie będącego jedynie rytuałem posłuszeństwa wobec kapłanów przedstawiających siebie jako autoryzowanych przedstawicieli Boga, których celem jest eksploatacja naiwnych wyznawców. Trzeba zauważyć, że istnieją też odnogi zreformowanego i złagodzonego judaizmu i islamu, ale w tej sprawie ich przedstawiciele nie byli zbytnio zauważalni – krzykliwi i skuteczni w przekazywaniu swych postaw okazali się przedstawiciele ortodoksyjnych, surowych, okrutnych, antyrozumowych, odmian tych religii.

PiS wyjątkowo, pod wpływem swego wodzowskiego Prezesa, opowiedział się po słusznej stronie. Nie mam jednak wątpliwości, że w przypadku innego wodza, stanąłby na pozycji przeciwnej, albowiem partia ta ogólnie też chce zachowania świata w jak najbardziej opresyjnej postaci, z dominacją religijnych (katolickich) emblematów i treści nad prawem stanowionym, a tym samym bliska jest mentalności cywilizacyjnie zacofanej części mieszkańców polskiej wsi. Ale póki co, rządzi tam Jarosław, więc cieszmy się! :)

Podczas demagogicznej wymiany ciosów pojawiły się zarzuty pod adresem nawet prawidłowo przeprowadzanego uboju w polskich rzeźniach, w oparciu o istniejące normy prawne. Oczywiście, skoro polskie rzeźnie najprawdopodobniej pozwalają sobie na masę nieprawidłowo przeprowadzonych ubojów, więc my, społeczeństwo polskie, też powinniśmy wyciągnąć wnioski. Polskie organizacje na rzecz ochrony praw zwierząt i inne powinny wymusić na polskich „producentach mięsa” obecność stałego monitoringu hal ubojowych, miejsc rozładunku transportów zwierząt itp. Być może powinien zostać ustanowiony państwowy Rzecznik Praw Zwierząt na podobieństwo Rzecznika Praw Obywatelskich czy Rzecznika Praw Dziecka, który miałby prawo wglądu do wszystkich hodowli i ubojni, przewoźników „żywca”, na targi zwierząt, do stajni zakopiańskich dorożkarzy, laboratoriów firm farmaceutycznych i kosmetycznych, szkół, uczelni i cyrków, i dostawałby sowitą premię za każdą nieprawidłowość wykrytą i udowodnioną przed sądem? Mięso pewnie stałoby się droższe, jedlibyśmy je rzadziej, i bylibyśmy też zdrowsi! Zapewne też mniej psychopatów zgłaszałoby się do pracy w tej branży.

Ostatecznie, debata na temat uboju rytualnego i nierytualnego skierowały więcej uwagi opinii publicznej na etyczność jedzenia mięsa w ogóle, i jeśli zaowocuje to ograniczeniem jego spożycia oraz mniejszą dochodowością gospodarstw hodujących zwierzęta w potwornych warunkach, skorzystamy na tym wszyscy, no może z wyjątkiem „producentów mięsa”. A polscy „producenci mięsa” zasługują na porządnego „kopniaka” od konsumenta: przyswoili sobie wraz z kapitalizmem technologie patologicznego chowu i tuczu, w ramach których oprócz cielesnego okrucieństwa wobec zwierząt podaje się im środki intensyfikujące przyrost masy mięsnej (antybiotyki, hormony), co powoduje szkodliwość żywności w ten sposób pozyskanej. Refleksja na temat jakości i nieetyczności procesu pozyskiwania mięsa może też skłonić konsumentów do wspierania hodowli bardziej przyjaznej wobec zwierząt, lecz droższej. Tak jak można obecnie kupować jajka z hodowli ściółkowej i wolnowybiegowej, może pojawić się mięso z lepszych form hodowli niż „factory farming”.

Ponadto możliwe jest wykreowanie woli społecznej, aby w bliższej przyszłości opracowano metody produkcji mięsa bez udziału zwierząt, w przemysłowych hodowlach tkankowych albo poprzez genetycznie zmodyfikowane organizmy bez mózgu. Jakkolwiek obecne próby w tym zakresie są na etapie początkowym, przyrost ludności świata może wymusić rozwinięcie tej technologii, albowiem nawet tanie i okrutne współczesne metody pozyskiwania mięsa są zbyt mało wydajne i szkodliwe dla środowiska: potrzebne jest wytworzenie pokarmu roślinnego i podawanie go w formie paszy hodowlanym zwierzętom przez pewien czas, a przy pozyskiwaniu mięsa ze zwierząt powstaje też masa odpadów z niejadalnych organów. Nie wszystko da się przerobić na nawóz, a stosowanie szczątków zabitych zwierząt jako paszę dla zwierząt tego samego gatunku prowadzi do niebezpiecznych chorób roznoszonych przez tzw. priony. Znacznie lepiej będzie, jeśli wytwarzać się będzie mięso bez niepotrzebnych części organizmu, albo jego synteza odbywać się będzie przez wrzut do maszyny syntetyzującej mięso składników mniej skomplikowanych, niekoniecznie zrobionych z wcześniej uprawianych roślin. Produkcja mięsa ze zwierząt karmionych produktami pochodzenia roślinnego powoduje presję na środowisko: potrzebne są większe obszary upraw roślinnych niż gdyby do karmienia ludzi używano roślin bezpośrednio. Wobec przyrostu ludności świata nie można w nieskończoność kolonizować obszarów dzikiej przyrody i zmieniać je w grunty orne – to już wiemy. Nawet okrucieństwo farm hodowlanych ma swoje nieprzekraczalne granice, po przekroczeniu których po prostu organizmy zwierzęcych skazańców umierają przed osiągnięciem tzw. „dojrzałości ubojowej” albo wręcz popełniają samobójstwa.

Tak więc obecna sytuacja bynajmniej nie jest stanem ostatecznym i właściwym – jest to okres narastających napięć pomiędzy konsumentami a producentami, etyką a opłacalnością, technologią a potrzebami. To nie może trwać w nieskończoność, a w przejściu ku koniecznym rozwiązaniom w przyszłości na pewno nie pomogą nam łajzowate partie w rodzaju PSL czy związki wyznaniowe religii zbawiających wbijające nieskłonnym do myślenia ludziom, że są koroną stworzenia.

4.08.2013

 Antyfacet RP