3Powrót (Teksty)

STRATA

Rozmiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem był porażający, więc całkiem dobrze jest, że dopiero teraz zebrałem parę myśli, by ją skomentować. Wcześniej zapewne byłbym w stanie jedynie dołożyć kilka banalnych sformułowań nacechowanych szokiem i żalem. Obecnie jednak pojawiło się kilka wątków dodatkowych, odnośnie których wydaje się, że mam coś do powiedzenia.

Zginął Prezydent RP Lech Kaczyński wraz z żoną Marią i 94 inne ważne dla polskiego państwa osoby, w tym wysoko wykwalifikowana załoga samolotu. Długo można by rozpamiętywać walory ofiar katastrofy i poniekąd zrobiły to media. Niestety, wydaje się, że zarówno media jak i politycy proszeni o komentarz przesadzili nieco z obrazem Lecha Kaczyńskiego jako wspaniałego prezydenta i męża stanu. Zgadzam się, że w obliczu śmierci, zwłaszcza tak tragicznej, wypada o zmarłym mówić dobrze, lecz gdy politycy zwykle skonfliktowani ze zmarłym Prezydentem nagle opiewają jego przymioty, których wcześniej najwidoczniej nie dostrzegali, brzmi to na hipokryzję. Skoro do prezydentury Lecha Kaczyńskiego można mieć wiele zastrzeżeń, znacznie lepiej jest po prostu pomilczeć o jego politycznej działalności, a skoncentrować się na wspominaniu go jako człowieka, od tej pozapolitycznej strony. Gdy Lech Kaczyński nazywany jest mężem stanu i wielkim politykiem w depeszach kondolencyjnych zagranicznych rządów, jest to w dużej mierze dobre słowo wobec całej Polski, kraju partnerskiego, sojuszniczego, sąsiedzkiego, z którym autorzy listów kondolencyjnych solidaryzują się w obliczu tragedii. Składając hołd zmarłemu Prezydentowi nie musimy jednak zapominać, jakim prezydentem był. Jestem pewny, że możliwy jest szczery żal z powodu tej śmierci, lecz bez zakłamywania rzeczywistości. Wychwalanie Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta niech pozostanie w gestii jego wyborców, którzy faktycznie podzielali jego wizję Polski i świata, a jego politykę uznawali za jedynie słuszną.

Gdy nagle nie wrócili do domu Pan Prezydent i prominentni politycy jego stronnictwa, Prawa i Sprawiedliwości, wśród okazujących swój żal polityków innych partii i krytycznych wobec PiS dziennikarzy pojawił się także nurt kajania się za wszelkie słowa ostrej krytyki, jakie wobec nich i Prezydenta w trakcie parlamentarnych i telewizyjnych polemik zostały wypowiedziane. Również tutaj mamy do czynienia z przesłodzonym zakłamaniem rzeczywistości – dobrze pamiętam, że to nieżyjący już działacze PiS, wraz z obecnie złamanym żałobą Jarosławem Kaczyńskim, przodowali w agresywnych atakach słownych na przeciwników politycznych, w wyciąganiu haków, by zdyskredytować konkurencyjnych kandydatów: spektakularnie znalazło to wyraz w słynnym „dziadku w Wehrmachcie”, nieprawdaż? Była też próba wykluczenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez posła Mularczyka za pomocą papierów mających świadczyć o ich nieczystej przeszłości, bo wisiał w powietrzu niepomyślny dla PiS werdykt o jego ustawie lustracyjnej. Był też niepotwierdzony w sądzie zarzut współpracy z SB wobec Andrzeja Przewoźnika, gdy konkurował o urząd prezesa IPN z Januszem Kurtyką. Odwetem za ten styl walki politycznej była działalność nękająca Lecha Kaczyńskiego prowadzona przez Janusza Palikota, nagłaśniającego w formie pytań o kondycję Prezydenta krążące po Warszawie plotki na jego temat. Dziś panuje niesmak na wspomnienie tego wszystkiego i zapewne sam poseł Palikot przeżywa to ciężko. Zamiast zatem popadać w odrealnioną atmosferę jednostronnego poczucia winy wobec zmarłego Prezydenta i luminarzy PiS, najlepiej uciec się do formuły „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” lub po prostu pomilczeć o nieaktualnej już potyczce politycznej z nimi, gdyż oni sami przez swą nagłą śmierć także stracili możliwość przeproszenia swych winowajców, a mieliby za co. W przypadku Janusza Kurtyki i Andrzeja Przewoźnika dokonało się to niemal symbolicznie – zginęli razem. Ich sprawa uległa umorzeniu w dosłownym znaczeniu tego słowa.

Nie wiadomo dokładnie, czyjego autorstwa jest decyzja o pochowaniu Pary Prezydenckiej na Wawelu – w każdym razie została ogłoszona i wzbudziła kontrowersje. Decyzja tak wysokiej rangi, raz ogłoszona, na pewno nie zostanie cofnięta ani zmieniona, natomiast z samego faktu, że pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich zostanie zaszczycony obecnością głów największych państw świata, m. in. prezydentów Obamy i Miedwiediewa, królewska oprawa uroczystości jest ze wszech miar uzasadniona i będzie też stanowić demonstrację majestatu Rzeczypospolitej. Zgadzam się, że Wawel nie jest najlepszym miejscem dla Lecha Kaczyńskiego, lecz w sytuacji, gdy decyzja taka została ogłoszona, lepiej, byśmy pomimo naszej świadomości istnienia przeciwwskazań, pogodzili się z tym. W przeciwnym razie upodobnimy się do ludzi z otoczenia Prezydenta Kaczyńskiego z ich małostkowymi wypowiedziami, gdy jeszcze niedawno burzyli się na myśl o dopuszczeniu na pokład prezydenckiego samolotu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który również został przez Rosjan zaproszony na uroczystości rocznicowe z okazji zwycięstwa w II Wojnie Światowej. I jak oni dzisiaj wyglądają? Zastanówmy się też, czy z pewnych względów nie jest uzasadnione złożenie zwłok I Pary tamże? W krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów spoczywa już Józef Piłsudski, który pomimo olbrzymich zasług dla Polski również budził znaczne kontrowersje: był wszakże autorem zamachu stanu, a przeciwnicy polityczni stojący na jego drodze potraktowani zostali w sposób wręcz zbrodniczy. Kontrowersyjność Lecha Kaczyńskiego daleka jest od możliwego rozrzutu opinii, jaki dotyczy Marszałka, gdyby odezwali się ludzie osobiście przezeń pokrzywdzeni.

Jak można pamiętać Lecha Kaczyńskiego, gdy nie jest się zwolennikiem jego wizji świata i linii politycznej? Nie można odmówić temu człowiekowi w około-emerytalnym wieku, że szczerze i w pełnym oddaniu dla swej Ojczyzny spełniał swój urząd do ostatniej chwili. Funkcja prezydenta nie jest błogim siedzeniem w pałacowym wnętrzu służbowego mieszkania i bezczynnym napawaniem się comiesięcznym przelewem na konto prezydenckiej pensji. Oprócz składania podpisów pod ustawami, z których każda ma swych zwolenników i przeciwników, ergo za każdym razem naraża się człowiek na czyjąś krytykę, jest to niemal ciągłe podróżowanie: zakwaterowanie w hotelach, spanie w głośnym wnętrzu zwykle rozklekotanego i niepewnego rządowego tupolewa, wstawanie wcześnie rano, lądowanie w innych strefach czasowych, konieczność prezentowania się w maksymalnie poprawny sposób pomimo zmęczenia lub przechodzenia lżejszych chorób, co w tym wieku jest normą. W dniu swej podróży ostatniej, gdy większość społeczeństwa cieszyła się wolną sobotą, Prezydent i jego otoczenie tuż po godzinie 7 rano już byli w samolocie, zatem obudzić się musieli odpowiednio wcześniej. Lech Kaczyński konsekwentnie spełniał swoją misję na miarę swych uwarunkowań edukacyjnych i wynikłych z osobistego doświadczenia życiowego – w związku z tym w swych działaniach główny ciężar kładł na ugruntowanie w świadomości Polaków i reszty świata prawdy historycznej o dziejach Polski i sąsiednich krajów oraz na utrwaleniu archaicznej wizji społeczeństwa polskiego jako katolickiego monolitu. Jakkolwiek momentami polityka zagraniczna Prezydenta i jego brata Jarosława, gdy był premierem, była antyskuteczna, bo prowadziła do skłócenia nas z sąsiadami, samo zaangażowanie Prezydenta w prawdę historyczną budzi respekt, tym bardziej, że był on autentycznym pasjonatem historii, co przejawiało się w umiejętności przekazywania swej wiedzy na ten temat w rozmowach prywatnych, a także w zajęciach z młodzieżą szkolną, które z powodzeniem okazjonalnie realizował. Śmierć w katastrofie nieopodal mogił zamordowanych przez reżym stalinowski polskich oficerów stanowi ostatni, mocny akord w tych wysiłkach Lecha Kaczyńskiego – teraz temat tej zbrodni sprzed lat znalazł się w kręgu uwagi wielu krajów świata, i co nie mniej ważne, społeczeństwa Rosji, które oscyluje pomiędzy solidarnym i braterskim stosunkiem do Polski i Polaków, a imperialistyczną butą i widzeniem nas jako niewdzięcznych i zdradzieckich członków jego imperium. Teraz jest szansa obustronnego otwarcia się naszych społeczeństw na dialog oparty na prawdziwej świadomości zaszłości historycznych między nami i ze zrozumieniem wrażliwości rozmówcy. Myśląc o Lechu Kaczyńskim nie sposób pominąć roli I Damy. Była nie tylko osobą skromną, bezpośrednią, i znacznie poprawiającą wizerunek swego męża. Potrafiła mówić własnym głosem w sprawach, które uznawała za ważne, nawet, gdy prowadziło to do niejakiego zakłopotania Prezydenta i jego stronnictwa – spotkanie z innymi znaczącymi kobietami w sprawie niezaostrzania ustawy antyaborcyjnej pozostanie w naszej pamięci. Wydaje się też, że dzięki Pani Marii sam Lech Kaczyński był trochę sympatyczniejszy w oczach swych przeciwników od brata Jarosława – oprócz zajadłej politycznej walki miał dom, w którym rozgrywały się zwykłe sprawy rodzinne. Ważne w ocenie Lecha Kaczyńskiego są też jego dokonania z czasów jego udziału w opozycji demokratycznej, gdy upadek komunizmu niemal nikomu nie wydawał się realny za jego życia, gdy faktycznie potrzeba było wielkiej odwagi, i gdy walkę tę prowadził jeszcze w zgodzie z innymi bohaterami jak Jacek Kuroń czy Adam Michnik. Pod względem osobistym, Lech Kaczyński jest wspominany jako osoba o znacznym uroku osobistym, poczuciu humoru, a dom Marii i Lecha Kaczyńskich był domem otwartym, gdzie córka była wychowywana w sposób partnerski, a liczne psy i koty mieszkające tam traktowane były jak członkowie rodziny, co w systemie poglądów prawicowych i konserwatywnych, zakładających gatunkową supremację człowieka nad resztą świata, dorosłych nad dziećmi, a mężczyzn nad kobietami – stanowi pozytywny ewenement. Skoro naród polski nie wybrał prezydenta o poglądach bardziej nowoczesnych i adekwatnych do współczesnej rzeczywistości, nie można mieć pretensji do Lecha Kaczyńskiego, że, otrzymawszy władzę, realizował wizję swojego świata, w której nie dostrzegał pewnych części społeczeństwa a niektóre zapewne uznawał za gorsze i niegodne pełnych praw oraz efektywnej reprezentacji politycznej. Myślę, że gdy opadną emocje, obecność Prezydenckiej Pary w krypcie na Wawelu przestanie przeszkadzać komukolwiek, a z uwagi na przynależność Prezydenta Kaczyńskiego do stosunkowo niewspółczesnej formacji umysłowej, jego miejsce tam, pośród królów i obok Marszałka Piłsudskiego, w kontekście de facto muzealnym, okaże się dla niego odpowiednim i znamionującym koniec epoki PiS w polskiej polityce.

I podobnie trzeba pożegnać się z innymi wysokimi funkcjonariuszami państwa z PiS. Ich wystąpienia w parlamencie i mediach najczęściej budziły we mnie oburzenie i wręcz agresję, lecz nie można im odmówić autentyczności zaangażowania w sprawy kraju na gruncie ich rozumienia tych spraw, i nie ma też powodów, by wątpić w ich niezastąpioną wartość jako ludzi na płaszczyźnie osobistej, znanej ich bezpośrednim współpracownikom i rodzinom. Teraz ich działalność polityczna dobiegła końca, zapewne zostaną zastąpieni ludźmi o innych, bardziej współczesnych poglądach i postawach, lecz satysfakcja z tego będzie minimalna: to jak wygranie zawodów sportowych z powodu kontuzji rywala. W demokracji przeciwnicy polityczni nie są wrogami, nikt zatem nikomu nie życzy śmierci, ani jej nie zadaje i nie cieszy się, gdy ona mimo wszystko się zdarza. Oni powinni byli odejść wskutek werdyktu wyborców na kartkach do głosowania, a nie poprzez faul ze strony losu. Dlatego, choć osobiście złośliwie i mocnymi słowami komentowałem poczynania tych polityków, a także lubiłem parodiować styl przemawiania Braci Kaczyńskich, nie założę koszulki z napisem „Nie płakałem po Lechu Kaczyńskim”.

Antyfacet RP

15.04.2010