3Powrót (Teksty)

MODERNIZACJA

(CZYLI CYKL TEKSTÓW CIEKAWYCH)

Miłośnik herbaty

Wstęp-komentarz Antyfaceta


Pierwszy krok ku przełomowi

Schyłek lata 2011 zapowiadał zmierzch eksploatacji moich drewniaków. Stopień zużycia, problem z przechowywaniem oraz brak warunków do przeprowadzenia samodzielnej naprawy, spowodował konieczność „skreślenia ich z inwentarza”:( Jednakże doświadczenia ze skrytego używania ich w sezonie letnim były bezcenne. Dowiodły, iż odkryte buty, noszone na gołe stopy, zdecydowanie lepiej sprawdzają się w czasie upałów, niż tzw. „męskie” półbuty i szmaciane skarpeciska, szczelnie opakowujące stopy i uniemożliwiające przepływ powietrza.

Podczas jesieni kupiłem sobie w promocji czarne czółenka wykonane z nubuku na obcasie około 6 cm, celem wypróbowania, czy takie eleganckie buciki są wygodne. Testowałem je w domu (w moim pokoju) oraz później w pensjonacie podczas weekendu w Jedlinie Zdroju. Stwierdzam, że są to bardzo wygodne buty. Ich ogromną zaletą jest miękka wyściółka, bardzo przyjemna dla stóp. Tzw. „męskie” buty są natomiast wykańczane bardzo siermiężnie. Zaletą czółenek, w przeciwieństwie do wiązanych półbutów, jest również możliwość zdjęcia ich na chwilę bez konieczności rozwiązywania. Zaobserwowałem, iż moje koleżanki w pracy bardzo często korzystały z tej możliwości.

Zimą 2011/2012 doszedłem do wniosku, że fajnym pomysłem byłoby przetestowanie tzw. „damskich” (och, jak ja nie lubię tego określenia) kolanówek rajstopowych. Stwierdziłem, że są one bardzo elastyczne, dobrze przylegają do ciała i mogą podczas mrozów pełnić funkcję dodatkowej warstwy ocieplającej, bez powodowania dyskomfortu, jaki wywołuje noszenie drugiej pary szmacianych lub wełnianych skarpet. Swoje pierwsze rajstopowe kolanówki kupiłem w jednym z dyskontów. Zakup przebiegał bez najmniejszych problemów. Wybrałem odpowiedni model, położyłem do koszyka, a następnie wyłożyłem razem z innymi zakupami na taśmę przy kasie. Inni klienci nie zwracali na to uwagi, podobnie jak osoba pracująca w kasie. Kupiłem sobie wówczas czarne kolanówki 40 DEN. W opakowaniu były dwie pary. Następnego dnia, przed wyjściem do pracy, założyłem kolanówki pod szmaciane skarpety i kalesony. Okazało się to bardzo trafionym rozwiązaniem. Stopy miały bardzo ciepło, a zarazem delikatnie i przyjemnie. Żaden mróz nie był mi straszny. Dojeżdżałem wówczas środkami komunikacji miejskiej do pracy, a jak wiadomo, z ogrzewaniem różnie tam bywa, więc w czasie mrozów bardzo doceniałem zastosowane rozwiązanie z rajstopowymi kolanówkami zakładanymi pod szmaciane skarpety. Podczas tamtej zimy kupowałem kolanówki jeszcze kilka razy. Sprawdziły się rewelacyjnie jako dodatkowa warstwa ocieplająca.

Pewnego zimowego dnia moja koleżanka przyszła do pracy w bardzo eleganckich butach. Były to botki na dosyć wysokim, szpilkowym obcasie. Prezentowały się rewelacyjnie. Zwróciłem się więc do koleżanki ze szczerym komplementem mówiąc, iż ma bardzo eleganckie buciki. Koleżanka wyraziła zadowolenie, że dostrzegłem jej nowy nabytek. Stwierdziła, że są to bardzo ciepłe i zarazem wygodne buty na mróz, a szpilka ma za zadanie wbijać się w śnieg i lód. Następnie dodała, że jeśli mi się podobają, to mogę sobie takie kupić:) Chyba nie muszę mówić, jak bardzo ucieszyła mnie taka wypowiedź. Udałem jednak, że nie jestem kontrkulturowcem i prowokacyjnie oznajmiłem, że to są „damskie”. Na to koleżanka odpowiedziała, iż mężczyźni też w takich chodzą, no może nie na takim obcasie, ale też chodzą. Ta wypowiedź koleżanki również bardzo mnie ukontentowała. Są jednak ludzie otwarci myślowo. Gdyby więcej ludzi prezentowało taki sposób myślenia, to można byłoby swobodnie i bez żadnych obaw chodzić ubranym jak się chce. Nie ciągnąłem wówczas tego tematu, ponieważ w pokoju była jeszcze jedna osoba, preferująca raczej siermiężny styl ubierania się (dżinsy i adidasy).

Wiosną 2012 roku wybrałem się na weekend do Zakopanego. Miałem zarezerwowany pokój na dwie noce w eleganckim pensjonacie i czas tylko dla siebie. W czasie tego weekendu korzystałem z uroków Tatr oraz w związku ze zbliżającym się latem, rozglądałem się za nowymi drewniaczkami. Targ pod Gubałówką to idealne miejsce na tego typu zakupy. Wybór drewniaków jest tam przeogromny. Na jednym ze stoisk kupiłem sobie odkryte drewniaki (tzw. spinka) na szerokim obcasie 4 cm; wierzch wykonany z zamszu w kolorze brązowym. Zakup przebiegał bardzo przyjemnie oraz tak, jak powinien wyglądać, czyli z przymierzeniem.

Buciki te okazały się bardzo wygodne. Powiedziałbym, że są jeszcze wygodniejsze od tych kupionych we Wrocławiu. Początkowo wypróbowałem je w pensjonacie, a następnie, korzystając ze słonecznej pogody, podczas podróży powrotnej do domu. Przejazd pociągiem z Zakopanego do Krakowa, a następnie autobusem z Krakowa do Katowic, przebiegał bez zakłóceń. Podchodziłem już zresztą wówczas do tematu chodzenia w drewniaczkach bez emocji i zastanawiania się jak zareagują ludzie, gdyż miałem spore doświadczenie zdobyte podczas lata 2011. Nie było to jeszcze jednak jawne użytkowanie, lecz w ukryciu przed domownikami.

Po powrocie z Zakopanego nowy nabytek został schowany, lecz krystalizowała się już pewna koncepcja rozpoczęcia jawnego i oficjalnego używania go na co dzień.

Pewnego dnia, podczas mycia okien w domu, wyjąłem z plecaka moje drewniaczki. Powiedziałem mojej babci, z którą mieszkam, że kupiłem sobie takie klapki będąc w Zakopanem, bo są bardzo wygodne do sprzątania. Nie wywołało to żadnej negatywnej reakcji. Brak krytyki i dezaprobaty ze strony mojej babci oczywiście spowodował u mnie ogromną radość i poczucie sukcesu. Pierwszy przełomowy krok miałem już za sobą. Później, kiedy szedłem wyrzucać śmieci i zacząłem zakładać półbuty, moja babcia sama powiedziała, że nie ma sensu wiązać butów, jak masz drewniaki. Następnie zasugerowała również, iż latem, jak będzie ciepło, to mogę przecież chodzić w nich na targ. Oczywiście odpowiedziałem, że jak najbardziej, bo jest to bardzo wygodne i zdrowe.

Pierwsze oficjalne wyjścia w kontrkulturowych drewniaczkach (na większości portali internetowych są klasyfikowane jako tzw. „damskie”), były właśnie wyjściami na zakupy w pobliżu domu. Następnie rozszerzyłem ten zakres jawnych wyjść w tych bucikach o wyjazdy do parku w sobotnie popołudnia. Podczas pierwszego wyjazdu do parku w klapkach, moja babcia tylko zapytała: „w tych butach jedziesz?” Odpowiedziałem, że tak, bo jest upał, a w tych klapkach jest przewiewnie i wygodnie, więc nie ma sensu męczyć nóg w półbutach. Mniej więcej w tym samym czasie kontrkulturowe buciki zauważyła moja mama. Zapytała tylko skąd takie mam. Wyjaśniłem, że kupiłem je tanio na targu w Zakopcu i bardzo fajnie się w nich chodzi. Tym więc sposobem moje klapki zaczęły być używane jawnie i oficjalnie na co dzień.

Pod koniec kwietnia 2012 roku odbyłem w nich podróż na Paradę Parowozów do Wolsztyna. Wyjeżdżałem z Katowic nocnym pociągiem, jadącym do Szczecina Głównego. Przejazd odbywałem 1 klasą. W przedziale miałem bardzo miłe i sympatyczne towarzystwo. Rano wysiadłem w Poznaniu Głównym i korzystając z prawie półtorej godziny czasu na przesiadkę, wybrałem się na Rynek. O tak wczesnej rannej godzinie świecił pustkami. Od czasu do czasu pojawiały się na nim głównie osoby „poimprezowe”. Wszak była to sobota. Przechodziłem obok takiej grupki, składającej się z czterech osób: dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Jeden z nich zastanawiał się, czy moje klapki są „damskie”, czy „męskie”. [ale niektórzy mają problemy:)] Stojąca obok niego dziewczyna doradziła mu, żeby mnie zapytał. Ten jednak nie zrobił tego. Natomiast jego kolega, kiedy zobaczył moje klapki z bliższej odległości stwierdził, że to są „damskie”. Na to ten pierwszy rzucił swoje powiedzonko: „o ku..”. Ja oczywiście spokojnie poszedłem dalej i w ogóle nie zareagowałem.

W samym Wolsztynie nikt nie zwracał uwagi na moje buty. I słusznie, bo to Parada Parowozów, a nie rewia mody:) Miałem natomiast okazję zdobycia nowego doświadczenia, mianowicie wejścia w klapkach na lokomotywę i zejścia z niej. Wbrew pozorom nie jest to trudne.

Podróż powrotna przebiegła również bez zakłóceń. Była bardzo miła. Piękna pogoda, otwarte okno w przedziale i przewiewne buty to jest to:) Tak to można podrózować. Co najważniejsze, dzięki temu, że od pewnego czasu chodziłem już jawnie w moich klapkach, nie musiałem zmieniać butów przed przyjściem do domu.

Jeśli chodzi o techniczne aspekty eksploatacji kupionych w Zakopanem drewniaków, to po czterech miesiącach zaszła konieczność wymiany fleków pod obcasami, żeby nie dopuścić do ścierania się drewna. Naprawę wykonałem samodzielnie. Kupiłem specjalną gumę na fleki, wyciąłem odpowiednie kawałki, przykleiłem, po wyschnięciu przeszlifowałem krawędzie i ... trzyma do dziś. Muszę stwierdzić, że nowe fleki okazały się dużo trwalsze od oryginalnych.

Po ubiegłorocznym sezonie oraz po pewnym czasie używalności w roku bieżącym stwierdzam, że są to mega wygodne buty. Odpowiednio wyprofilowane, przewiewne i nie obcierają. W przeciwieństwie do zawiązywanych półbutów stopy w nich nie pieką. W zeszłym roku zaprezentowałem mojej koleżance zdjęcie podobnych butów w internecie i opierając się na swoich doświadczeniach stwierdziła, że ponieważ są to odkryte klapki, to mogą wysuwać się palce. Jednak w moim przypadku nic takiego się nie dzieje.

Jeśli chodzi o rekację otoczenia na moje buty, to generalnie nikt specjalnie nie zwraca na nie uwagi, a przynajmniej nie robi tego w taki sposób, który powodowałby u mnie poczucie dyskomfortu. Zdarzają się oczywiście pojedyncze przypadki, jak wspomniana wcześniej sytuacja w Poznaniu. W tym roku spotkałem się z nieprzyjemną reakcją w Katowicach. Szedłem w moich klapkach na zakupy i dwóch chłopaków w wieku około 20 lat, z puszkami piwa w rękach, na mój widok aż przystanęło. Ja w ogóle nie zareagowałem i bez zatrzymania poszdłem dalej.

Kiedyś dwie dziewczyny, które szły za mną, szeptały na temat moich butów. Jedna z nich mówiła, że jej mama w takich klapkach chodzi. Pomyślałem wówczas, iż jej mama wie, co dobre i wygodne:)

Drewniaczki są butami uznawanymi przez część osób za uniwersalne (zwłaszcza drewniaki kryte, odkryte trochę rzadziej), tak więc pierwszy krok ku przełomowi, czyli wdrożenie drewniaczków do jawnego użytkowania, nie był aż tak trudny. Dużo gorzej natomiast przedstawia się sprawa wdrożenia do codziennego oficjalnego użytku czółenek lub innych ładnych butów na obcasie lub koturnie. Wszystko jednak przede mną i mam nadzieję, że kiedyś nastąpi ten wielki przełom. Z dotychczasowych doświadczeń wiem, że sporo ograniczeń tkwi wewnątrz nas. Jeszcze dwa lata temu nie wyobrażałem sobie, abym mógł oficjalnie chodzić w odkrytych klapkach drewniaczkach. Dzięki przełamaniu się, dzisiaj jest to już standard. 

W kolejnym odcinku “Modernizacji” opowiem o pójściu, latem ubiegłego roku, do pracy w klapkach oraz o niedawno poczynionych kontrkulturowych zakupach spódnic i eleganckich butów.



Miłośnik herbaty