3Powrót (teksty)

Tarnowskie Góry – miasto straszne?

Udzieliłem był w połowie listopada wywiadu lokalnej gazecie Tarnowskich Gór – Gwarkowi [TUTAJ]. Zgłosił się redaktor Jarosław Myśliwski, przez GG zadał pytania, ja udzieliłem chyba ładnie sformułowanych odpowiedzi, a za kilka dni, podczas mojego wyjazdu z „miasta zakazów”, gdy ubrany już byłem docelowo „na Wrocław”, dałem się sfotografować. Kilka zdjęć próbowaliśmy zrobić po zapadnięciu zmroku w plenerze: pod tzw. dzwonnicą gwarków. Zdjęcia wychodziły po swojemu, raz lepiej, raz gorzej, ale już po chwili napatoczyło się ok. 3 podpitych typków, którzy zauważyli, że jestem ubrany w czółenka, rajstopy i spódnicę. Skomentowali to w sposób typowy dla „prawdziwych mężczyzn” i zarazem znawców normalności: „Ja p…”. Potem skoczyliśmy do redakcji i powstało parę zdjęć w scenerii biurowej. Wkrótce wywiad ukazał się drukiem.

Okazało się, że miasto Tarnowskie Góry jakoś nie potrafi przełknąć treści w wywiadzie tym zawartych, a mianowicie:

Podobnych wywiadów już udzielałem kilka, przy czym część takich tekstów została wcześniej opublikowana w ogólnopolskich mediach drukowanych i internetowych, pojawiałem się też w ogólnopolskich kanałach telewizyjnych. Zatem również Tarnowskie Góry były w ich zasięgu, co potwierdzały niektóre reakcje odbiorców tych mediów z tego miasta. Któż by pomyślał, że jeszcze jedna taka publikacja w lokalnej gazecie okaże się aż tak brzemienną w skutki…

Otóż nagle okazało się, że gdy mężczyzna deklaruje publicznie, że nie podoba mu się umundurowanie nadane mu przez kulturę, jest to skandal, a jego Rodzice zamieszkali w tym raczej małym, acz ładnie utrzymanym i pozornie miłym mieście, nagle zaczynają doznawać przykrości, początkowo nie znając nawet ich przyczyny, aż ktoś uświadomi Ich odnośnie tej, jakże skandalicznej, publikacji. O jakie przykrości chodzi? A to zdarzył się jakiś sarkastyczny telefon, a to ktoś z dawnych znajomych w publicznym miejscu, zamiast wymienić uprzejmości, pokaże na czole palcem kręcone kółko, co w kodzie przedszkolaków oznacza sugestię, że adresat tego gestu jest dzieckiem umysłowo gorzej rozwiniętym niż nadawca. Grzeczniejsi rozmówcy wyrażali współczucie z tytułu tak nieudanego syna, a moi Rodzice, ludzie starej daty i najwidoczniej również niezdolni do zrozumienia sensu moich działań (toczymy o to boje w domu), przyjmowali te formy kiwania głową i poklepywania po plecach jako zasadne. Natomiast rozważanie abstrakcyjnego przekazu zawartego w przedmiotowym wywiadzie jakoś nie wchodzi w grę: wszyscy tu już od dawna wszystko wiedzą o rolach płciowych, mechanizmach kulturowych stojących za nimi – na pewno przeczytali na ten temat masę literatury i zgłębili problem odbywając szereg interdyscyplinarnych akademickich dyskusji. A może nic nie czytali? Nie dyskutowali? A po prostu znają życie? A konkretnie jego robotniczo-chłopską wersję, która w mieście o plebejskiej kulturze przechowała się przez cały okres komuny jak w termosie, i wydaje się niezmienną, absolutnie obowiązującą i niepodlegającą dyskusji, co zresztą każdy ksiądz też ochoczo przyzna. Stąd wszyscy tutaj wiedzą, kto to chłop, kto baba, i co każdemu z nich przystoi… I że nie można być nikim innym niż albo chłopem, albo babą…

Co intrygujące, jakoś nie znalazł się NIKT wśród znajomych, przyjaciół i dalszych członków rodziny, kto byłby w stanie znaleźć w moim tekście jakieś słuszne spostrzeżenia o rzeczywistości, co nader często ma miejsce we Wrocławiu i wśród młodzieży akademickiej nie tylko tego miasta. Czy w Tarnowskich Górach nie ma inteligencji zdolnej do analizowania zjawisk z pogranicza nauk humanistycznych i seksuologii? Czy w Tarnowskich Górach słucha się, gdy odmieniec coś mówi, czy też od razu wiadomo, że skoro odmieniec, to wariat, i nie ma sensu go słuchać? Czy w Tarnowskich Górach dorosłych ludzi obowiązują jakieś reguły dobrego wychowania, czyliż kręcenie kółek na czole to standardowy gest emerytów wobec emerytów? Czy w Tarnowskich Górach nie ma nikogo zdolnego do spojrzenia na otaczającą nas kulturę z zewnątrz, a przynajmniej z porządnego dystansu, by dostrzec jej śmieszne i nawet absurdalne obszary? Czy w Tarnowskich Górach wolno różnić się od otoczenia, a jednocześnie cieszyć się pełnią praw obywatelskich i ludzkich, będąc uznawanym za bliźniego w rozumieniu dominującej religii głoszącej nawet „miłowanie nieprzyjaciół”? Czy w Tarnowskich Górach znajdzie się choć jedna para otwarcie żyjących gejów i lesbijek, która cieszyłaby się akceptacją i szacunkiem swoich rodzin i sąsiadów? Czy w Tarnowskich Górach to odmieniec zawsze winny jest represji, które na niego spadają, czy ci te represje wyrządzający? Czy wychowawcy w tarnogórskich szkołach uczą szczucia jednostki odstającej od ogółu i napawania się poczuciem siły płynącym z przynależności do większościowej grupy? I dlatego tutaj lepiej „nie afiszować się” z odmiennością, czyli starannie ją ukrywać w zaciszu aresztu domowego?

Niniejsze pytania Szanownym Mieszkańcom swojego rodzinnego miasta zadał:

Wariat, odmieniec, zbok, idiota, niewydarzony mężczyzna, babochłop, chłopobaba, ciota, cwel, p…, czyli

Naczelny Antyfacet RP