3Powrót (Teksty)

MODERNIZACJA

(CZYLI CYKL TEKSTÓW CIEKAWYCH)

Miłośnik herbaty

Wstęp-komentarz Antyfaceta


Nie zawsze warto się spieszyć

Dobiegający przez otwarte okno w przedziale dźwięk pracującego silnika elektrowozu ET22 próbował zagłuszyć upływające coraz szybciej minuty. Mechanik wyciskał siódme poty z maszyny. Jadący z prędkością 120 km/h skład ciął teraz powietrze między Brzegiem a Oławą, próbując nadrobić kilkunastominutowe opóźnienie złapane za Gliwicami. Jak dobrze pójdzie, to na Głównym będę 2 minuty przed odjazdem osobówki do Jeleniej, więc ciężko będzie zdążyć się przesiąść na remontowanej i rozkopanej stacji. Na przytrzymanie pociągu do Jeleniej nie miałem co liczyć, gdyż jak poinformował mnie kierownik, jest przebudowa dworca i pociągi nie mają gdzie czekać. No cóż, zobaczymy, może opóźnienie się jeszcze trochę zniweluje i zdążę, a jak nie, to pozostaje autobus – rozważałem potencjalne rozwiązania alternatywne. Niestety, dwadzieścia kilka minut później semafory wjazdowe stacji Wrocław Główny okazują się dla mnie bezlitosne, wyświetlając czerwone światło i dając do zrozumienia, że przesiadka do skutku nie dojdzie. Nie przejmując się zbytnio tak prozaiczną kwestią, w moich myślach jakby z automatu odtworzyło się powiedzenie: „Nie ma tego złego ...”. Wysiadłem na peronie dwie minuty po odjeździe osobówki, która zabrała pasażerów w jeden z najbardziej malowniczych i tajemniczych zakątków Polski. W dodatku jechała przez Gryfów Śląski, skąd zgodnie z moim planem podróży autobus PKS-u miał zawieźć mnie do Świeradowa Zdroju.

Nie namyślając się długo poszedłem na wrocławski dworzec autobusowy. Z wyjaśnień sympatycznej pani informatorki wynikało, że o tej porze, najlepiej będzie pojechać do Jeleniej, a tam przesiąść się na Świeradów. Kupiłem więc bilet. Do odjazdu pozostało jeszcze 40 minut. Postanowiłem spożytkować ten czas na przechadzanie się po dworcu i jego okolicach. Z nieba lał się 30 stopniowy upał. Na jednym ze stoisk handlowych dostrzegłem wyeksponowane różne rodzaje drewniaków. W takich butach to by się dobrze chodziło w taką pogodę, a nie w tych topornych półbutach, które mam na gotujących się nogach – pomyślałem. Jednocześnie, jak nieproszony gość, pojawiła się ta okrutna kwestia, co ludzie powiedzą, jak zacznę chodzić w drewniaczkach. Zaraz by mnie pewnie wyzywali, albo się idiotycznie gapili. Zacząłem przeprowadzać w myślach szczegółową analizę tematu. Oglądając wystawione na straganie buty doszedłem do wniosku, że mógłbym sobie kupić takie klapki na czterocentymetrowym szerokim obcasie, który nie będzie się tak bardzo rzucał w oczy, i potem wypróbować je w Świeradowie, gdzie jak słusznie przypuszczałem, raczej przyjeżdżają kulturalni ludzie, dalecy od chamstwa i wyzywania. Całość rozważań dopełniał problem kupna tego „niedozwolonego” przedmiotu. Lecz w końcu stwierdziłem, że w sumie co to takiego? Przecież biznes jest biznes, handel jest handel, a każdy kto pracuje w tej branży chce zarobić. Na wypadek jakiejś ewentualnej głupiej odzywki sprzedawczyni miałem gotową ciętą ripostę w stylu: jak nie chce pani zarobić to trudno, pani strata.

Przygotowany do akcji kupna pięknych drewniaczków podszedłem do stoiska. Pewny siebie i zdecydowany powiedziałem dzień dobry i wskazując na upatrzony model zapytałem, czy ma pani z tych drewniaków „41”? Sympatyczna, starsza pani sprzedawczyni odpowiedziała, że tak. Zapytałem czy jest kolor czarny. W odpowiedzi usłyszałem pytanie, czy to mają być dla mnie. Zgodnie z prawdą wyjaśniłem, że tak. Miła sprzedawczyni zaznaczyła, iż z czarnych to ma tylko kryte, a z odkrytych są same białe. Ponieważ kryte z uwagi na upał mnie nie interesowały, poprosiłem o podanie do przymiarki tych odkrytych w kolorze białym. Pasowały idealnie. Dokonałem zakupu, spakowałem nabytek do plecaka i udałem się na stanowisko, z którego za niedługo miał odjeżdżać autobus do Jeleniej Góry.

Podróż upłynęła mi na refleksji związanej ze sposobem ubierania się mężczyzn i kobiet w kontekście upału. Wydało mi się bardzo niesprawiedliwe, że kobiety chodzą sobie w wygodnych, odkrytych bucikach, zakładanych na bose stopy, w przewiewnych spódniczkach, a ja gotuję się w skarpetach i półbutach, podobnie jak pozostali pasażerowie płci męskiej w autobusie. Doszedłem do wniosku, że przecież kiedy urodziłem się, to nie miałem na sobie spodni, ani butów, ani żadnych innych ubrań, a styl w jaki się ubieram narzucili mi ludzie, w sposób zupełnie bezsensowny. Wyobraziłem sobie siebie gdybym był ubrany tak jak przedstawicielki płci żeńskiej w autobusie, czyli w sposób adekwatny do pogody, a więc wygodnie i przewiewnie, zadając sobie pytanie, czy byłbym wtedy mężczyzną. Doszedłem do wniosku, iż oczywiście, że TAK, bo ubiór nie świadczy ani o płci, ani o orientacji seksualnej (zaznaczam, iż jestem heteroseksualny i interesuję się wyłącznie osobami płci żeńskiej). To ludzie wymyślili jakieś sztuczne, bezsensowne i ciemnogrodzkie „konwenanse”, „normy”, „pseudozwyczaje” i tym podobne dyrdymały, narzucając jak osoby danej płci mają myśleć, ubierać się, zachowywać, gdzie pracować, itp. Buty i ubrania to przecież tylko martwe przedmioty. Powinny jak najszybciej zniknąć te idiotyczne podziały na „damskie” i „męskie”.

Moje rozważania i refleksje przerwał wjazd autobusu na dworzec w Jeleniej Górze. Po wyjściu z pojazdu udałem się na przystanek skąd odjeżdżają busy do Świeradowa. Po odczekaniu kilkunastu minut przyjechał busik w oczekiwanym kierunku. W czasie podróży opracowywałem plan wdrożenia moich drewniaków do użytku. Stwierdziłem, iż kolor biały za bardzo będzie rzucał się w oczy, w związku z czym lepiej będzie przemalować drewniaczki na czarno. Najprostszym rozwiązaniem wydał mi się zakup czarnej pasty w płynie i wykonanie próby malowania.

Po przybyciu na miejsce, gdzie przez najbliższe 3 dni miałem odpoczywać od wytężonej pracy zawodowej, rozpakowałem się i udałem na wstępny rekonesans uzdrowiska. W eleganckiej restauracji zjadłem pyszny obiad. Później, przechadzając się po urokliwym mieście, kupiłem czarną pastę w płynie dobrej marki.

Wieczorem, po powrocie do pensjonatu, przystąpiłem do działania i przemalowałem skórzaną część klapek na czarno. Było to pastowanie kilkukrotne, aż do uzyskania oczekiwanego efektu.

Następnego dnia po śniadaniu odbyła się próba generalna. Założyłem klapeczki na gołe stopy i wybrałem się do Parku Zdrojowego. Szło się idealnie. Stopy miały przewiew i wygodę. Większość kuracjuszy nie zwracała uwagi na moje obuwie. W pijalni stałem w dosyć długiej kolejce i nikt nic nie mówił. Później, siedząc w parku, rozmawiałem z dwoma paniami i też nic nie mówiły, ani nie patrzyły z niesmakiem na moje drewniaki. Tak jak przewidywałem – kuracjusze w Świeradowie okazali się mili i kulturalni. Nie wtrącali nosa w nie swoje sprawy. Och, żeby tak było wszędzie :)

Pod wieczór wpadłem na herbatkę i ciastko do kawiarni. Również nie dostrzegłem żadnych negatywnych i niepożądanych sygnałów. W pewnym momencie nawet zapomniałem, że mam na nogach obuwie, które może narazić mnie na nieprzyjemności ze strony reprezentantów ciemnogrodu.

O tym, że radość nie trwa wiecznie przekonałem się podczas powrotu do pensjonatu. Przechodząc obok trójki niesympatycznie wyglądających wyrostków, usłyszałem za plecami: „normalnie zdziesionowałbym tego agenta”. Nie zareagowałem w najmniejszy sposób na tego rodzaju zaczepki i spokojnie poszedłem dalej. Był to jedyny niemiły akcent związany z noszeniem kontrkulturowych butów w Świeradowie.

Ponieważ w dniu powrotu do Katowic pogoda również była typowo letnia, postanowiłem, że będę wracał w drewniakach. Na wszelki wypadek toporne „męskie” półbuty schowałem w plecaku na wierzchu, żeby w razie wystąpienia niemiłych sytuacji (czytaj: kibole, agresywna młodzież lub inne nieprzyjemne i chamskie osobniki), można było się szybko przebrać.

Podróż do Wrocławia odbyłem prawie pustym autobusem. We Wrocku przeszedłem z dworca autobusowego na tymczasowy dworzec kolejowy i usytuowałem się w kolejce do kasy biletowej. Osoby, które za mną stały uważam za światłe lub kulturalne. Nie usłyszałem niczego przykrego. Kupiłem bilet na pociąg InterRegio do Katowic i udałem się na właściwy peron. Skład jechał z Zielonej Góry, lecz był prawie pusty. W czasie jazdy przez przedział jednostki elektrycznej, w którym siedziałem, przechodziło bardzo mało pasażerów. Na moje klapki spojrzał jedynie konduktor w czasie kontroli biletów, ale nic nie mówił, ani też w inny sposób nie wyraził żadnego znaku dezaprobaty. Przed wjazdem na stację Katowice przebrałem buty. Moi współdomownicy są raczej mało otwarci i mało tolerancyjni, więc nie zamierzałem ryzykować, stwierdzając że jeszcze za wcześnie.

Tak przebiegło moje pierwsze doświadczenie w noszeniu klapek na obcasie i z odkrytymi palcami „kulturowo niedozwolonych dla mężczyzn”. Wspomniane doświadczenie oceniłem bardzo pozytywnie, co zachęciło mnie do kolejnych wyzwań na polu walki o faktyczną równość płci, o której mowa w Konstytucji.



Miłośnik herbaty